15.03.2026, 21:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2026, 21:27 przez Erik Longbottom.)
— Jakbyś tam była, moja droga Millie. Mój kalendarz towarzyski jest dosłownie wypchany po brzegi — odparł z wyraźnym sarkazmem w głosie, upijając nieco wina z kieliszka. — Kiedy tylko socjeta dowiedziała się, że Erik Longbottom ma prywatną łódź, to odezwała się do mnie każda jedna majętna dziedziczka rodu czystej krwi. Wszystkie o tradycyjnych poglądach. Wszystkie jak jeden mąż chciały zobaczyć mugolską łódź, która dała się podporządkować prawom magii. Wiesz, to swego rodzaju symbol triumfu naszych umiejętności nad niemagiczną myślą techniczną.
Oczywisty żart. O samym istnieniu łódki wiedziało zaledwie kilka osób, a jeszcze mniej widziało ją na własne oczy. Scenariusz, który właśnie przedstawił pannie Moody, wydał mu się na tyle zabawny, że w pewnym momencie aż parsknął śmiechem. Wyobraził sobie kolejkę eleganckich dam w czarodziejskich strojach wieczorowych czekających na oprowadzenie po ''Ersie'' która i tak z trudem byłaby w stanie pomieścić na pokładzie więcej niż kilka osób poupychanych jak sardynki w puszce.
— Nie, nie... Wolałbym, żebyś mogła się bawić ze wszystkimi, zamiast siedzieć przy stoliku z kartami — rzucił uspokajająco. Po chwili jednak zmierzył dziewczynę uważnym wzrokiem. — Chociaż podejrzewam, że na pewnym etapie wieczoru i tak możesz po nie sięgnąć. I że będziesz niebywale oblegana. Kto wie, może nawet zorganizowałabyś jakieś zawody z Morfeuszem.
Wzmiankę o substancjach stymulujących zignorował, chociaż z tyłu głowy zapisał sobie myśl, aby w razie czego poinformować Brennę, że wypadałoby zapieczętować butelki z trunkami.
— Tak, Mabel. — Pokiwał głową z lekkim uśmiechem. — Wspominam o tym, bo sam dostałem oficjalny zakaz zakupu takowego hipogryfa w jakiejkolwiek formie, chyba że sam postawię mu zagrodę w Dolinie Godryka i będę się nim zajmował przez następne lata. Więc... W porównaniu z tym buteleczka perfum to jest bardzo trafiony prezent.
Z perspektywy czasu zgadzał się z Norą. Oczywiście, hipogryf wydawał się super prezentem, zwłaszcza w zminiaturyzowanej formie, jednak opieka nad nim zdecydowanie nie byłaby zbyt efektywna w przypadku obu pań Figg. Bądź co bądź, obie mieszkały nad klubokawiarnią w Londynie, a trzymanie tego zwierza w kamienicy na pewno nie byłoby zbyt przyjemne, więc trzeba by było znaleźć dla niego inne lokum. Co więcej, minie parę lat, a Mabel zostanie posłana do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, co jeszcze dodatkowo zmniejszy ilość czasu, jaki będzie mogła spędzać z milusińskim. Może wróci do tematu w okolicy SUMów albo Owutemów chrześniaczki?
— Na twoim miejscu nie planowałbym niczego ważnego na Samhain — stwierdził po krótkiej pauzie Erik, wbijając w Millie pełne napięcie spojrzenie. — To aż nazbyt termin, żeby z niego nie skorzystali. — Wypuścił cicho powietrze z płuc. — Jaki czarnoksiężnik zrezygnowałby ze zrobienia jakiejś masakry w Dzień Duchów?
Nawet gdyby nie cierpieli teraz z powodu konfliktu Ministerstwa Magii z organizacją Czarnego Pana, to Samhain dość często wiązało się z różnego rodzaju problemami związanymi z uchyleniem przejścia do magicznych Zaświatów. Wprawdzie rozwiązanie tych kłopotów w dużej mierze leżała na barkach egzorcystów, a nie funkcjonariuszy prawa, jednak ktoś musiał napisać raport z tego, co nawyrabiał na mieście jakiś duch lub opętany, czyż nie? Byłby w istnym szoku, gdyby okazało się, że Śmierciożercy nie zostaną posłani do kolejnej walki.
Pokręcił głową. Lepiej było przygotować się na to, że faktycznie znowu rzucą im wyzwanie. Bądź co bądź, poszczególne elementy zdawały się nie wskazywać na inne rozwiązanie. Owszem, nie udało im się doszczętnie spalić Londynu, ale biorąc pod uwagę skalę Spalonej Nocy, to na pewno odtrąbili swego rodzaju sukces. Ludzie po dziś dzień starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a biorąc pod uwagę straty odniesione przez społeczność w tym roku, to wielu czarodziejów będzie chciało spędzić to święto w spokoju. Czarny Pan raczej nie zamierzał tego uszanować.
