- Dziękuję - odpowiedziała, przyglądając swojemu pisklakowi. Ustawiła sobie jego tymczasową klatkę na stole i usiadła na krześle, łokciami opierając się o blat, tak żeby wygodniej było jej prowadzić obserwacje. Nie było w sumie w tym wszystkim za dużo do patrzenia, bo świeżo wykluta ptaszyna nie miała wiele do roboty oprócz domagania się jedzenia i spała. Crawleyówna jednak z pewnym zafascynowaniem studiowała nieopierzoną sylwetkę i rozmyślała jakim to pięknym okazem będzie jak już dorośnie.
Podobało jej się niewątpliwie to, że pisklak będzie miał towarzystwo. W końcu Brenna natrafiła na podobne jajko i też udało jej się wykluć swojego pupila, chociaż ten jej wydawał się dziewczynie bardziej... drzewny. Tak, to chyba było najlepsze określenie.
Menodora odwróciła się od klatki, przyglądając przez chwilę temu co robiła Longbottom. Jak otwiera pudełko i wyciąga z niego lusterka, próbując ewidentnie się do kogoś dostać. Na próżno - ktokolwiek miał znajdować się po drugiej stronie, najwyraźniej nie mógł teraz rozmawiać.
- Manchesterze? - zapytała, gryząc się w język żeby w odruchu nie powiedzieć, że nic. Bo to wcale nie było tak, że nic nie wiedziała, ale pytanie zwyczajnie ją zaskoczyło. Pewnie gdyby się zastanowiła, mogłaby Brennie podrzucić parę ciekawostek o mieście, w końcu było jednym z większych na terenie Anglii i dość ważnym węzłem komunikacyjnym na mapie wysp, ale chyba nie o to chodziło. - Hm, a co potrzebujesz? Coś konkretnego?
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.