12.03.2026, 01:09 ✶
Przez ułamek sekundy była przekonana, że po prostu wymieni z nią kilka uprzejmych zdań i odejdzie - tak jak robiło wielu, którzy zatrzymywali się przy stoliku znajomej osoby z czystej kurtuazji. Właściwie tego właśnie się spodziewała. Tego rodzaju spotkania miały swoją strukturę: krótka rozmowa, uprzejmy uśmiech, wymówka i powrót do własnych spraw. Dlatego gdy krzesło naprzeciwko niej zostało odsunięte, a on usiadł bez cienia wahania, przez jej twarz przemknęło coś bardzo subtelnego. Nie była to konsternacja. Raczej drobne, niemal nieuchwytne zaskoczenie. Jej brwi uniosły się minimalnie, a spojrzenie zatrzymało się na nim o ułamek sekundy dłużej, niż pozwalała na to czysta uprzejmość. Ten moment trwał krótko, ale w jej myślach zdążyło pojawić się pytanie, którego nie zamierzała wypowiedzieć.
Zamiast tego skupiła się na kubku w dłoniach, na parze unoszącej się nad powierzchnią grzańca, na dźwiękach karczmy. Było łatwiej myśleć o tym wszystkim jako o przypadkowej sytuacji niż przyznać, że jego obecność wcale jej nie przeszkadzała.
- To miło z twojej strony - przyznała z cichym uznaniem. W końcu dorośli mężczyźni dość rzadko latali za sprawunkami matek, a on nie bał się powiedzieć o tym głośno. Nie było w tym nic złego oczywiście, po prostu te wszystkie małe rzeczy, które tak nonszalancko wyjawiał, nie pasowały do jej obrazka w głowie. Wciąż miała go za mężczyznę nieprzystępnego, aroganckiego i złośliwego. Wciąż czekała na przytyk, na kąśliwą uwagę lub próbę upokorzenia jej. Nic z tych rzeczy jednak nie nadchodziło i zaczynała powoli kwestionować swoje poglądy na temat mężczyzny.
Słuchała, co mówił o próbowaniu grzańca i poczuła lekkie ukłucie ciekawości. Rodolphus zawsze wydawał jej się kimś, kto raczej nagina reguły niż się im podporządkowuje. Kimś, kto nie przejmował się tym, co wypada. A jednak teraz mówił o tym tak naturalnie. Ciemne włosy opadły jej na ramię, a palec znów powoli przesunął się po krawędzi kubka, kreśląc niewidzialny okrąg.
- Zawsze robisz to, co wypada? - pytanie padło spokojnie, bez oskarżenia, niemal z lekką nutą niedowierzania. Astoria nie odrywała od niego wzroku, jakby próbowała odczytać odpowiedź jeszcze zanim ją wypowie. Jakby w myślach próbowała dopasować tę wersję Rodolphusa do tej, którą znała z przeszłości. Nagle w jej oczach pojawiła się iskra ciekawości, która sprawiała, że wyglądała jeszcze młodziej. - Nigdy się nie upiłeś? - wyszeptała konspiracyjnie, jakby bała się, że ktoś mógłby podsłuchać to niedorzeczne pytanie. - Nawet raz? Żeby sprawdzić, jak to jest? - jej błysk w oku zdradzał, że ta wizja naprawdę ją bawi. W końcu każdy popełniał błędy młodości, a jego awersja do alkoholu mogła mieć swoje podłoże, o którym nie chciał mówić.
- No tak. Czyli też byłeś zajęty. To dobrze. - podniosła wzrok znad kubka i spojrzała na niego z lekkim, spokojnym uśmiechem, który pojawił się na jej ustach niemal naturalnie. W końcu on też nie odezwał się po ich ostatnim spotkaniu. Teraz przynajmniej miał jakieś minimalne wytłumaczenie. Nie wystarczyłoby, gdyby jej zależało. Ale przecież nie zależało, prawda? Łatwiej było uznać, że oboje byli zajęci. Że ich spotkanie było czymś jednorazowym, małym epizodem pomiędzy dwiema bardziej istotnymi częściami życia. Gestem wdzięczności, może chwilowym kaprysem losu. Tak było bezpieczniej.