— A jeśli pytasz o żywioł... Jeśli ograniczymy wybór do czterech podstawowych to... — Ogień skreśliła im już z listy Spalona Noc, a Beltane było przez część osób kojarzone z mocnymi wiatrami, które wywiały część ludzi do Kniei Godryka podczas ataku. Zostawały więc dwa. — Woda? — Zmarszczył czoło. W sumie pasowałoby do śnieżnego klimatu po zmianie stanu skupienia. — Chociaż to bardziej zgadywanie niż bazowanie na jakichś faktach.
Oczywisty żart. O samym istnieniu łódki wiedziało zaledwie kilka osób, a jeszcze mniej widziało ją na własne oczy. Scenariusz, który właśnie przedstawił pannie Moody, wydał mu się na tyle zabawny, że w pewnym momencie aż parsknął śmiechem. Wyobraził sobie kolejkę eleganckich dam w czarodziejskich strojach wieczorowych czekających na oprowadzenie po ''Ersie'' która i tak z trudem byłaby w stanie pomieścić na pokładzie więcej niż kilka osób poupychanych jak sardynki w puszce.
— Nie, nie... Wolałbym, żebyś mogła się bawić ze wszystkimi, zamiast siedzieć przy stoliku z kartami — rzucił uspokajająco. Po chwili jednak zmierzył dziewczynę uważnym wzrokiem. — Chociaż podejrzewam, że na pewnym etapie wieczoru i tak możesz po nie sięgnąć. I że będziesz niebywale oblegana. Kto wie, może nawet zorganizowałabyś jakieś zawody z Morfeuszem.
Wzmiankę o substancjach stymulujących zignorował, chociaż z tyłu głowy zapisał sobie myśl, aby w razie czego poinformować Brennę, że wypadałoby zapieczętować butelki z trunkami.
— Tak, Mabel. — Pokiwał głową z lekkim uśmiechem. — Wspominam o tym, bo sam dostałem oficjalny zakaz zakupu takowego hipogryfa w jakiejkolwiek formie, chyba że sam postawię mu zagrodę w Dolinie Godryka i będę się nim zajmował przez następne lata. Więc... W porównaniu z tym buteleczka perfum to jest bardzo trafiony prezent.
Z perspektywy czasu zgadzał się z Norą. Oczywiście, hipogryf wydawał się super prezentem, zwłaszcza w zminiaturyzowanej formie, jednak opieka nad nim zdecydowanie nie byłaby zbyt efektywna w przypadku obu pań Figg. Bądź co bądź, obie mieszkały nad klubokawiarnią w Londynie, a trzymanie tego zwierza w kamienicy na pewno nie byłoby zbyt przyjemne, więc trzeba by było znaleźć dla niego inne lokum. Co więcej, minie parę lat, a Mabel zostanie posłana do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, co jeszcze dodatkowo zmniejszy ilość czasu, jaki będzie mogła spędzać z milusińskim. Może wróci do tematu w okolicy SUMów albo Owutemów chrześniaczki?
— Na twoim miejscu nie planowałbym niczego ważnego na Samhain — stwierdził po krótkiej pauzie Erik, wbijając w Millie pełne napięcie spojrzenie. — To aż nazbyt termin, żeby z niego nie skorzystali. — Wypuścił cicho powietrze z płuc. — Jaki czarnoksiężnik zrezygnowałby ze zrobienia jakiejś masakry w Dzień Duchów?
Nawet gdyby nie cierpieli teraz z powodu konfliktu Ministerstwa Magii z organizacją Czarnego Pana, to Samhain dość często wiązało się z różnego rodzaju problemami związanymi z uchyleniem przejścia do magicznych Zaświatów. Wprawdzie rozwiązanie tych kłopotów w dużej mierze leżała na barkach egzorcystów, a nie funkcjonariuszy prawa, jednak ktoś musiał napisać raport z tego, co nawyrabiał na mieście jakiś duch lub opętany, czyż nie? Byłby w istnym szoku, gdyby okazało się, że Śmierciożercy nie zostaną posłani do kolejnej walki.
Pokręcił głową. Lepiej było przygotować się na to, że faktycznie znowu rzucą im wyzwanie. Bądź co bądź, poszczególne elementy zdawały się nie wskazywać na inne rozwiązanie. Owszem, nie udało im się doszczętnie spalić Londynu, ale biorąc pod uwagę skalę Spalonej Nocy, to na pewno odtrąbili swego rodzaju sukces. Ludzie po dziś dzień starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a biorąc pod uwagę straty odniesione przez społeczność w tym roku, to wielu czarodziejów będzie chciało spędzić to święto w spokoju. Czarny Pan raczej nie zamierzał tego uszanować.
— A jeśli pytasz o żywioł... Jeśli ograniczymy wybór do czterech podstawowych to... — Ogień skreśliła im już z listy Spalona Noc, a Beltane było przez część osób kojarzone z mocnymi wiatrami, które wywiały część ludzi do Kniei Godryka podczas ataku. Zostawały więc dwa. — Woda? — Zmarszczył czoło. W sumie pasowałoby do śnieżnego klimatu po zmianie stanu skupienia. — Chociaż to bardziej zgadywanie niż bazowanie na jakichś faktach.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