13.03.2026, 09:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2026, 09:04 przez Jahnavi Pandit.)
Jahnavi czuła, że po tym jakże pełnych wyzwań, potu i łez (głównie śmiechu, kiedy koty broniły zaciekle pierścienia, a jej gąska ugryzła Alexandra w piętę, gdy uznała, że oszukuje) treningu, oboje są gotowi na podbój świata. No może nie całego świata, ale na pewno londyńskiego dziurawego kotła i turnieju gargulkowego.
Trochę jej to uczucie przeszło jak zobaczyła ile osób czuło dokładnie to samo, bo tłum w pubie był przeogromny! Ale nie mogło jej to nie cieszyć, prawda? Miłość do gargulków była silna w narodzie i było w tym coś pięknego - że zbierali się tu i młodzi i starzy i ci w wieku “pomiędzy” tymi pięknymi etapami życia. Wszystko po to, żeby pomimo całego zła jakie wyrządzono światu parę tygodni temu, pograć razem, śmiać się i walczyć o tytuł mistrza.
Gdy Alexander objął ją ramieniem, przysunęła się odrobinę bliżej do niego. To było miłe z jego strony, choć Navi nie przeszkadzało, że co chwila ktoś w nich wpadał. Kłaniała się wtedy grzecznie, składała ręce i przepraszała za swoje gapiostwo. Namaste. Ale jak tu nie być gapą, kiedy pub był tak pięknie przystrojony i oświetlony!
Zadarła nawet raz głowę, żeby zobaczyć czy Alexowi też się tu tak podoba jak jej, ale miał na sobie te szalone, ciemne okulary! A przecież był wieczór! Wyglądał w nich jak taki mugolski aktor, z takiego filmu co go dwa lata temu pokazywali w małym “kinie” w Great Hangleton - wspaniała była to sprawa, gdzie mugole tworzyli swoją własną magię, co by sprawić, że różne obrazki się ruszały po ekranie. Czasami taki jeden chłopak co sprzedawał na targu różne rzeźbione zabawki, ją zabierał do tego kina. Wszyscy się śmiali, że “pali do niej cholewki” ale to wcale nie była prawda! Chyba.
No ale Alexander przypominał jej takiego głównego bohatera z bardzo ekscytującego “filmu” o gangsterach. Tamten bohater się nazywał jakoś tak zabawnie - Roger jakiś tam. I był tam w ogóle wątek mafii, która go wyciągnęła z aresztu, a on miał im potem pomóc napaść na salony z bardzo drogą biżuterią i zrabować wszystko! A oni nawet nie wiedzieli, że on knuje przeciwko nim! I był taki śledczy, który wpadł na ich trop. Ale potem główny bohater się zakochał w chyba córce… nie, nie córce, chyba synowej (o tak, bo to był taki skandal!) i no… chociaż bardzo nie popierała kradzieży biżuterii (ale potem kolega powiedział jej, że to tak na niby tylko dla fabuły filmu i też do nikogo nie strzelali z mugolskiej broni tak naprawdę - to dobrze, bo się przestraszyła nawet bardzo), to miłość była piękna. I tamta aktorka co grała tą synową też! Ale tak… Alexander w okularach jej strasznie tego Rogera w tym momencie przypominał (bo też nosił), chociaż tamten aktor nie miał takich loczków jak Alexander. A Alexandrowi w loczkach było zdecydowanie dobrze - wyglądał trochę jak Kapitan Nemo, którego musiała dzisiaj zostawić w domu.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, bo choć nie potrzebowała powodu, żeby się uśmiechać, to powód przecież miała!
To było takie miłe, że zgodził się wziąć udział z nią w tym turnieju. I to było takie miłe, że nawet ją obejmował, co by ludzie na nich za bardzo nie wpadali - przez moment sama się poczuła jak w jakimś filmie!
