09.03.2026, 14:33 ✶
– Zastanawiam się, skąd wzięło się tak dużo takich ptaków w Anglii. Mam wrażenie, że to musiał być jakiś większy transport - stwierdziła, jeszcze przez moment spoglądając na ptaka, zanim powróciła do oglądania lusterek. Wprawdzie chciała dopaść gościa, który być może sprzedawał je mugolom - chociaż na razie nie było jednak śladów wskazujących na to, że ktoś faktycznie to robił - ale jednak tropienie całych transportów nie należało jednak do jej podstawowych obowiązków. Zwłaszcza po Spalonej Nocy.
Porównała tak na wszelki wypadek ten przyniesiony komplet z kompletem, którym dysponowała ona po Lammas, a potem z westchnieniem oddała Dorze jej własny egzemplarz. Nie miała już wątpliwości, oznaczenia na tych dwóch przyniesionych z antykwariatu Tessy, były inne. Te na tych, które posiadały one, identyczne. A to oznaczało...
– Załatwiłam jeszcze jeden komplet lusterek dwukierunkowych. Problem? Wychodzi na to, że coś pomieszano i do jednego pudełka włożono lusterka z dwóch różnych zestawów. Mam nazwisko kupca, i idę o zakład, że chętnie się zamieni, bo sam wydał sporo na niedziałający komplet, ale… nie znam tego gościa, moi rodzice i Erik też go nie kojarzą. Nie mam też dokładnego adresu, wiem tylko, że mieszka gdzieś w Manchester.
A Brenna o Manchester wiedziała głównie tyle, że istniało. Nigdy tam akurat nie była dłużej niż w przelocie i nie czuła szczególnej potrzeby gromadzenia informacji o tym mieście. Gdyby chodziło o Londyn, wiedziałaby, gdzie pytać, do kogo iść, aby zdobyć adres zamieszkania, ale też nie zwrócić uwagi. Za to tam? Czy była jakaś ulica, gdzie mieszkali czarodzieje? Albo jakiś czarodziejski pub, w którym można by o niego spytać lub zostawić wiadomość?
– Chodzenie po ulicach z tabliczką z napisem „Finnegan Anders” chyba byłoby mało skuteczne i przyciągnęło niezdrową uwagę, więc zastanawiam się, czy masz jakiś pomysł, gdzie zacząć ogarnianie tego…
Porównała tak na wszelki wypadek ten przyniesiony komplet z kompletem, którym dysponowała ona po Lammas, a potem z westchnieniem oddała Dorze jej własny egzemplarz. Nie miała już wątpliwości, oznaczenia na tych dwóch przyniesionych z antykwariatu Tessy, były inne. Te na tych, które posiadały one, identyczne. A to oznaczało...
– Załatwiłam jeszcze jeden komplet lusterek dwukierunkowych. Problem? Wychodzi na to, że coś pomieszano i do jednego pudełka włożono lusterka z dwóch różnych zestawów. Mam nazwisko kupca, i idę o zakład, że chętnie się zamieni, bo sam wydał sporo na niedziałający komplet, ale… nie znam tego gościa, moi rodzice i Erik też go nie kojarzą. Nie mam też dokładnego adresu, wiem tylko, że mieszka gdzieś w Manchester.
A Brenna o Manchester wiedziała głównie tyle, że istniało. Nigdy tam akurat nie była dłużej niż w przelocie i nie czuła szczególnej potrzeby gromadzenia informacji o tym mieście. Gdyby chodziło o Londyn, wiedziałaby, gdzie pytać, do kogo iść, aby zdobyć adres zamieszkania, ale też nie zwrócić uwagi. Za to tam? Czy była jakaś ulica, gdzie mieszkali czarodzieje? Albo jakiś czarodziejski pub, w którym można by o niego spytać lub zostawić wiadomość?
– Chodzenie po ulicach z tabliczką z napisem „Finnegan Anders” chyba byłoby mało skuteczne i przyciągnęło niezdrową uwagę, więc zastanawiam się, czy masz jakiś pomysł, gdzie zacząć ogarnianie tego…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.