16.03.2026, 14:21 ✶
Kiwnęła głową na znak, że rozumie. Nie znała sytuacji Dory za bardzo, ale z tego co mówiła Brenna, było poważnie. Zmieniona twarz, pewnie inne personalia... Olivia westchnęła ciężko, unosząc dłoń do karku. Tak bardzo chciała teraz zapalić... Ale nie mogła, nie teraz i nie tutaj. Spojrzała na okno, zasłonięte grubą firaną. Dreszcz strachu przeszedł jej wzdłuż kręgosłupa, zakręciło jej się w głowie. Strach, którego nie czuła przed chwilą, stał się nagle tak silny, że odbierał jej zdolność swobodnego oddychania. A może to był dym w płucach, którego się nawdychała?
- Na zgliszczach tego świata urodzą się pokój i miłosierdzie, jakiego ten pełen chwastów świat nie mógł zaznać, nim nie pozwolimy mu odrodzić się w doskonalszej formie.. - zaskrzeczała jakby nie swoim głosem, chwiejąc się. Szybko uniosła dłoń, by oprzeć się o ścianę. Nie wiedziała, skąd przyszły te słowa i strach, ale podejrzewała, że to jakaś klątwa. A może to ten dym? Olivia zakaszlała i pobladła tak, że była bledsza od ściany, której się trzymała. - Przepraszam. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Szepnęła, a oczy jej się zaszkliły. Czy to możliwe, że faktycznie była przeklęta? Zakaszlała po raz kolejny, raz i drugi.
- Pójdę do kogoś od klątw, może do Lecznicy Dusz. Nie pozwolę, by na stałe mieszkał w mojej głowie - powiedziała cicho, lecz mimo ilości decybeli jej głos brzmiał pewnie i stanowczo. Olivia wyprostowała się, odganiając od siebie strach i słowa, których nie chciała mówić, a które zostały wypowiedziane. Chciał wojny? Będzie miał wojnę. - Brenno, musimy coś zrobić. Jak tylko wyliżemy rany, chcę... Nie, muszę coś zrobić.
Powiedziała z ogniem w głosie i oczach. Olivia zmieniła się - zmieniła się diametralnie, w jej tęczówkach odbijała się nienawiść, której nie było wcześniej.
- Zaatakowali Tristana po raz kolejny. Zaatakowali moich rodziców. Was. Wszystkich. Ja... My planowaliśmy powoli przyszłość. To wszystko zostało nam odebrane - mówiła pozornie spokojnie, chociaż głos jej odrobinę drżał. - Zbiorę składniki, przygotuję eliksiry. Ale chcę robić więcej. Muszę chronić tych, których kocham. Powinnam poćwiczyć zaklęcia, szczególnie te ofensywne ale i defensywne. Millie ma już część składników, których potrzebuję, odwiedziła mnie w Fiolce. Powinnyśmy spotkać się z Norą i Dorą, odbudować zapasy. Ale mam wrażenie, że to za mało.
Spojrzała na Brennę z miną, która wyrażała nadzieję, że Longbottom wiedziała, czego chciała Olivia. Nie chciała kryć się w pracowni i wśród kociołków. Sytuacja się zmieniła i należało walczyć: czy to z pomocą Zakonu, czy też nie.
- Na zgliszczach tego świata urodzą się pokój i miłosierdzie, jakiego ten pełen chwastów świat nie mógł zaznać, nim nie pozwolimy mu odrodzić się w doskonalszej formie.. - zaskrzeczała jakby nie swoim głosem, chwiejąc się. Szybko uniosła dłoń, by oprzeć się o ścianę. Nie wiedziała, skąd przyszły te słowa i strach, ale podejrzewała, że to jakaś klątwa. A może to ten dym? Olivia zakaszlała i pobladła tak, że była bledsza od ściany, której się trzymała. - Przepraszam. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Szepnęła, a oczy jej się zaszkliły. Czy to możliwe, że faktycznie była przeklęta? Zakaszlała po raz kolejny, raz i drugi.
- Pójdę do kogoś od klątw, może do Lecznicy Dusz. Nie pozwolę, by na stałe mieszkał w mojej głowie - powiedziała cicho, lecz mimo ilości decybeli jej głos brzmiał pewnie i stanowczo. Olivia wyprostowała się, odganiając od siebie strach i słowa, których nie chciała mówić, a które zostały wypowiedziane. Chciał wojny? Będzie miał wojnę. - Brenno, musimy coś zrobić. Jak tylko wyliżemy rany, chcę... Nie, muszę coś zrobić.
Powiedziała z ogniem w głosie i oczach. Olivia zmieniła się - zmieniła się diametralnie, w jej tęczówkach odbijała się nienawiść, której nie było wcześniej.
- Zaatakowali Tristana po raz kolejny. Zaatakowali moich rodziców. Was. Wszystkich. Ja... My planowaliśmy powoli przyszłość. To wszystko zostało nam odebrane - mówiła pozornie spokojnie, chociaż głos jej odrobinę drżał. - Zbiorę składniki, przygotuję eliksiry. Ale chcę robić więcej. Muszę chronić tych, których kocham. Powinnam poćwiczyć zaklęcia, szczególnie te ofensywne ale i defensywne. Millie ma już część składników, których potrzebuję, odwiedziła mnie w Fiolce. Powinnyśmy spotkać się z Norą i Dorą, odbudować zapasy. Ale mam wrażenie, że to za mało.
Spojrzała na Brennę z miną, która wyrażała nadzieję, że Longbottom wiedziała, czego chciała Olivia. Nie chciała kryć się w pracowni i wśród kociołków. Sytuacja się zmieniła i należało walczyć: czy to z pomocą Zakonu, czy też nie.