Wypełnienie zgłoszenia nie było trudne, ale wymagało przeczytania od deski do deski wszystkich zasad. Nie chciała przecież przez przypadek złamać regulaminu! No i pewnie, gdyby Mulciber zagaił o to oszukiwanie to natychmiast postukałaby w punkt 14a. karty zgłoszenia. Oszukiwanie było srogo zabronione! Mogli ich za to wyrzucić! Więc tak - byłaby szalenie obrażona, ale bardziej na fakt, że Alexander po prostu w siebie nie wierzył! Przecież ćwiczyli bardzo ciężko.
Chyba czarodziej nie do końca rozumiał, że Jahnavi naprawdę nie interesowało to czy wygrają czy przegrają - po prostu chciała spędzić z nim miło czas. Nie zwracała też uwagi na jego trzęsące się dłonie. No straszna sprawa! Toć to przecież nie jakaś straszna magimedyczna procedura na otwartym sercu, tylko mały turniej. Nie zależało jej nawet na żadnej nagrodzie (chociaż w głębi serca uważała, że im się należy mistrzostwo). Zaśmiała się bezgłośnie do swoich myśli, uświadamiając sobie, że Alexander przypomina jej w tym momencie też bodyguarda. Zupełnie jakby była jakąś zamorską księżniczką, a nie po prostu panną Pandit z Little Hangleton. Zadarła lekko nos, uniosła podbródek i… zaśmiała się jeszcze raz. No nie, nie potrafiła tak udawać.
“A co jeśli przegramy?” było pytaniem, które powinien jej zadać, bo odpowiedź na wszystkie jego strachy była bardzo prosta. To nic. Wygra ktoś inny. Najważniejsze było, że będą się dobrze bawić. Dlaczego miałoby ją smucić szczęście kogoś, kto na pewno też bardzo bardzo długo się przygotowywał do tego turnieju? Poza tym… Jak nie na tym, to na pewno będzie jakiś inny. A zresztą - ona już słyszała, że takie mistrzostwa to mogą trwać do nocy. To strasznie długo, a rano przecież trzeba było wstać. No i pomyślała, że mogliby wrócić pociągiem do Little Hangleton. Niby teleportacja była szybsza, ale Navi lubiła podróżować pociągami. Może po prostu lubiła podróże, te małe i duże?
Na pytanie o utopienie się w jeziorku, aż oburzona otworzyła usta. Poruszyła nimi jak rybka wyjęta z wody i oburzona zmarszczyła brwi. Przy jej lekko napuszonych policzkach nie dało to aż tak złowrogiego efektu. Więc na dodatek pacnęła Alexa w ramię. Nie żartuj tak nawet! To było bardzo straszne co chciał wtedy zrobić! Bardzo ją wtedy przestraszył!
Ale nie miała czasu się dłużej boczyć, bo dotarli do stolika. Uśmiechnęła się do przeciwników. No bo przeciwnicy trafili im się rzeczywiście… wybitni.
Pierwszy z nich był wysoki, bardzo chudy i miał na sobie coś, co kiedyś prawdopodobnie było czarną, chyba skórzaną peleryną, ale teraz przypominało raczej zasłonę zdjętą z okna starej sowiarni. Na głowie tkwił kapelusz typu fedora z zielonym piórkiem, przechylony pod takim kątem, jakby właściciel uważał, że dodaje mu to tajemniczości. Spod ronda wystawały pojedyncze strąki włosów w kolorze nieokreślonym - coś pomiędzy tłustym blondem a smutnym brązem - które wyglądały, jakby od bardzo dawna nie spotkały się z mydłem ani grzebieniem. Zresztą unoszący się nad nim zapach mieszanki potu i bardzo tanich perfum wcale nie pomagał. Drugi był niższy, ale za to znacznie… bardziej obecny. Siedział ciężko na krześle, oparty łokciami o stół, w przyciasnej kamizelce w kolorze zgniłej zieleni, na której szybko dostrzegła plamy z ketchupu, bo chłopak cały czas podgryzał chyba kurczaka z papierowego kubełka. Jego broda była czymś pomiędzy zarostem a ambitną próbą wyhodowania czegoś epickiego, lecz skończyło się na tym, że wyglądała jak porzucony w połowie projekt. Na nosie miał maleńkie okularki, które co chwilę poprawiał jednym palcem z niezwykłą powagą, babrząc je przy tym tłuszczem
Obaj patrzyli na nich z taką koncentracją, jakby właśnie rozpoczęła się bitwa o losy magicznego świata, a nie turniej gargulków w pubie. Ten w fedorze pierwszy skinął głową.
