11.03.2026, 15:43 ✶
Uroczo.
Oh tak, zdecydowanie było jej uroczo. Zwłaszcza teraz kiedy wszystko wokół Lucy spowolniło, a świat zaczął nabierać zupełnie innych barw. Wampirzyca przeniosła spojrzenie na płynąca po zaczerwienionej skórze strużkę krwi, która miała niemalże ten sam kolor jak jej obecna "szminka". Uśmiechnęła się słysząc komplement i zaśmiała się cicho chociaż jej usta na razie pozostały zamknięte.
Teraz gdy druga czarownica była tak blisko, Lucy już niemal zapomniała o krwi, skupiona na innych aspektach Helloise również wartych uwagi. Bo przecież teraz, gdy jej umysł został zawładnięty zarówno przez krew kobiety, jak i otulającą ją woń kadzideł i świeżo ściętej trawy, wampirzyca nie mogła się powstrzymać, aby nie widzieć w swojej gospodynie niezwykle urokliwej wróżki. Ale nie takiej z pozbawionych pazurów bajek, wtłoczonych na mdły papier bezbarwnych historyjek dla tych dzieci, których rodzice nie rozumieli, że dla ich pociech istnieją straszniejsze rzeczy na tym świecie, niż pełna grozy książeczka przed snem. Nie. Helloise ze swoimi złotymi lokami i błękitem oczu przypominała jej, że najwyraźniej wciąż istniały prawdziwe wiedźmy dodające światu urokliwych gotyckich odcieni.
– Kochanków – wymamrotała, wpatrując się w znajdujące się tak blisko niej usta. Jedna z dłoni wampirzycy powędrowała do włosów Helloise, leniwie oplatając wokół palcami jedną z blond fal, a druga nieśmiało to muskała, to uciekała od ciała kobiety. Znowu zaśmiała się cicho, jak ktoś zadowolony ze swojego życia. – W takim razie pokaż mi tych kochanków.
Z tymi słowami jej usta na chwilę złączyły się z ciepłymi ustami wróżki z lasu, odciskając nieznaczny czerwony ślad na różowych wargach smakujących jak polne kwiaty.
Oh tak, zdecydowanie było jej uroczo. Zwłaszcza teraz kiedy wszystko wokół Lucy spowolniło, a świat zaczął nabierać zupełnie innych barw. Wampirzyca przeniosła spojrzenie na płynąca po zaczerwienionej skórze strużkę krwi, która miała niemalże ten sam kolor jak jej obecna "szminka". Uśmiechnęła się słysząc komplement i zaśmiała się cicho chociaż jej usta na razie pozostały zamknięte.
Teraz gdy druga czarownica była tak blisko, Lucy już niemal zapomniała o krwi, skupiona na innych aspektach Helloise również wartych uwagi. Bo przecież teraz, gdy jej umysł został zawładnięty zarówno przez krew kobiety, jak i otulającą ją woń kadzideł i świeżo ściętej trawy, wampirzyca nie mogła się powstrzymać, aby nie widzieć w swojej gospodynie niezwykle urokliwej wróżki. Ale nie takiej z pozbawionych pazurów bajek, wtłoczonych na mdły papier bezbarwnych historyjek dla tych dzieci, których rodzice nie rozumieli, że dla ich pociech istnieją straszniejsze rzeczy na tym świecie, niż pełna grozy książeczka przed snem. Nie. Helloise ze swoimi złotymi lokami i błękitem oczu przypominała jej, że najwyraźniej wciąż istniały prawdziwe wiedźmy dodające światu urokliwych gotyckich odcieni.
– Kochanków – wymamrotała, wpatrując się w znajdujące się tak blisko niej usta. Jedna z dłoni wampirzycy powędrowała do włosów Helloise, leniwie oplatając wokół palcami jedną z blond fal, a druga nieśmiało to muskała, to uciekała od ciała kobiety. Znowu zaśmiała się cicho, jak ktoś zadowolony ze swojego życia. – W takim razie pokaż mi tych kochanków.
Z tymi słowami jej usta na chwilę złączyły się z ciepłymi ustami wróżki z lasu, odciskając nieznaczny czerwony ślad na różowych wargach smakujących jak polne kwiaty.