- Może masz rację. W sumie... nie znam się na handlu, więc kto wie od czego to zależy. Może ktoś zwyczajnie stwierdził że to niesamowity biznes, takie jajka ładnych ptaków - wzruszyła ramiona, z nieco niepewną miną, bo w sumie nigdy nie zastanawiała się nad prawami które rządziły handlem. Domyślała się, że ktoś musiał podjąć decyzję jeszcze przed Spaloną Nocą, no bo tak dziwnie pchać coś takiego na rynek gdzie ludzie posiadali teraz masę innych zmartwień. Chociaż może to zależało od ceny, jaką żądali za te jajka. Jeśli był to drobny i tani upominek, to może i ktoś sięgał po to właśnie dlatego, żeby jakkolwiek rozjaśnić ponure dni.
- To trochę tak jak w powieściach, kiedy ktoś na siebie wpada i niechcący myli walizki albo coś takiego. No... tylko tutaj trzeba było się bardziej postarać - wstała ze swojego miejsca i podeszła do Brenny, przyglądając się lusterkom o których mówiła. Nawet wzięła je sobie do rąk i zaczęła oglądać, jakby magicznie miało na nich pojawić się coś, co pomoże w łatwiejszej identyfikacji.
Nie wątpiła, że Brenna miała rację - ktokolwiek posiadał drugi egzemplarz należący do pary, najpewniej marzyłby o tym by posiadać działający komplet. Niestety, nie ważne jak patrzyło się w lusterko, to wydawało się wygaszone. Pewnie wrzucone do jakiegoś pudła, albo schowane. Opcji było tyle, że nie warto było nawet próbować ich wymieniać, bo nie starczyłoby na to życia.
- Może wróżbita z wahadełkiem by pomógł? - zapytała, trochę półżartem-półserio. Wróżbici chyba potrafili określać za ich pomocą kierunki, ale była to kolejna rzecz na której niekoniecznie się znała, głównie dlatego że nie znała się na samym absolucie czy rozkładaniu kart i ich interpretowaniu. Odłożyła lusterko i oparła się o stół. - Ale niech pomyślę... Manchester... - zaczęła się faktycznie zastanawiać nad tym, czy kojarzyła o mieście wystarczająco dużo, by móc sobie od tak przypomnieć jakieś popularne czarodziejskie miejsca, albo może magiczne dzielnice jak w Londynie.
Sukces!
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.