09.03.2026, 17:49 ✶
– Ściślej mówiąc, Ted należy do kategorii "żywych trupów", ponieważ pomimo śmierci wciąż funkcjonuje. Wiele razy już ci to tłumaczyłam. – Odile była przyzwyczajona do tego, że czarodzieje notorycznie mylili pojęcia z zakresu magimedycyny, ale zazwyczaj nie chciało jej się marnować energii na wyprowadzanie ich z błędu; zresztą, po paru minutach zapomnieliby o jej komentarzach. W przypadku Othella sprawa wyglądała inaczej bo był jej młodszym bratem, a dokuczanie należało do obowiązków starszej siostry. – Ale dobrze słyszeć, że przynajmniej tobie interes jakoś się kręci. – wyciągnęła rękę, by zmierzwić pieczołowicie ułożone włosy na głowie Fawleya. Wbrew temu co mógł sugerować wiecznie neutralny wyraz na twarzy kobiety, czułe gesty nie były Odile obce (a przynajmniej nie te, które w jej mniemaniu uchodziły za czułe).
– Pewnie gdybym dalej pracowała w biurze koronera, miałabym więcej roboty. Teraz nie zajmuję się każdą tragiczną śmiercią, tylko takimi nietypowo tragicznymi. – mówiąc przygotowała papierosa do zapalenia (należało jej się przed spotkaniem z ojczulkiem). – Plus nie ma jak badać tkanek, które poszły z dymem. Ale fakt, po pożarach dostaliśmy parę ciekawych przypadków. Na przykład b... – nie zdążyła opowiedzieć bratu o makabrycznym obiekcie badań, który bez wątpienia by go zainteresował, ponieważ niespodziewanie przerwał jej rechot. Co dziwne, dźwięk ten zdawał się wydobywać z nikąd.
Zanim Odile zdążyła się zorientować o co w tym wszystkim chodziło, nagle poczuła się dziwnie i... Zaczęła lewitować? Spoglądając w dół zauważyła, że jej nogi sięgają ulicy, lecz po prostu stały się dłuższe. Z jakiegoś powodu również szlug znikął z jej dłoni.
– Co do chuja... – wymamrotała głosem zdecydowanie nie swoim, ale bardzo dobrze znanym. Nie, to niemożliwe, że... Najgorsze przeczucie okazało się prawdą, gdy pojrzała w stronę brata i ujrzała samą siebie.
– Pewnie gdybym dalej pracowała w biurze koronera, miałabym więcej roboty. Teraz nie zajmuję się każdą tragiczną śmiercią, tylko takimi nietypowo tragicznymi. – mówiąc przygotowała papierosa do zapalenia (należało jej się przed spotkaniem z ojczulkiem). – Plus nie ma jak badać tkanek, które poszły z dymem. Ale fakt, po pożarach dostaliśmy parę ciekawych przypadków. Na przykład b... – nie zdążyła opowiedzieć bratu o makabrycznym obiekcie badań, który bez wątpienia by go zainteresował, ponieważ niespodziewanie przerwał jej rechot. Co dziwne, dźwięk ten zdawał się wydobywać z nikąd.
Zanim Odile zdążyła się zorientować o co w tym wszystkim chodziło, nagle poczuła się dziwnie i... Zaczęła lewitować? Spoglądając w dół zauważyła, że jej nogi sięgają ulicy, lecz po prostu stały się dłuższe. Z jakiegoś powodu również szlug znikął z jej dłoni.
– Co do chuja... – wymamrotała głosem zdecydowanie nie swoim, ale bardzo dobrze znanym. Nie, to niemożliwe, że... Najgorsze przeczucie okazało się prawdą, gdy pojrzała w stronę brata i ujrzała samą siebie.