Tak, same baby. Ale Atreus na prawdę nie miał kogo innego wziąć do tej roboty, pomimo szczerych chęci. Stanley był teraz wrogiem publicznym numer jeden ich biura (że też w ogóle trafił na tę listę), Aidanowi by się bardziej nie chciało jak chciało, Alastor był jego rywalem, więc niech sobie swoją grupę stworzy, Aaron był niemalże ekstremistą, Patrick siedział we Francji czy Matka raczyła wiedzieć gdzie. Erik miał za ładną buzię, żeby nie robić dookoła siebie szumu (Atreus też trochę robił, ale mimo wszystko mniejszy od Erika i przyznawał to z bólem). Harrier... był, za stary i pewnie by się rządził, Pepino miał inne sprawy na głowie bo z tego co słyszał to mu chałupę opętało, no i nie chciał by wpływał na Hestię, Orion był jak zwykle niemożliwe zajęty... No i tak jakoś wyszło, że te chłopy były zupełnie nieprzydatne. Atreus uśmiechnął się więc, ale był to uśmiech krzywy i nie do końca wyględny, jakby faktycznie nieco żałował że chciał sobie dobrać taką, a nie inną ekipę.
- Wszystko się załatwi - oznajmił z już nieco innym uśmiechem. Takim kogoś, kto już niejedną sprawę w życiu załatwił, nawet taką która z góry wydawała się przegrana. Widząc też że Harper pochyliła się na nowo nas swoim raportem, podniósł się z miejsca, uważając rozmowę tym samym za skończoną. Musiał zabrać się do roboty.