16.03.2026, 19:21 ✶
Brenna po prawdzie nie pomyślała o żadnej analogii do swojego życia, gdy rzucała uwagę o tym, że lusterko w książkach doprowadziłoby do takiego spotkania, gdyby to była książka. A że pod pewnymi względami bywała bardzo mało ogarnięta, jakoś nawet nie przyszło jej też do głowy, że może powinna Dorze o pewnych rzeczach zwyczajnie opowiedzieć. Nie żeby w tej chwili jakoś się z czymkolwiek kryła, biorąc pod uwagę, że ledwo co pojawiła się nie sama na balu, ale trzymała język za zębami całkiem uparcie i cokolwiek wyciągnęła z niej tylko Vika. Głównie dlatego, że równie uparcie zadawała pytania, a Bren nie kłamała, jeśli nie musiała.
– Może nie brzmi, ale pamiętaj, że w większości książek nic nie jest takie proste. Miałby pewnie jakiegoś złego brata bliźniaka albo okazał się wybrańcem, który ma ocalić świat i w takich wypadkach zwykle wszyscy obok takiego wybrańca obrywają – stwierdziła, a potem mruknęła coś, co brzmiało jak „o”, gdy ta wyjaśniła, że wahadełkiem dało się merdać nad mapą… Brenna niby wierzyła w umiejętności Morpheusa, ale jednocześnie wobec takiej metody była jakaś taka trochę sceptyczna, może dlatego, że nie pamiętała, by kiedykolwiek podziałała w Brygadzie.
A potem uśmiechnęła się szerzej, kiedy Dora przypomniała sobie o lokalu, w którym bywali czasem także czarodzieje. Zawahała się na moment dosłownie, bo prawda była taka, że najchętniej trzymałaby tę Dorę w Księżycowym Stawie, i to byłoby postępowanie rozsądne. Ale też by ją zwyczajnie raniło.
Wycieczka na Pokątną nie wchodziła w grę, w Manchesterze zmieniona fryzura i drobna modyfikacja twarzy powinna sprawić, że nie będą musiały obawiać się rozpoznania.
– W takim wypadku masz ochotę wybrać się do Manchester? – spytała, pakując lusterka z powrotem do pojemnika, zanim skupiła spojrzenie na Dorze. – Chciałabyś zrobić coś jeszcze?
Nie mogła spytać, czy wszystko w porządku. To pytanie nie miałoby sensu. Nie było, nie mogło być, gdy świat wokół się rozpadał, a ty stawałeś się celem, kiedy musiałeś się ukrywać i ten, z którego krwi pochodziłeś, chciał cię zabić. A jednocześnie Dora, nawet jeśli czasem może trochę lekkomyślna, i nawet jeżeli było jej ciężko, znosiła to lepiej niż zniósłby niejeden czarodziej znacznie starszy czy uchodzący za potężniejszego. Nie pokazywała po sobie złości, goryczy ani nienawiści, które zdawały się ostatnio krążyć wszędzie wokół.
– Może nie brzmi, ale pamiętaj, że w większości książek nic nie jest takie proste. Miałby pewnie jakiegoś złego brata bliźniaka albo okazał się wybrańcem, który ma ocalić świat i w takich wypadkach zwykle wszyscy obok takiego wybrańca obrywają – stwierdziła, a potem mruknęła coś, co brzmiało jak „o”, gdy ta wyjaśniła, że wahadełkiem dało się merdać nad mapą… Brenna niby wierzyła w umiejętności Morpheusa, ale jednocześnie wobec takiej metody była jakaś taka trochę sceptyczna, może dlatego, że nie pamiętała, by kiedykolwiek podziałała w Brygadzie.
A potem uśmiechnęła się szerzej, kiedy Dora przypomniała sobie o lokalu, w którym bywali czasem także czarodzieje. Zawahała się na moment dosłownie, bo prawda była taka, że najchętniej trzymałaby tę Dorę w Księżycowym Stawie, i to byłoby postępowanie rozsądne. Ale też by ją zwyczajnie raniło.
Wycieczka na Pokątną nie wchodziła w grę, w Manchesterze zmieniona fryzura i drobna modyfikacja twarzy powinna sprawić, że nie będą musiały obawiać się rozpoznania.
– W takim wypadku masz ochotę wybrać się do Manchester? – spytała, pakując lusterka z powrotem do pojemnika, zanim skupiła spojrzenie na Dorze. – Chciałabyś zrobić coś jeszcze?
Nie mogła spytać, czy wszystko w porządku. To pytanie nie miałoby sensu. Nie było, nie mogło być, gdy świat wokół się rozpadał, a ty stawałeś się celem, kiedy musiałeś się ukrywać i ten, z którego krwi pochodziłeś, chciał cię zabić. A jednocześnie Dora, nawet jeśli czasem może trochę lekkomyślna, i nawet jeżeli było jej ciężko, znosiła to lepiej niż zniósłby niejeden czarodziej znacznie starszy czy uchodzący za potężniejszego. Nie pokazywała po sobie złości, goryczy ani nienawiści, które zdawały się ostatnio krążyć wszędzie wokół.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.