• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit

[09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
13.03.2026, 19:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2026, 19:29 przez Bard Beedle.)  
Siedziałyśmy na strychu, w tym dusznym, kojącym zapachu schnącej szałwii, bylicy i lawendy, który zawsze kojarzył mi się z porządkowaniem życia. Moje palce, chociaż już nieco sztywne, wciąż sprawnie owijały dratwę wokół kruchych łodyżek. Prudence siedziała naprzeciwko, udając, że te nieszczęsne wiązanki do suszenia są najbardziej fascynującą rzeczą pod słońcem - być może rzeczywiście angażowała się w pracę, lecz z pewnością nie po to tu przyszła i obie to wiedziałyśmy - nie zamierzałam jednak niczego przyspieszać, czekałam aż sama wreszcie zabierze głos w sprawie tego, co było o niebo bardziej interesujące niż garście chabazi.
Więc gdy wreszcie rzuciła to pytanie, tak niby od niechcenia, jakby pytała, czy rano spadnie deszcz, poczułam, jak w kąciku moich ust zadrżał uśmiech. Rzecz jasna - stłumiłam go w zarodku, zachowując godność, której nauczyła mnie matka, a której nigdy nie potrafiłam do końca porzucić, nawet gdy klęłam pod nosem na widok źle posadzonych róż. Wyprostowałam plecy, po czym spojrzałam na Prudie spod uniesionej brwi, pilnując, by moja twarz pozostała maską łagodnego, babcinego zainteresowania, chociaż w środku aż mnie świerzbiło, żeby parsknąć śmiechem. Wygładziłam fartuch ogrodniczy, czując pod palcami szorstki materiał, i zacisnęłam mocniej sznurek na kadzidle z mieszanych ziół, które właśnie kończyłam wiązać.
- Czy uważam to za głupie? - Powtórzyłam powoli, przeciągając samogłoski, jakbym sama również się głęboko zastanawiała nad czysto teoretycznym problemem. - Cóż, kochanie, „głupota” to pojęcie bardzo elastyczne. Głupstwem jest kupowanie butów, które cię obcierają, tylko dlatego, że są ładne. Głupstwem jest wiara w to, że wieczni łgarze tym razem dotrzymają obietnicy. Ale wyjście za mąż? - Uśmiechnęłam się do siebie, wspominając pewny poranek sprzed pół wieku i pewnego upartego mężczyznę, o którym moja matka nie chciała słyszeć ani słowa. - Małżeństwo to zazwyczaj nieco grubsza sprawa, nie uważasz? - Spytałam, dobrze wiedząc, co robię... Wiedziałam też doskonale, co zrobiła ona - wiedziałam to tak naprawdę od momentu, gdy weszła do domu z tym specyficznym rodzajem blasku w oczach, z mieszanką absolutnego triumfu i ekscytacji ze zrobienia czegoś, co dla wielu byłoby „niewłaściwe”, ale nie zamierzałam jej ułatwiać sprawy. Nie po tym, jak przez tyle lat patrzyłam, jak ta dwójka odstawia ten żałosny taniec godowy godny dwóch upośledzonych żurawi. Więcej w tym było wyczekiwania niż w kolejce po chleb za wojny, a przecież życie jest za krótkie na bycie „rozsądną”, kiedy ma się kogoś, kto od dziecka wywraca ci świat do góry nogami.
- Moja droga, głupotą to jest wychodzenie za mąż z rozsądku za kogoś, kto budzi w tobie tyle emocji, co letnia herbata. - Odłożyłam gotowe kadzidło na stół i spojrzałam na nią wymownie, z błyskiem w oku, który mówił więcej, niż jakakolwiek dama powinna przyznać na głos. Patrzyła na te łodygi, jakby zawierały w sobie tajemnicę wszechświata, a przecież widziałam jej palce - w szczególności ten ze złotym krążkiem - drżały subtelnie, dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy jako dziesięciolatka, razem z bratem, ukradła mi konfitury z piwnicy. - Jeśli pytasz mnie, czy kobieta jest idiotką, bo bierze to, co jej się prawnie od losu należy, to odpowiem ci krótko - nie. Idiotką byłaby, gdyby pozwoliła, żeby to, czego pragnie, wyślizgnęło się jej między palcami po raz kolejny, bo bała się, że sąsiedzi będą mieli o czym mleć ozorami przy płocie. - Wzruszyłam ramionami, bo przecież tylko niewinnie rozmawiałyśmy.
Moja krew, ta dziewczyna zawsze myślała, że potrafi przede mną coś ukryć, a przecież ja widziałam każde jej drgnienie serca, odkąd tylko nauczyła się biegać. Jeszcze kilka dni temu wylewała łzy w poduszkę, bo panicz znów zniknął jak kamfora, jednak teraz nagle serwowała mi tu niby niewinne, niby hipotetyczne pytania o „wyjście za mąż”. I to miało nie być podejrzane?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (6883), Prudence Fenwick (4896)




Wiadomości w tym wątku
[09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 10.03.2026, 21:39
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 10.03.2026, 22:23
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 11.03.2026, 04:12
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 11.03.2026, 19:48
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 12.03.2026, 14:31
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 12.03.2026, 20:10
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 13.03.2026, 00:10
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 18:02
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 13.03.2026, 19:28
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 21:08
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 13.03.2026, 21:51
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 22:22
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Bard Beedle - 14.03.2026, 11:38
RE: [09.10.72] Vervain, valerian, violet root. Bitter the blossom, sweet the fruit - przez Prudence Fenwick - 16.03.2026, 22:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa