16.03.2026, 15:34 ✶
Z wdzięcznością przyjęła chustkę. Mogła otrzeć nią zroszone potem czoło oraz przetrzeć usta, chociaż miała wrażenie, że robiła się w nich istna Sahara. Na wspomnienie o hipnotyzerze kiwnęła głową. Notowała te rady w głowie i planowała je szybko wykorzystać, bo to zaczynało być nie tyle co męczące, a niepokojące. Jak się nie uda: pójdzie do Thomasa, on miał doświadczenie z klątwami, pozbył się w końcu naszyjnika więc mógł odklątwić również i ją samą.
- W Ministerstwie biegają jak mrówki, na ścieżkę których spadł liść - powiedziała, marszcząc brwi. Przyjęła uściśnięcie dłoni, lecz po jej minie widać było, że słowa Brenny jej nie przekonały. - To wielki ekosystem, machina która działa tak, jak zwykle i obawiam się, że... Nie jest przygotowana na to, co ma nadejść.
Wyrzuciła w końcu z siebie wątpliwości. Wiedziała, że Brenna tam pracuje, ale tym bardziej powinna wiedzieć, jak sprawy w Ministerstwie Magii się miały. Uśmiechnęła się jednak lekko, gdy przyjaciółka się zgodziła. Ulżyło jej, bo zawsze lepiej było mieć w kimś oparcie, szczególnie że Brenna miała znajomości i sama była utalentowaną czarownicą.
- Jak sama widziałaś, całkiem nieźle idzie mi kształtowanie - powiedziała z lekkim uśmiechem dumy. Nawiązywała oczywiście do tej sytuacji, gdy jej przeciwnik, który ją zaatakował, rąbnął o ziemię przez jej zaklęcie tak mocno, że niemal wyzioną ducha. - Ale jestem totalną nogą w translokacji. Rozbrajanie przeciwnika, zasłanianie się przedmiotami... Moje ochronne tarcze też wychodzą tak, jakby chciały, a jednak nie chciały.
Rozpraszanie zaklęć innych było jej szczególnie potrzebne. Chciałaby w końcu mieć pewność, że będzie mogła otoczyć nie tylko siebie, ale i Tristana, opieką i skuteczną barierą. Gdy Brenna mówiła, że to wiele, potaknęła, ale jej też było za mało.
- Eliksiry nie pomogą, gdy ktoś nas napadnie - powiedziała cicho, odwracając wzrok. Tristan był byłym aurorem, ale ona? Nie chciała, żeby podczas kolejnego ataku się o nią martwił. Chciała zadbać o siebie i niego.
- W Ministerstwie biegają jak mrówki, na ścieżkę których spadł liść - powiedziała, marszcząc brwi. Przyjęła uściśnięcie dłoni, lecz po jej minie widać było, że słowa Brenny jej nie przekonały. - To wielki ekosystem, machina która działa tak, jak zwykle i obawiam się, że... Nie jest przygotowana na to, co ma nadejść.
Wyrzuciła w końcu z siebie wątpliwości. Wiedziała, że Brenna tam pracuje, ale tym bardziej powinna wiedzieć, jak sprawy w Ministerstwie Magii się miały. Uśmiechnęła się jednak lekko, gdy przyjaciółka się zgodziła. Ulżyło jej, bo zawsze lepiej było mieć w kimś oparcie, szczególnie że Brenna miała znajomości i sama była utalentowaną czarownicą.
- Jak sama widziałaś, całkiem nieźle idzie mi kształtowanie - powiedziała z lekkim uśmiechem dumy. Nawiązywała oczywiście do tej sytuacji, gdy jej przeciwnik, który ją zaatakował, rąbnął o ziemię przez jej zaklęcie tak mocno, że niemal wyzioną ducha. - Ale jestem totalną nogą w translokacji. Rozbrajanie przeciwnika, zasłanianie się przedmiotami... Moje ochronne tarcze też wychodzą tak, jakby chciały, a jednak nie chciały.
Rozpraszanie zaklęć innych było jej szczególnie potrzebne. Chciałaby w końcu mieć pewność, że będzie mogła otoczyć nie tylko siebie, ale i Tristana, opieką i skuteczną barierą. Gdy Brenna mówiła, że to wiele, potaknęła, ale jej też było za mało.
- Eliksiry nie pomogą, gdy ktoś nas napadnie - powiedziała cicho, odwracając wzrok. Tristan był byłym aurorem, ale ona? Nie chciała, żeby podczas kolejnego ataku się o nią martwił. Chciała zadbać o siebie i niego.