- M’lady - powiedział z powagą godną samego ministra magii, lekko dotykając ronda kapelusza.
Jahnavi zamrugała i spojrzała na Alexandra nie do końca rozumiejąc tej dziwnej zbitki słów. No ale dźwięk dzwoneczka ogłosił początek rundy. Wyciągnęła gargulki z woreczka.
- Damy mają pierwszeństwo.- Palnął ich drugi przeciwnik, plując na stół kurczakową panierką. Zorientowała się, że jest jedyną damą przy stoliku, więc wykonała pierwszy ruch.
Rzut jej nieszczególnie wyszedł, ku wyraźnej radości obu samozwańczych mistrzów..
- No no. Interesujący dobór figur.- Chłopak w fedorze stwierdził tonem na tyle protekcjonalnym, że nawet Navi lekko się cofnęła.- Widać, że to meta z zeszłego sezonu.
- Niektórzy gracze w ogólnie się nie uczą.- Zarechotał drugi, po czym pokazał na jednego z gargulków.- Zapominają, że ta figura ma poważne ograniczenia ruchu przy wilgotnej nawierzchni, a zgodnie z zasadą numer 145 kodeksu turniejów gargulkowych, wilgotność w pomieszczeniach do gry musi być między 17,5- a 19,4%. Kiepski wybór na start.
Czarownica westchnęła cicho patrząc tylko na swojego nieszczęsnego gargulka, który właśnie wyglądał jakby planował opluć przeciwników dla samej zasady oplucia ich. No może Alexowi pójdzie ciut lepiej...
Trochę jej to uczucie przeszło jak zobaczyła ile osób czuło dokładnie to samo, bo tłum w pubie był przeogromny! Ale nie mogło jej to nie cieszyć, prawda? Miłość do gargulków była silna w narodzie i było w tym coś pięknego - że zbierali się tu i młodzi i starzy i ci w wieku “pomiędzy” tymi pięknymi etapami życia. Wszystko po to, żeby pomimo całego zła jakie wyrządzono światu parę tygodni temu, pograć razem, śmiać się i walczyć o tytuł mistrza.
Gdy Alexander objął ją ramieniem, przysunęła się odrobinę bliżej do niego. To było miłe z jego strony, choć Navi nie przeszkadzało, że co chwila ktoś w nich wpadał. Kłaniała się wtedy grzecznie, składała ręce i przepraszała za swoje gapiostwo. Namaste. Ale jak tu nie być gapą, kiedy pub był tak pięknie przystrojony i oświetlony!
Zadarła nawet raz głowę, żeby zobaczyć czy Alexowi też się tu tak podoba jak jej, ale miał na sobie te szalone, ciemne okulary! A przecież był wieczór! Wyglądał w nich jak taki mugolski aktor, z takiego filmu co go dwa lata temu pokazywali w małym “kinie” w Great Hangleton - wspaniała była to sprawa, gdzie mugole tworzyli swoją własną magię, co by sprawić, że różne obrazki się ruszały po ekranie. Czasami taki jeden chłopak co sprzedawał na targu różne rzeźbione zabawki, ją zabierał do tego kina. Wszyscy się śmiali, że “pali do niej cholewki” ale to wcale nie była prawda! Chyba.
