16.03.2026, 18:06 ✶
Othello odwrócił wzrok i skrzywił się, obrażony. Nie lubił, kiedy siostra go pouczała. Wiedział, że była magimedyczką i znała się na swoim fachu, a jednak zawsze, gdy raczyła go tekstami takimi jak: "wiele razy ci już tłumaczyłam", czuł, że starała się z niego zrobić głupca. A może sam po prostu czuł się jak głupiec, a zdecydowanie nie należało to do jego ulubionych momentów. Othellowa duma była wszak dość krucha.
Po tym, ile klątw latało beztrosko po ulicach, podczas Spalonej Nocy, musiało pozostać wiele dość pokiereszowanych ofiar. I to w dziwny, czarnomagiczny sposób. Othello całkiem chętnie by tego posłuchał. Na jego twarzy zagościła nawet całkiem szczera ciekawość. Obrażał się bowiem zazwyczaj na krótki czas. Choć, jakby spojrzeć na to inaczej, naburmuszony był niemal w każdej chwili swojego nieomal trzydziestoletniego życia. Z pewnością też mógł obrazić się na sam los za to, co zdecydował się mu spłatać.
Uniósł się w górę razem z siostrą. Poczuł się odrobinę jak przy transie widmowidza. Dusza znalazła się co prawda nie kiedy indziej, ale gdzie indziej. A jednak czas i przestrzeń były ze sobą na tyle sprzężone, by skojarzenie Othella łatwo dało się uzasadnić. Kiedy jednak wylądował na ziemi, pierwszym, co zauważył, był obniżony poziom. Nie w metaforycznym sensie, lecz dosłownym. Patrzył bowiem na świat perspektywy niższej o około piętnaście centymetrów. Jednak nie to było najgorsze. Jego dłonie stały się drobniejsze. Strój niedostatecznie wykwintny. A głos...
– Odile, czemu... czemu...? – nie mógł wypowiedzieć tego do końca. Chciało mu się wymiotować. Tym bardziej, że spojrzał przed siebie i ujrzał... ujrzał siebie. A raczej Odile mówiącą jego głosem, będącą jego ciałem. Czyli on stał się swoją siostrą? Na wszystkich bogów i wszelkie diabelstwa, ta sytuacja była tragiczna! – Nie. Ja nie mogę. Nie może to być prawda!
Wtedy zaczął czuć inne rzeczy. Jedną z nich było ramiączko stanika na ramieniu. Jak kobiety się do tego przyzwyczajały? Co za okropna egzystencja! W dodatku było mu tak... inaczej. Nie potrafił określić, dlaczego.