09.03.2026, 11:37 ✶
– Cóż robić? Po Spalonej Nocy każdy radzi sobie jak może – odparł Christopher, chociaż zaiste, pewnie musiałby stracić absolutnie wszystkie swoje pieniądze i nie mieć absolutnie żadnych alternatyw, aby nagle zaczął zbierać z Domu Mody paczki i dostarczać je wszystkim klientom. Wykorzystał okazję, bo dlaczego nie: młody Rosier chyba ogólnie przywykł do robienia tego, na co ma ochotę, co było stosunkowo łatwe, kiedy masz pieniądze, nie ciąży na tobie bardzo wiele wymagań, i kiedy raczej tym, na co masz ochotę, rzadko bywają rzeczy bardzo kontrowersyjne.
– Chętnie, jeśli zaoferujesz przemęczonemu kurierowi szklankę wody, na pewno nie odmówię – zgodził się, nawet nie udając, że przecież wcale na to nie liczył. – Gdzie to położyć? – zapytał, rozglądając się i jego wzrok zatrzymał się na kocie.
W domu Rosierów nie było nigdy kotów i psów, głównie dlatego, że matka pewnie nie zniosłaby sierści na swoich wspaniałych ubraniach. Christopher na jedenaste urodziny otrzymał sowę, i ta służyła mu po dziś dzień, darzona pewną sympatią wykraczającą poza pragmatyczne postrzeganie jej jako narzędzia. W Pokoju Wspólnym Slytherinu swego czasu włóczył się kot jednej z dziewczyn z roku niżej, i lubił uznawać wszystkie kolana uczniów za swoją prywatną własność, a Chrisa zawsze odrobinę bawiła jego pewność siebie i mina, z jaką przyjmował hołdy innych uczennic. Poza tym nie miał wielkiego doświadczenia ze zwierzętami, choć i nie mógł powiedzieć, że ich nie lubi – ot jakoś rzadko miewał z nimi kontakty.
– Jest magiczna? – spytał, trochę zaintrygowany kolorem futra, który sugerował, że nie ma do czynienia ze zwykłym kotem. – Tak naprawdę znalazłem je kiedy teleportowałem się w pobliżu domu. Może to jednak tylko kamień? Wygląda trochę dziwnie i zastanawiałem się, czy któraś z was go nie zgubiła, kiedy przynosiłyście tu rzeczy – wyjaśnił, po odłożeniu paczki we wskazane miejsce. Wtedy też uważniej przyjrzał się jajku: było brązowe, chropowate, kojarzyło się mu trochę z szyszką, ale zdawało się mieć na taką zbyt idealny kształt. Może gdyby zapisał się kiedyś na zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami zorientowałby się, że w środku siedział ptak, brakowało mu jednak wiedzy w tym kierunku.
– Chętnie, jeśli zaoferujesz przemęczonemu kurierowi szklankę wody, na pewno nie odmówię – zgodził się, nawet nie udając, że przecież wcale na to nie liczył. – Gdzie to położyć? – zapytał, rozglądając się i jego wzrok zatrzymał się na kocie.
W domu Rosierów nie było nigdy kotów i psów, głównie dlatego, że matka pewnie nie zniosłaby sierści na swoich wspaniałych ubraniach. Christopher na jedenaste urodziny otrzymał sowę, i ta służyła mu po dziś dzień, darzona pewną sympatią wykraczającą poza pragmatyczne postrzeganie jej jako narzędzia. W Pokoju Wspólnym Slytherinu swego czasu włóczył się kot jednej z dziewczyn z roku niżej, i lubił uznawać wszystkie kolana uczniów za swoją prywatną własność, a Chrisa zawsze odrobinę bawiła jego pewność siebie i mina, z jaką przyjmował hołdy innych uczennic. Poza tym nie miał wielkiego doświadczenia ze zwierzętami, choć i nie mógł powiedzieć, że ich nie lubi – ot jakoś rzadko miewał z nimi kontakty.
– Jest magiczna? – spytał, trochę zaintrygowany kolorem futra, który sugerował, że nie ma do czynienia ze zwykłym kotem. – Tak naprawdę znalazłem je kiedy teleportowałem się w pobliżu domu. Może to jednak tylko kamień? Wygląda trochę dziwnie i zastanawiałem się, czy któraś z was go nie zgubiła, kiedy przynosiłyście tu rzeczy – wyjaśnił, po odłożeniu paczki we wskazane miejsce. Wtedy też uważniej przyjrzał się jajku: było brązowe, chropowate, kojarzyło się mu trochę z szyszką, ale zdawało się mieć na taką zbyt idealny kształt. Może gdyby zapisał się kiedyś na zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami zorientowałby się, że w środku siedział ptak, brakowało mu jednak wiedzy w tym kierunku.