- Nie przejmuj się. Muszą się znaleźć jacyś fatalni gracze, żeby inni mogli wygrywać - uśmiechnął się do Laurenta wesoło, bo ten argument akurat bardzo często dało się słyszeć z jego strony. Nie pierwszy, nie ostatni raz, a on nawet nie miał dylematów czy graczy beznadziejnych wypadało ogrywać.
- Ależ ja się muszę o ciebie martwić, Basil i to bardzo, bo ty nic nie robisz tylko w szpitalu siedzisz. Do tego stopnia się męczysz, że ludziom trzecie nogi hodujesz - uśmiechał się złośliwie, czerpiąc pewną satysfakcję ze zdenerwowanego spojrzenia, jakim został obdarzony. Podenerwuje się i mu przejdzie, ot co.
Spojrzał na Laurenta na moment, kiedy ten robił swoją obiegówę po kuzynostwie, zamiast sobie kulturalnie usiąść. Może wreszcie uda mu się dopłynąć do wolnego krzesła. Uśmiechnął się do niego delikatnie, zanim wrócił uwagą do Icarusa i... schował twarz w dłoniach.
Aż go głowa rozbolała od tego co usłyszał. Najlepsza na całym świecie przyjaciółka - co to w ogóle znaczyło? Atreus chyba podzielał zdanie Electry, bo jak można było mówić coś takiego i dalej określać to mianem przyjaźni? Oni razem mieszkali. Mieszkali!! Brzmiał tak jakby dokładnie wiedział czym są, ale bał się powiedzieć bo jeszcze by dostał friendzonem.
- Przecież to nie po bożemu - roztarł oczy i sięgnął do kieliszka, bo się jednak musiał napić. - Najlepsza na całym świecie przyjaciółka. Brzmi jakbyście już dawno dzielili pełen pakiet benefitów, oprócz małżeństwa. A jak chcesz wiedzieć czy z kimś się spotykam to się możemy umówić na podwójną randkę i sprawdzisz czy z kimś przyjdę. Co ty na to?