11.03.2026, 14:04 ✶
Każda chwila. Każda sekunda tej uprzejmej rozmowy zamiast rozluźniać ją, sprawiała, że było jej coraz trudniej. Czuła się tak jakby ktoś zaciskał gumę na jej głowie i mózg był coraz bardziej i bardziej ściśnięty, a oczy coraz bardziej piekły.
Wczoraj była królową sytuacji. Alkohol się lał, a słowa płynęły, humorem w niczym nie ustępującym książeczce którą dostała od Basiliusa. Patrzyła na swoją torbę i nie była pewna. Patrzyła na łańcuszek z krukiem i myślała o tym, że może jednak jej klucz nie był dobry, że nic z tego co wybrała im się nie spodoba, szczególnie, że gdy przyszła jej kolej to położyła przed Basiliusem pudełko całkiem zimnej już pizzy, a przed Thomasem paczkę owocowych prezerwatyw.
Było jej głupio.
Poruszyła się niespokojnie unikając ich spojrzenia.
- No bo… - powiedziała zakładając sobie wisiorek na szyję a potem zajmując ręce wyginaniem stron i okładki książeczki z brodatymi żartami. - Bo myślałam o tym co Was łączy wiecie? I o tym, że gdzieś tam w swoich no ścieżkach trafialiśmy na poltergeisty. Wiesz Tommy, jak kiedyś szłam z Brenną to jebło w nas zamianą ciał i poszliśmy do Basiliusa, żeby nam pomógł i no… nawet chciałam z nim trochę pograć, że jestem Brenną i go zarywam, ale się od razu zorientował i no… potem dostałam areszt domowy ale kupili mi pizze i jedliśmy sobie pizze. I to… to jest tak pizza. Znaczy nie ta sama ale no ee… podobna. Z tego samego sklepu. Czy coś. A z drugiej strony… - to był taki moment. Taki ważny. Wspólne zmaganie z poltergeistem, herbata, dziwne wizje. To był początek tej nitki, który sprawił, że tu siedzieli. Że Thomas mówił jej to co mówił. Pierwszy komplement. Pierwsze wyznania. Tarzanie się w błocie. - Jak czyściliśmy Księżycowy Staw z tego co się tu zalęgło to też trafiliśmy na poltergeista. I no… być możę Thomas poratował mnie gumką, którą potem rozmnożyłam i nadmuchałam i potem śpiewaliśmy, żeby zrobić na tyle dużo chaosu, by wykurzyć złośliwego ducha z kryjówki i potem Thomas go zapieczętował i no. Nigdy nie oddałam Ci tych gumek. Jakoś tak, pomyślałam, że owocowe będą bardziej fancy. Czy coś. Na następny raz jakbyśmy chcieli je dmuchać i ustroić naszą chatę. Specyficznie. - odrzchąknęła.
To był głupi pomysł i ona była głupia i było jej strasznie niedobrze z tym wszystkim. Jakby na talerzu nie leżały ciasteczka, tylko jej serce pocięte na kawałki.
W przypływie desperacji otworzyła swój prezent i postanowiła odczytać w pełni powagi zapisane tam pytanie:
- Dlaczego tort nie może mieć małych torcików?
.
.
.
- Bo ma roztrzepane jaja.
Wczoraj była królową sytuacji. Alkohol się lał, a słowa płynęły, humorem w niczym nie ustępującym książeczce którą dostała od Basiliusa. Patrzyła na swoją torbę i nie była pewna. Patrzyła na łańcuszek z krukiem i myślała o tym, że może jednak jej klucz nie był dobry, że nic z tego co wybrała im się nie spodoba, szczególnie, że gdy przyszła jej kolej to położyła przed Basiliusem pudełko całkiem zimnej już pizzy, a przed Thomasem paczkę owocowych prezerwatyw.
Było jej głupio.
Poruszyła się niespokojnie unikając ich spojrzenia.
- No bo… - powiedziała zakładając sobie wisiorek na szyję a potem zajmując ręce wyginaniem stron i okładki książeczki z brodatymi żartami. - Bo myślałam o tym co Was łączy wiecie? I o tym, że gdzieś tam w swoich no ścieżkach trafialiśmy na poltergeisty. Wiesz Tommy, jak kiedyś szłam z Brenną to jebło w nas zamianą ciał i poszliśmy do Basiliusa, żeby nam pomógł i no… nawet chciałam z nim trochę pograć, że jestem Brenną i go zarywam, ale się od razu zorientował i no… potem dostałam areszt domowy ale kupili mi pizze i jedliśmy sobie pizze. I to… to jest tak pizza. Znaczy nie ta sama ale no ee… podobna. Z tego samego sklepu. Czy coś. A z drugiej strony… - to był taki moment. Taki ważny. Wspólne zmaganie z poltergeistem, herbata, dziwne wizje. To był początek tej nitki, który sprawił, że tu siedzieli. Że Thomas mówił jej to co mówił. Pierwszy komplement. Pierwsze wyznania. Tarzanie się w błocie. - Jak czyściliśmy Księżycowy Staw z tego co się tu zalęgło to też trafiliśmy na poltergeista. I no… być możę Thomas poratował mnie gumką, którą potem rozmnożyłam i nadmuchałam i potem śpiewaliśmy, żeby zrobić na tyle dużo chaosu, by wykurzyć złośliwego ducha z kryjówki i potem Thomas go zapieczętował i no. Nigdy nie oddałam Ci tych gumek. Jakoś tak, pomyślałam, że owocowe będą bardziej fancy. Czy coś. Na następny raz jakbyśmy chcieli je dmuchać i ustroić naszą chatę. Specyficznie. - odrzchąknęła.
To był głupi pomysł i ona była głupia i było jej strasznie niedobrze z tym wszystkim. Jakby na talerzu nie leżały ciasteczka, tylko jej serce pocięte na kawałki.
W przypływie desperacji otworzyła swój prezent i postanowiła odczytać w pełni powagi zapisane tam pytanie:
- Dlaczego tort nie może mieć małych torcików?
.
.
.
- Bo ma roztrzepane jaja.