No ale Alexander przypominał jej takiego głównego bohatera z bardzo ekscytującego “filmu” o gangsterach. Tamten bohater się nazywał jakoś tak zabawnie - Roger jakiś tam. I był tam w ogóle wątek mafii, która go wyciągnęła z aresztu, a on miał im potem pomóc napaść na salony z bardzo drogą biżuterią i zrabować wszystko! A oni nawet nie wiedzieli, że on knuje przeciwko nim! I był taki śledczy, który wpadł na ich trop. Ale potem główny bohater się zakochał w chyba córce… nie, nie córce, chyba synowej (o tak, bo to był taki skandal!) i no… chociaż bardzo nie popierała kradzieży biżuterii (ale potem kolega powiedział jej, że to tak na niby tylko dla fabuły filmu i też do nikogo nie strzelali z mugolskiej broni tak naprawdę - to dobrze, bo się przestraszyła nawet bardzo), to miłość była piękna. I tamta aktorka co grała tą synową też! Ale tak… Alexander w okularach jej strasznie tego Rogera w tym momencie przypominał (bo też nosił), chociaż tamten aktor nie miał takich loczków jak Alexander. A Alexandrowi w loczkach było zdecydowanie dobrze - wyglądał trochę jak Kapitan Nemo, którego musiała dzisiaj zostawić w domu.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, bo choć nie potrzebowała powodu, żeby się uśmiechać, to powód przecież miała!
To było takie miłe, że zgodził się wziąć udział z nią w tym turnieju. I to było takie miłe, że nawet ją obejmował, co by ludzie na nich za bardzo nie wpadali - przez moment sama się poczuła jak w jakimś filmie!
Wypełnienie zgłoszenia nie było trudne, ale wymagało przeczytania od deski do deski wszystkich zasad. Nie chciała przecież przez przypadek złamać regulaminu! No i pewnie, gdyby Mulciber zagaił o to oszukiwanie to natychmiast postukałaby w punkt 14a. karty zgłoszenia. Oszukiwanie było srogo zabronione! Mogli ich za to wyrzucić! Więc tak - byłaby szalenie obrażona, ale bardziej na fakt, że Alexander po prostu w siebie nie wierzył! Przecież ćwiczyli bardzo ciężko.
Chyba czarodziej nie do końca rozumiał, że Jahnavi naprawdę nie interesowało to czy wygrają czy przegrają - po prostu chciała spędzić z nim miło czas. Nie zwracała też uwagi na jego trzęsące się dłonie. No straszna sprawa! Toć to przecież nie jakaś straszna magimedyczna procedura na otwartym sercu, tylko mały turniej. Nie zależało jej nawet na żadnej nagrodzie (chociaż w głębi serca uważała, że im się należy mistrzostwo). Zaśmiała się bezgłośnie do swoich myśli, uświadamiając sobie, że Alexander przypomina jej w tym momencie też bodyguarda. Zupełnie jakby była jakąś zamorską księżniczką, a nie po prostu panną Pandit z Little Hangleton. Zadarła lekko nos, uniosła podbródek i… zaśmiała się jeszcze raz. No nie, nie potrafiła tak udawać.
“A co jeśli przegramy?” było pytaniem, które powinien jej zadać, bo odpowiedź na wszystkie jego strachy była bardzo prosta. To nic. Wygra ktoś inny. Najważniejsze było, że będą się dobrze bawić. Dlaczego miałoby ją smucić szczęście kogoś, kto na pewno też bardzo bardzo długo się przygotowywał do tego turnieju? Poza tym… Jak nie na tym, to na pewno będzie jakiś inny. A zresztą - ona już słyszała, że takie mistrzostwa to mogą trwać do nocy. To strasznie długo, a rano przecież trzeba było wstać. No i pomyślała, że mogliby wrócić pociągiem do Little Hangleton. Niby teleportacja była szybsza, ale Navi lubiła podróżować pociągami. Może po prostu lubiła podróże, te małe i duże?
