- Nie brzmi jak przesadnie zły los... - odparła w podobnym tonie, podsumowując obie opcje. Pewnie gdyby była świadoma rozterek sercowych Brenny, to zaraz by się nieco zaparła, że w sumie zaraz tam w scenariuszu przyjaciółki powinna pojawić się jakaś walka panów o to, który powinien się za nią uganiać, ale niestety Dora żyła pod jednym wielkim kamieniem. Na najprawdopodobniejszy wygląd Finnegana, westchnęła więc tylko jakoś tak trochę smutno, bo to było trochę antyklimatyczne i absolutnie nie wpisujące się w historie które snuły książki, dobre czy złe. Nie to, żeby miała cokolwiek do wyglądu faktycznego Finnegana, ale póki ten znajdował się w sferze wyobrażeń, to jednak miał nałożone jakieś wymagania. W jej historii na przykład, nie mógł mieć tych pięćdziesięciu lat, bo pomijając już fakt że Dora się do miłostek w ogóle nie pchała, to aż taka wielka granica wieku była wręcz niedopuszczalna.
Życie mało kiedy było niczym wyjęte z kartek powieści, ale jednocześnie pisało podobnie najlepsze scenariusze. Tak przynajmniej słyszała i wyczytała w jakichś poradach czy podsumowaniach, więc w sumie nie miała co się na ten temat kłócić. Miło też było sobie zwyczajnie na moment rozmarzyć. Krótki, bo zaraz należało wrócić do lusterek, których problem gryzł nieco w głowę.
- Mam wrażenie, że dynda się wahadełkiem nad mapą - wymruczała zamyślona, przyglądając się poszarzałej tafli to jednego, to drugiego przedmiotu. W sumie szkoda że takie lusterka robiło się głównie w parach, bo można by z nich zrobić całą sieć komunikacyjną, a tak? Same ograniczenia. - Oh, wiesz co, wydaje mi się że czytałam kiedyś o takim popularnym lokalu czarodziejskim w Manchesterze. Gdzieś w centrum nawet. Coś pokroju naszego Dziurawego Kotła chyba. Dookoła chętnie osiedlają się czarodzieje... Może można by tam spróbować podpytać? Bo skoro jedyne co mamy to nazwisko no to nie jestem pewna o co innego można by się zaczepić. Sowia Poczta pewnie nie da tak zwyczajnie adresu.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.