Gio bywał na salonach, ale festyny typu Beltane nie były mu po drodze. Za duże tłumy, podejrzani goście, alkohol płynący w żyłach co drugiego uczestnika. Zbyt wiele bodźców i zbyt duża szansa na wywołanie Jonathana, czego nikt nie chciał. Geraldine jednak zaprosiła go na zabawę, czemu nie potrafił odmówić.
Urquart postanowiła odziać się stosownie do okazji. Założył lnianą szatę wyszywaną tematycznymi wzorkami. Dostał ją kiedyś, albo kupił... w każdym razie była to pamiątka z podróży. Nieczęsto ją nosił, więc pomimo lat, wyglądała na nieużywaną.
— Mam nadzieję, że nie mówisz o Jonathanie — zaśmiał się nieco sztywno starając się, aby nikt poza Geraldine tego nie usłyszał.
Po chwili został pociągnięty do loterii. Oh tak, nutka bezpiecznej przygody. Takie to Gio lubił najbardziej. Zerknął na fant przyjaciółki.
— Oh, interesujące.
Przyjrzał się plakatowi i parsknął śmiechem, gdy Vasilij puścił mu oczko. Kawalarz, jak zawsze.
— Mam nadzieję, że powiesisz to przy łóżku.
Następnie samemu zabrał się do losowania.
!goblin