To nie był miły poranek. Słońce świeciło całkiem jasno, dzień zapowiadał się jako całkiem przyjemny, tylko, że, tylko, że nie znalazła w swoim łóżku Salema. Przywiozła go ze sobą do Hogwartu, żeby towarzyszył jej w tym czasie, który miała spędzić poza domem. To było całkiem normalne dla Figgów, każdy dostawał swojego kota, który miał być jego najlepszym przyjacielem. A ONA GO ZGUBIŁA. Znaczy, nie do końca zgubiła, bo przecież kiedy kładła się spać w swoim dormitorium to jeszcze z nim rozmawiała, tylko gdy się obudziła nie znalazła go przy sobie. Jak niby miała się z tego wytłumaczyć rodzicom? Nie minął nawet miesiąc jej edukacji, a jej koci przyjaciel gdzieś przepadł. To było okropne. Naprawdę okropne. Spanikowała. Co jeśli coś go zjadło? W tym zamku na pewno mieszkały jakieś stworzenia, które mogły potraktować jej kociego przyjaciela jako swój obiad. Zrobiło jej się smutno, bardzo smutno, jednak wiedziała, że nie może tego tak po prostu zostawić. Musiała wyruszyć na poszukiwania Salema.
Nie było to łatwą misją, bo Hogwart był ogromny, ledwie trafiała do dormitorium, podejrzewała, że nigdy nie będzie znała jego całej topografii, ale trudno, co złego mogło się stać? Najwyżej się zgubi, ktoś prędzej, czy później to zauważy, na pewno ktoś musiałby zauważyć jej nieobecność, a przynajmniej tak sobie powtarzała, żeby nabrać pewności, iż jej plan nie należał do takich znowu najgorszych.
Spodziewała się, że na korytarzach zamku nie będzie tłoczno, większość normalnych ludzi jeszcze spała, ona nigdy nie lubiła marnować czasu na sen, kiedy mieszkała z rodzicami budziła się wcześnie rano i podglądała mamę i babcię, kiedy te gotowały najróżniejsze przysmaki. Strasznie jej tego brakowało, tak samo jak brakowało jej rodzinnego domu i rodzeństwa i kotów, miała swojego kota, który miał jej zawsze towarzyszyć, a go zgubiła. To było straszne.
Nogi zaprowadziły ją na zewnątrz. Być może Salem postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza? Może chciał sobie złapać jakiegoś wróbelka, czy innego ptaka na śniadanie? Nie wiedziała. Przestraszył ją okropnie, miała nadzieję, że uda jej się go zlokalizować. Na szczęście narzuciła na siebie szatę, przez co aż tak nie odczuwała chłodu. Szła przed siebie, jakby wiedziała co robi, chociaż tak naprawdę w duchu nie sądziła, że oddalanie się od zamku jest dobrym pomysłem. Musiała jednak uwierzyć w to, że jest zupełnie przeciwnie.
Rozglądała się uważnie wokół siebie, rzucała okiem raz w lewo, raz w prawo szukając w okolicy charakterystycznego, rudego futerka. Nie poruszała się szczególnie szybko, bo miała krótkie nogi, nie zmieniało to jednak faktu, że była bardzo zdeterminowana, aby odnaleźć kocura. Nie mogła odpuścić.
Nie spoglądała przed siebie, więc naturalnie nie zauważyła zagrożenia, które się przed nią pojawiło, była za bardzo skupiona na poszukiwaniach. Nie spodziewała się zresztą, że ktoś może wybrał się na spacer? Czy coś jeszcze innego.
Hogwart był pełen różnych dzieciaków, jeszcze nie do końca się w nim odnalazła. Wiedziała, że nie był w pełni bezpiecznym miejscem, bo nie wszyscy byli tutaj mili, co nieco ją rozczarowało. Ona była miła, zawsze była miła dla wszystkich, bo tak już miała. Rodzice mówili, ż warto jest być miłym i nawiązywać przyjaźnie.
Nieco przerażona podniosła głowę, chłopak, który się przed nią znalazł był wysoki, bardzo wysoki i wyglądał na wkurzonego. Nie znała go, oczywiście, że go nie znała, skąd niby miała go znać. Ci starsi omijali ich szerokim łukiem. Starała się być jednak dzielna, to tylko chłopak, dużo starszy, do tego wielki, ale to nie było nic takiego, prawda? Nie wydawał się być zadowolony z ich spotkania, ale może po prostu się nie wyspał, czy coś. Musiała podejść do tego pozytywnie. Wpatrywała się w niego swoimi zielonymi oczami, dolna warga nieco jej drżała, kiedy się odezwała.
- Przepraszam, nie chciałam wpaść Ci pod nogi. - Głos jej drżał, mimo tego, że się bała, to naprawdę próbowała być dzielna. W końcu chodziło o Salema, musiała być odważna, aby znaleźć swojego kocura.
- Jak to skąd? Z dormitorium? - Wydawało jej się to dość oczywiste. Nie przestawała mu się przyglądać, nie kojarzyła tego chłopaka, zresztą póki co mało kogo kojarzyła poza osobami, które mieszkały w jej dormitorium, no i Erikiem i Brenną, gdzie był Erik, może to do niego powinna pójść najpierw, a nie zaczynać poszukiwania na własną rękę. Jak zawsze nie do końca wszystko przemyślała.
- Nie sądzę, żeby Salem wybrał się tam na spacer. Pewnie poszedł coś zjeść. Łatwiej mu znaleźć jedzenie na błoniach, niż na tych całych krużgankach. - Żeby znaleźć kota, musiała myśleć jak kot, czyż nie?