15.03.2026, 11:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2026, 11:52 przez Charlotte Kelly.)
Problem polegał na tym, że dla Charlie w Mediolanie nie stało się nic takiego – nic co by ją wstrząsnęło, wpłynęło na cokolwiek długoterminowo, co by ją zraniło. Oczywiście, że nie mogłaby przyznać się do błędu. Nie potrafiłaby go dostrzec. Mogłaby synowi opowiedzieć z zaciekawieniem o duchu i lustrze, które tam zobaczyła, ale nawet nie do końca wiedziała, że właśnie o Mediolan mu chodzi…
Wyraz twarzy Charlotte złagodniał, choć gdzieś na dnie jasnych oczu krył się chłód, którego powodów ciężko było się domyśleć. Co naprawdę o tym myślała? I ile z tego zamierzała zdradzić synowi?
- Cieszę się, że mi o tym mówisz - powiedziała. Cóż, przynajmniej jej syn jednak nie był stu procentowym gejem: nie że przestałaby go kochać, ale miała wrażenie, że kiedyś chciałaby mieć wnuki. Kiedyś. Nie teraz. I nie będą nazywały jej babcią, oczywiście. - Ale muszę zaznaczyć, choć nie jest to być może to, co chcesz usłyszeć, abyście, jeśli ona też lubi cię bardziej niż przyjaciela i chcielibyście zacząć spotykać się... nie na randki pupili, przynajmniej przez kilka miesięcy pozostali dyskretni. Aby to było jasne, nie zamierzam ci niczego zabraniać. Sugeruję to, ponieważ nie będzie to łatwy związek i najpierw warto w takich sytuacjach upewnić się, że tego się chce, ustalić, w jaką ma zmierzać stronę i przygotować na konsekwencje.
Czy mogłaby mu zabronić spotykać się z Electrą Prewett? To mogło wystawić go na cel. Ją też, ale o tym Charlotte nie myślała. Nie planowała jednak ogłaszać tutaj veta, raczej zasugerować ostrożność. Bo młodzi ludzie nie zawsze wiedzieli, czego chcą, Electra nie wydawała się jej kimś chętnym do pędzenia do ołtarza, więc nie było potrzeby ogłaszaniu światu, że są kimś więcej niż przyjaciółmi. Mogli zmienić zdanie, polubić kogoś innego, po co więc było ryzykować wcześniej?
A jeśli nie zmieniliby zdania…
Cóż.
Niemal nikt nie wiedział, że Charlotte nie jest w istocie dręczycielką, znęcającą się nad Nedem Kellym, dopóki nie wsiedli razem na statek do Ameryki. Przygotowanie było w pewnych sprawach kluczowe.
– Oczywiście, niezależnie od tego, co się stanie, masz mnie po swojej stronie.
Była jego matką. Jej obowiązkiem było i ostrzeżenie go, nawet jeśli nie było to ostrzeżenie pożądane, i wspieranie.
Wyraz twarzy Charlotte złagodniał, choć gdzieś na dnie jasnych oczu krył się chłód, którego powodów ciężko było się domyśleć. Co naprawdę o tym myślała? I ile z tego zamierzała zdradzić synowi?
- Cieszę się, że mi o tym mówisz - powiedziała. Cóż, przynajmniej jej syn jednak nie był stu procentowym gejem: nie że przestałaby go kochać, ale miała wrażenie, że kiedyś chciałaby mieć wnuki. Kiedyś. Nie teraz. I nie będą nazywały jej babcią, oczywiście. - Ale muszę zaznaczyć, choć nie jest to być może to, co chcesz usłyszeć, abyście, jeśli ona też lubi cię bardziej niż przyjaciela i chcielibyście zacząć spotykać się... nie na randki pupili, przynajmniej przez kilka miesięcy pozostali dyskretni. Aby to było jasne, nie zamierzam ci niczego zabraniać. Sugeruję to, ponieważ nie będzie to łatwy związek i najpierw warto w takich sytuacjach upewnić się, że tego się chce, ustalić, w jaką ma zmierzać stronę i przygotować na konsekwencje.
Czy mogłaby mu zabronić spotykać się z Electrą Prewett? To mogło wystawić go na cel. Ją też, ale o tym Charlotte nie myślała. Nie planowała jednak ogłaszać tutaj veta, raczej zasugerować ostrożność. Bo młodzi ludzie nie zawsze wiedzieli, czego chcą, Electra nie wydawała się jej kimś chętnym do pędzenia do ołtarza, więc nie było potrzeby ogłaszaniu światu, że są kimś więcej niż przyjaciółmi. Mogli zmienić zdanie, polubić kogoś innego, po co więc było ryzykować wcześniej?
A jeśli nie zmieniliby zdania…
Cóż.
Niemal nikt nie wiedział, że Charlotte nie jest w istocie dręczycielką, znęcającą się nad Nedem Kellym, dopóki nie wsiedli razem na statek do Ameryki. Przygotowanie było w pewnych sprawach kluczowe.
– Oczywiście, niezależnie od tego, co się stanie, masz mnie po swojej stronie.
Była jego matką. Jej obowiązkiem było i ostrzeżenie go, nawet jeśli nie było to ostrzeżenie pożądane, i wspieranie.