- I czyja to wina? - podjęła bez zawahania czy zająknięcia, nie patrząc jednak na niego. Dało się wyczuć w jej głosie napięcie i pewne zniecierpliwienie. Bo właśnie, czyja to była wina? Jej? Oczywiście, mogła się założyć że chętnie wyciągnąłby palec w jej stronę, naznaczając jako winną tego stanu rzeczy. Ukrzyżowałby ją za wszystkie niedociągnięcia i przewiny, gdyby tylko miał na to szansę, ale przecież tak łatwo było zepchnąć winę na kogoś innego. Każdego, byle nie siebie samego, bo to wymagałoby zdolności do chociaż odrobiny samorefleksji, a Louvain takich umiejętności akurat nie posiadał.
O nie, on był mistrzem niedopowiedzeń i kpiny. Toczył nieustannie jakąś dziwną, pokrętną rozgrywkę, której zasady znał tylko on sam, a co z kolei tak okropnie ją męczyło. Nie ważne jak bardzo łamała sobie na tych jego łamigłówkach zęby, do niczego nie była w stanie dojść i pozostawała z pustymi rękoma, ale nie mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że próbowała wszystkiego. Bo przecież z jej stron nie padały proste, biegnące wprost do celu pytania. Spodziewała się, że i tak nie otrzymałaby na nie odpowiedzi. Nie takich jakby chciała i oczekiwała, więc już dawno temu podarowała sobie zawodu.
Wypuściła z siebie głośne, znużone westchnięcie. Opuszki palców na moment dotknęły chłodnej powierzchni parapetu, zanim nie oparła się na nim i nie opuściła głowy. Była tak samo zmęczona jak i znudzona jego zarzutami. To były łatwe cele, ale im dłużej mówił tym wyraźniejszy był jakiś niepokój, który wspinał się po jej plecach i tężał w mięśniach. Tym uważniej mrużyła uczy, kiedy spoglądała spode łba na szklaną taflę okna, a w niej już nie na ogród rozpościerający się za nią, a próbując wyłapać jego sylwetkę odbijającą się gdzieś za nią.
Chciał jej zabrać wszystko. Zrobić z niej nikogo. Pannę z bezwartościowym dla niej nazwiskiem. Więcej w tym zysku widział jej ojciec, a ona sama siebie truła uczuciem, które chyba niekoniecznie było prawdziwe. Albo raczej modliła się o to, by było zaledwie jakąś ułudą, bo wtedy mogłaby odsunąć od siebie jakieś poczucie winy, że sama sobie była winna.
- A gdzie twoje listy, Louvainie? Gdzie pośpieszne zapewnienie mnie, że nie ma się czym martwić, zanim jeszcze Włoskie media roztrąbiły się odnośnie katastrofy jaka się tutaj wydarzyła? Twoje poczynania tutaj też musiały być niezwykle udane. Na tyle by nie kłopotać swojej drogiej narzeczonej, bo jeszcze gotowa by była zmartwić się i wrócić wcześniej. I co wtedy? Ah tak, musiałbyś odstąpić od tych swoich kurewek - odpowiedziała sztywno, nieruchoma przy swoim parapecie, wciąż w tej samej, odrobinę przygarbionej pozycji. - Wbrew tego co wydajesz się sądzić, to ty się zapominasz. Bo ja dzielnie stoję w szeregu od momentu kiedy musiałam się wobec ciebie zobowiązać. To nie ja trzymam cię na odległość. To nie ja o tobie zapominam. To nie ja znajduję sobie powody, żeby plotkowali o mnie w gazetach, złakniona jakiejś potrzeby by ktokolwiek mówił o mnie cokolwiek. Dlatego jesteś taki zgorzkniały? Bo wiesz że ty jesteś tym bardziej żałosnym i problematycznym elementem tego związku?
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.