Na pytanie o utopienie się w jeziorku, aż oburzona otworzyła usta. Poruszyła nimi jak rybka wyjęta z wody i oburzona zmarszczyła brwi. Przy jej lekko napuszonych policzkach nie dało to aż tak złowrogiego efektu. Więc na dodatek pacnęła Alexa w ramię. Nie żartuj tak nawet! To było bardzo straszne co chciał wtedy zrobić! Bardzo ją wtedy przestraszył!
Ale nie miała czasu się dłużej boczyć, bo dotarli do stolika. Uśmiechnęła się do przeciwników. No bo przeciwnicy trafili im się rzeczywiście… wybitni.
Pierwszy z nich był wysoki, bardzo chudy i miał na sobie coś, co kiedyś prawdopodobnie było czarną, chyba skórzaną peleryną, ale teraz przypominało raczej zasłonę zdjętą z okna starej sowiarni. Na głowie tkwił kapelusz typu fedora z zielonym piórkiem, przechylony pod takim kątem, jakby właściciel uważał, że dodaje mu to tajemniczości. Spod ronda wystawały pojedyncze strąki włosów w kolorze nieokreślonym - coś pomiędzy tłustym blondem a smutnym brązem - które wyglądały, jakby od bardzo dawna nie spotkały się z mydłem ani grzebieniem. Zresztą unoszący się nad nim zapach mieszanki potu i bardzo tanich perfum wcale nie pomagał. Drugi był niższy, ale za to znacznie… bardziej obecny. Siedział ciężko na krześle, oparty łokciami o stół, w przyciasnej kamizelce w kolorze zgniłej zieleni, na której szybko dostrzegła plamy z ketchupu, bo chłopak cały czas podgryzał chyba kurczaka z papierowego kubełka. Jego broda była czymś pomiędzy zarostem a ambitną próbą wyhodowania czegoś epickiego, lecz skończyło się na tym, że wyglądała jak porzucony w połowie projekt. Na nosie miał maleńkie okularki, które co chwilę poprawiał jednym palcem z niezwykłą powagą, babrząc je przy tym tłuszczem
Obaj patrzyli na nich z taką koncentracją, jakby właśnie rozpoczęła się bitwa o losy magicznego świata, a nie turniej gargulków w pubie. Ten w fedorze pierwszy skinął głową.
- M’lady - powiedział z powagą godną samego ministra magii, lekko dotykając ronda kapelusza.
Jahnavi zamrugała i spojrzała na Alexandra nie do końca rozumiejąc tej dziwnej zbitki słów. No ale dźwięk dzwoneczka ogłosił początek rundy. Wyciągnęła gargulki z woreczka.
- Damy mają pierwszeństwo.- Palnął ich drugi przeciwnik, plując na stół kurczakową panierką. Zorientowała się, że jest jedyną damą przy stoliku, więc wykonała pierwszy ruch.
percepcja ●●●○○, wycelowanie gargulków
aktywność fizyczna ●●○○○, rzut z odpowiednią siłą
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
aktywność fizyczna ●●○○○, rzut z odpowiednią siłą
Rzut N 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Rzut jej nieszczególnie wyszedł, ku wyraźnej radości obu samozwańczych mistrzów..
- No no. Interesujący dobór figur.- Chłopak w fedorze stwierdził tonem na tyle protekcjonalnym, że nawet Navi lekko się cofnęła.- Widać, że to meta z zeszłego sezonu.
- Niektórzy gracze w ogólnie się nie uczą.- Zarechotał drugi, po czym pokazał na jednego z gargulków.- Zapominają, że ta figura ma poważne ograniczenia ruchu przy wilgotnej nawierzchni, a zgodnie z zasadą numer 145 kodeksu turniejów gargulkowych, wilgotność w pomieszczeniach do gry musi być między 17,5- a 19,4%. Kiepski wybór na start.
Czarownica westchnęła cicho patrząc tylko na swojego nieszczęsnego gargulka, który właśnie wyglądał jakby planował opluć przeciwników dla samej zasady oplucia ich. No może Alexowi pójdzie ciut lepiej...