Już pierwsze komunikaty od Albusa w kwestii planów Czarnego Pana odnośnie do Beltane nie nastrajały pozytywnie. Informacje uzyskane od wyleczonej Arabelli mogły tylko dodatkowo martwić. Jednym z niewielu plusów tej sytuacji było to, że wybrani członkowie Zakonu Feniksa mieli nieco większe pojęcie o tym, co właściwie mogło się wydarzyć tej nocy. Erik pokręcił głową. Magiczny kamień pochłaniający magię. Na ziemi nic nie znalazł, to sięgnął jeszcze dalej, żeby dostać to, czego chce, pomyślał ze zgrozą.
Mimochodem wrócił myślami do zebrania zwołanego przez Patricka parę dni temu. Już wtedy zachodził w głowę, co też mogli znaleźć Śmierciożercy, że byli tak pewni powodzenia swej misji. Magiczny artefakt Shafiqów sporo wyjaśniał. Chociaż Erik bardziej celował w mistyczny rytuał będący w stanie przekierować energię z samych czarodziejów lub absorbujący energię magiczną zaklęć z okolicy, tak dziwna skała z kosmosu była równie dobrym wyjaśnieniem, jak każde inne.
— Co? — Uniósł pytająco brwi i dopiero po chwili powiązał ze sobą fakty. — Ach, to też w sumie możliwe. Zakładałem, że gdy nadejdzie wieczór, to oni wszyscy — kontynuował, wskazując ogółem przemieszczający się wzdłuż straganów tłum — jakoś się rozproszą i będzie ich mniej w jednym konkretnym miejscu. Chociażby wizualnie.
Cóż, skoro zaczynali wierzyć, że te pierścionki mogły stanowić dodatkową ochronę ich kruchego życia, to może powinni jeszcze pomyśleć nad bransoletami, które sprzedawała Viorica?
— Jeśli tak jak Brenna jesteś przekonany, że dziś wszyscy umrzemy, to pomyśl, że nawet na skraju śmierci wspierasz lokalne biznesy. To się ceni — mruknął z lekkim uśmiechem, który oscylował gdzieś na granicy powagi, a czarnego humoru. Osobiście wolał wierzyć, że uda im się dotrwać do wschodu słońca, a potem do następnego i jeszcze kolejnego.
Z drugiej strony w razie czego pomogą w identyfikacji ciała, pomyślał, jednak nie wypowiedział tych słów na głos. Jedna osoba przejawiająca czarnowidztwo w rodzinie wystarczyła. Wprawdzie sytuacja niezbyt dawała szansę na utrzymanie banana na twarzy, ale miał zamiar spróbować. Przynajmniej dopóki sprawy nie zajdą za daleko. Erik przyjął od mężczyzny sykla i zakupił pierścień Patrickowi, aby następnie przekazać mu go do rąk. Dopiero wtedy założył swój własny.
Po chwili nieopodal nich znalazły się Mavelle Bones oraz Victoria Lestrange. Erik powitał obie kobiety skinieniem głowy.
— Na ostatnim balu zaczęło mi brakować biżuterii, Mave — powiedział, celowo robiąc żarty z samego siebie. — Spinki do koszuli już przestały mi wystarczać, więc chyba pora sięgnąć po coś bardziej wyszukanego...
Zmarszczył brwi, rozglądając się czujnie.
— Hmm.Ktoś jeszcze czuje wypieki Nory? Głowę dam, że ktoś tu zajada się jej ciastem czekoladowym...
!patrole2
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