Dla niektórych pewnie wiązanie pęków roślin mogło się wydać na dłuższą metę nurzące, ona jednak czerpała z tego sporą przyjemność. Rzadko kiedy angażowała się w manualne czynności, nigdy nie były jej szczególnie bliskie, być może było to błędem, bo zauważyła, że przynosi jej to ogromną satysfakcję. Widziała zmniejszającą się ilość roślin w koszu i kolejne bukiety, które zostały przez nie stworzone. Całkiem miło było widzieć od razu efekt swojej pracy. Ellie nie wtrącała się w to, co robiła Prudence, doceniała to zaufanie, kobieta nie należała do tych, które stały nad głową i komentowały każdy ruch. Jej zdaniem był to najlepszy sposób na naukę, dzięki temu mogła mieć odrobinę kontroli nad tym co robiła, mogła znaleźć swój własny sposób na wiązania.
- Tak, to prawda, nie można usilnie trzymać ich tylko dlatego, że istnieją. Trzeba się nauczyć i tego. - Zgodziła się z kobietą, chociaż sama miała tendencje do przechowywania rzeczy o których pewnie nikt nawet by nie pomyślał. - Nawet jeśli tak mówisz nie zmieni to faktu, że będę się im dokładnie przyglądać. - Najwyraźniej kobieta nie miała najmniejszego problemu z tym, że jej wnuczka mogła cos spektakularnie popsuć, brała pod uwagę ewentualne straty, mimo tego, że o tym wspomniała nie zmieniało to podejścia Prue do powierzonego jej zadania. Nie uważała, aby było to argumentem ku temu, żeby się mniej starać.
- Fakt, to jest zupełnie niepotrzebne, może przynieś więcej szkody, niż pożytku. - Zgodziła się z nią, a jakżeby inaczej, wiedziała, że to, co mówi Elle ma sens. Nie było potrzeby usilnie trzymać przy sobie czegoś tylko dlatego, że istniało, lepiej było zrobić miejsce na coś innego.
Nie osiadła na laurach po swoim pierwszym sukcesie, postanowiła doskonalić tę umiejętność, dojście do perfekcji było wymagające, a ona lubiła mieć świadomość tego, że robi coś najlepiej, jak tylko się da. Być może było to nie do końca najlepsze nastawienie, bo nie da się być świetnym we wszystkim, ale taki już był jej charakter. Właśnie dlatego powoli i starannie układała kolejne pęki. Było ich coraz więcej, bo robiły to wspólnie, dzięki czemu szło dużo szybciej. Była całkiem zadowolona z efektu jaki uzyskiwała, powinna jeszcze nieco popracować nad tempem pracy, jednak aktualnie bardziej skupiała się na dokładności, co wymagało nieco więcej uwagi.
- Wiem, że mam gdzie i pewnie skorzystam z tej propozycji, nie sądziłam, że to może być takie przyjemne. - Dodała jeszcze, bo naprawdę całkiem miło ją to zaskoczyło. Nie spodziewała się tego, że podobne zajęcie może jej sprawić przyjemność, jak widać ciągle nie wszystko było dla niej takie oczywiste, mimo tego, że żyła na tym świecie już ponad trzydzieści lat.
- Gdybyś miała w planach jakieś prace z roślinami to daj mi znać, być może akurat będę wolna. - Zapewne Ellie miała w tym jakiś swój rytm, więc mogła po prostu pojawiać się wtedy, kiedy ona akurat będzie się tym zajmowała. Lubiła się uczyć, więc propozycja wydawała się jej być jedną z tych nie do odrzucenia, a że do tego uwielbiała spędzać czas z babcią, cóż nie mogłoby być lepiej.
- Zapomniałam o tym, że nie znosisz nudy. - Ellie była wyjątkowym człowiekiem. Prudence podziwiała ją na swój sposób, ceniła jej podejście do życia, chociaż mogłoby się wydawać, że raczej sporo je dzieli w pewnych gestiach.
Ona sama ceniła sobie stałość i spokój, babcia była nieco bardziej rozrywkowa od niej, co pewnie nie świadczyło najlepiej o Prue, bo miała wrażenie, że w życiu Ellie dzieje się o wiele więcej niż w jej, a powinno być chyba na odwrót zważając na ich wiek.
Kolejny bukiet nie do końca spełnił oczekiwania Prudence, chyba babcia się z tym zgodziła, bo nie umknął jej ten dźwięk, który wydała. Nie skomentowała tego, że nie do końca wyszło jej wiązanie, zamiast tego przesunęła pęk w jej stronę, aby mogła go poprawić. Nie zwlekała z tą czynnością, od razu się do tego zabrała. Błędy się zdarzały, nawet najlepszym - starała się pocieszyć w ten sposób. Jedno niepowodzenie nie miało zmienić jej nastawienia do tego zajęcia.
- Co racja, to racja, nie wszyscy lubią to robić. - Zdawała sobie sprawę, że niektórzy woleli się poparzyć kilka razy zamiast wysłuchiwać tego, co miały do powiedzenia inne osoby. Ona nie bała się przychodzić po pomoc, rozmawiać, dzięki temu mogła spoglądać na problemy z różnych perspektyw, uważała to za naprawdę spore udogodnienie.
- Zazwyczaj przychodziłam, nie zawsze. - Poprawiła ją, nie wiedziała bowiem do końca, czy Ellie uzna to, co zrobiła ostatniej nocy za rozsądne, chociaż czy na pewno? Nie sądziła, że ją zruga i zarzuci jej nieodpowiedzialność, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie była to tylko chwilowa zachcianka, a coś, czego pragnęła od bardzo dawna. - Czy uważasz za coś głupiego bardzo spontaniczne wyjście za mąż? - Zapytała zupełnie niewinnie. Nie oderwała wzroku od łodyg, którym się właśnie przyglądała, jakby to naprawdę nie było nic wielkiego.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control