09.03.2026, 13:59 ✶
- Jeśli masz wyrzuty sumienia, odpowiada za nie twoje sumienie, nie ja.
Charlotte gładko odbiła piłeczkę, chociaż dość oczywiste było, że fakt, że zaczął je odczuwać był dokładnie tym, do czego próbowała doprowadzić. I mogłaby na tym skończyć dyskusję, wyjść obrażona, ale nawet jeśli nie była matką roku, to nie była też rodzicem beznadziejnym ani w ogóle kimś, kto uciekałby przed rozmową, żeby zademonstrować, jak mocno został skrzywdzony. Nie robiło się takich rzeczy swoim dzieciom, jeśli nie chciałeś kompletnie zlasować ich mózgów, a Charlotte chciała, aby jej dzieci były przynajmniej względnie zdrowe emocjonalnie.
Nie wstawała więc i została za to nagrodzona kolejnym zbijającym z tropu pytaniem.
Charlotte była trochę podejrzliwa wobec stosunków Jessiego z Electrą. Zaprosiła ją do domu i zorganizowała tę całą psią randkę głównie po to, by poobserwować, jak Jasper będzie na to wszystko reagował. Po prawdzie nie była jakoś szczególnie zachwycona myślą, że mogliby zacząć się umawiać, ale nie wątpiła, że jej rodzina patrzyłaby na to dokładnie tak samo – albo nawet bardziej niechętnie.
Sięgnęła po pierniczka i zjadła go powoli, w tym zyskanym w ten sposób czasie szukając nietypowo dla siebie dyplomatycznej odpowiedzi. Obojętnie, czy tylko się przyjaźnili, czy było w tym coś więcej, wiedziała, jak sama zareagowałaby, gdyby ktoś obrażał jej przyjaciół. Może nie natychmiastowym wybuchem, ale już na pewno knuciem zemsty. Należało wobec syna zachować pewną ostrożność, ale i postarać się nie kłamać. Cóż poradzić: Charlotte miała pozytywną opinię o bardzo niewielu jednostkach…
– Ładna dziewczyna. Na pewno bardzo… pełna życia. Niezbyt rozsądna, jeśli mam być szczera, trochę próbuje budować zamki z piasku, ale to przywra, z której zwykle leczy życie, gdy woda podmyje taki zamek parę razy. Przypuszczam, że nie jest bardziej… niedojrzała niż inne dziewczęta w jej wieku – wyrecytowała w końcu, obserwując syna bardzo uważnie. – Skąd to pytanie, Jasperze?
Charlotte gładko odbiła piłeczkę, chociaż dość oczywiste było, że fakt, że zaczął je odczuwać był dokładnie tym, do czego próbowała doprowadzić. I mogłaby na tym skończyć dyskusję, wyjść obrażona, ale nawet jeśli nie była matką roku, to nie była też rodzicem beznadziejnym ani w ogóle kimś, kto uciekałby przed rozmową, żeby zademonstrować, jak mocno został skrzywdzony. Nie robiło się takich rzeczy swoim dzieciom, jeśli nie chciałeś kompletnie zlasować ich mózgów, a Charlotte chciała, aby jej dzieci były przynajmniej względnie zdrowe emocjonalnie.
Nie wstawała więc i została za to nagrodzona kolejnym zbijającym z tropu pytaniem.
Charlotte była trochę podejrzliwa wobec stosunków Jessiego z Electrą. Zaprosiła ją do domu i zorganizowała tę całą psią randkę głównie po to, by poobserwować, jak Jasper będzie na to wszystko reagował. Po prawdzie nie była jakoś szczególnie zachwycona myślą, że mogliby zacząć się umawiać, ale nie wątpiła, że jej rodzina patrzyłaby na to dokładnie tak samo – albo nawet bardziej niechętnie.
Sięgnęła po pierniczka i zjadła go powoli, w tym zyskanym w ten sposób czasie szukając nietypowo dla siebie dyplomatycznej odpowiedzi. Obojętnie, czy tylko się przyjaźnili, czy było w tym coś więcej, wiedziała, jak sama zareagowałaby, gdyby ktoś obrażał jej przyjaciół. Może nie natychmiastowym wybuchem, ale już na pewno knuciem zemsty. Należało wobec syna zachować pewną ostrożność, ale i postarać się nie kłamać. Cóż poradzić: Charlotte miała pozytywną opinię o bardzo niewielu jednostkach…
– Ładna dziewczyna. Na pewno bardzo… pełna życia. Niezbyt rozsądna, jeśli mam być szczera, trochę próbuje budować zamki z piasku, ale to przywra, z której zwykle leczy życie, gdy woda podmyje taki zamek parę razy. Przypuszczam, że nie jest bardziej… niedojrzała niż inne dziewczęta w jej wieku – wyrecytowała w końcu, obserwując syna bardzo uważnie. – Skąd to pytanie, Jasperze?