- Tak? Ciemny kąt piwnicy zapewne? - droczyła się, bo przecież sam wspominał, że to nie jego styl i nie posiada zbyt wuelu dzieł w swojej kolekcji. Próbowała zignorować to ciepło, które rozeszło się po jej ciele na wiadomość, że jednak nie wyrzucił ani nie oddał prezentu. Próbowała stłumić rosnącą ciekawość, zachowując niemal neutralny (acz uprzejmy) wyraz twarzy.
Zamiast tego skupiła się na kubku w dłoniach, na parze unoszącej się nad powierzchnią grzańca, na dźwiękach karczmy. Było łatwiej myśleć o tym wszystkim jako o przypadkowej sytuacji niż przyznać, że jego obecność wcale jej nie przeszkadzała.
- To miło z twojej strony - przyznała z cichym uznaniem. W końcu dorośli mężczyźni dość rzadko latali za sprawunkami matek, a on nie bał się powiedzieć o tym głośno. Nie było w tym nic złego oczywiście, po prostu te wszystkie małe rzeczy, które tak nonszalancko wyjawiał, nie pasowały do jej obrazka w głowie. Wciąż miała go za mężczyznę nieprzystępnego, aroganckiego i złośliwego. Wciąż czekała na przytyk, na kąśliwą uwagę lub próbę upokorzenia jej. Nic z tych rzeczy jednak nie nadchodziło i zaczynała powoli kwestionować swoje poglądy na temat mężczyzny.
Słuchała, co mówił o próbowaniu grzańca i poczuła lekkie ukłucie ciekawości. Rodolphus zawsze wydawał jej się kimś, kto raczej nagina reguły niż się im podporządkowuje. Kimś, kto nie przejmował się tym, co wypada. A jednak teraz mówił o tym tak naturalnie. Ciemne włosy opadły jej na ramię, a palec znów powoli przesunął się po krawędzi kubka, kreśląc niewidzialny okrąg.
- Zawsze robisz to, co wypada? - pytanie padło spokojnie, bez oskarżenia, niemal z lekką nutą niedowierzania. Astoria nie odrywała od niego wzroku, jakby próbowała odczytać odpowiedź jeszcze zanim ją wypowie. Jakby w myślach próbowała dopasować tę wersję Rodolphusa do tej, którą znała z przeszłości. Nagle w jej oczach pojawiła się iskra ciekawości, która sprawiała, że wyglądała jeszcze młodziej. - Nigdy się nie upiłeś? - wyszeptała konspiracyjnie, jakby bała się, że ktoś mógłby podsłuchać to niedorzeczne pytanie. - Nawet raz? Żeby sprawdzić, jak to jest? - jej błysk w oku zdradzał, że ta wizja naprawdę ją bawi. W końcu każdy popełniał błędy młodości, a jego awersja do alkoholu mogła mieć swoje podłoże, o którym nie chciał mówić.
- No tak. Czyli też byłeś zajęty. To dobrze. - podniosła wzrok znad kubka i spojrzała na niego z lekkim, spokojnym uśmiechem, który pojawił się na jej ustach niemal naturalnie. W końcu on też nie odezwał się po ich ostatnim spotkaniu. Teraz przynajmniej miał jakieś minimalne wytłumaczenie. Nie wystarczyłoby, gdyby jej zależało. Ale przecież nie zależało, prawda? Łatwiej było uznać, że oboje byli zajęci. Że ich spotkanie było czymś jednorazowym, małym epizodem pomiędzy dwiema bardziej istotnymi częściami życia. Gestem wdzięczności, może chwilowym kaprysem losu. Tak było bezpieczniej.
- Tak? Ciemny kąt piwnicy zapewne? - droczyła się, bo przecież sam wspominał, że to nie jego styl i nie posiada zbyt wuelu dzieł w swojej kolekcji. Próbowała zignorować to ciepło, które rozeszło się po jej ciele na wiadomość, że jednak nie wyrzucił ani nie oddał prezentu. Próbowała stłumić rosnącą ciekawość, zachowując niemal neutralny (acz uprzejmy) wyraz twarzy.
learn the rules
then break some
then break some