To nie było ich pierwsze rodeo, uporanie się z ilością kubeczków i gości w krótkim czasie przyszło im z łatwością, tak samo jak i zaprowadzanie porządku. W końcu więc mieli wszystko za sobą i mogli obserwować jak goście z zadowoleniem mlaskali pijąc swój przydział.
Na narkotyki uśmiechnęła się porozumiewawczo, prawie w odpowiedzi pytając, czy w takim razie mogła sobie trochę uszczknąć. Jej nadmierna spokojność, mogła jednak nie być najlepszym pomysłem więc darowała sobie nawet takie żarciki.
- Jesteś wielki - podsumowała. - Może powinniśmy coś takiego wprowadzić do stałego menu? - przekrzywiła lekko głowę, przeskakując spojrzeniem od kubeczka do kubeczka, ale też mimowolnie ściszając głos. - Żłopią to jak najlepszą wódę - cokolwiek Lewis dodał do środka - działało. A to z kolei sprawiało że Senka zastanawiała się, czy rzeczywiście nie opłacało się mieć coś takiego na stanie cały czas, żeby pacyfikować problematycznych klientów pod przykrywką dobrotliwego polania czegoś darmo.
- Mam to samo. Może nie włoski, ale strasznie wali spalenizną. Coraz bardziej i bardziej. To nie kolejny palony worek śmieci - westchnęła, bo jakby nie patrzeć, czuła ten zapach bardziej swoim nieco bardziej wyostrzonym zmysłem węchu. Wilczy nos nie dawał spokoju, podsycając niepokój.
- Mam ten duży kocioł na grzaniec. Może jego zapełnimy?
Blood is rare and sweet as cherry wine