17.03.2026, 03:20 ✶
Niestety, w przeciwieństwie do niektórych kryminałów, praca detektywa nigdy nie kończyła się w momencie samego dojścia do prawdy. Potem przecież musiał nastąpić jeszcze epilog do śledztwa, który częściej, niż rzadziej, był… Hm… W zależności od charakteru jej zleceniodawców epitet, którego chciała użyć wahał się od nudny do upierdliwy, a niestety ta konkretna rodzina bardzo, ale to bardzo próbowała zasłużyć na to drugie miano. Jej klienci rozmawiali, przekrzykiwali się i prowadzili zbyt liczne dygresje (Zaraz zaraz. Czy ktoś w końcu zamówił to brownie dla cioci Octavii?) I w którymś momencie Lucy naprawdę rozważała, czy po prostu nie lepiej byłoby aby wyszła i nie wzięła zapłaty. Niestety za bardzo chciała poznać całą historię sprawy, aby się poddać a, o dziwo, w tym postanowieniu wytrwać pomagała jej atrakcja w postaci gniewnych min, które raz po raz wysyłała w stronę Gabriela w odpowiedzi na jego zachowanie. No… Raz może, tak dla zabawy, uraczyła go karcącym spojrzeniem, gdy akurat nic nie robił by zobaczyć jak zareaguje.
Jednak, pomimo ględzenia wszystkich członków rodziny, Lucy wróciła do Opactwa z nową energią. Sprawa została zamknięta. Wszystko wyjaśnione, nie ważne jak głupie by to nie było, a w takich momentach, zawsze czuła satysfakcję.
– Bywali gorsi – powiedziała, stawiając na niewielkim stoliczku pudełko z makaronikami, które jedna z ciotek JJa wcisnęła im w prezencie. – Ale przynajmniej winny nie miał przerośniętego ego i nie bronił się za bardzo. – I przynajmniej mieli makaroniki. Lucy naprawdę lubiła makaroniki.
Wampirzyca spojrzała na swojego towarzysza rozważając jego propozycję. Miała dobry humor i no cóż… W końcu to on doprowadził śledztwo do końca więc chyba należało mu się wspólne świętowanie.
– Tak. Dzisiaj świętujemy – powiedziała w końcu zdejmując płaszcz i zmieniając buty na wygodniejsze pantofle.
Jednak, pomimo ględzenia wszystkich członków rodziny, Lucy wróciła do Opactwa z nową energią. Sprawa została zamknięta. Wszystko wyjaśnione, nie ważne jak głupie by to nie było, a w takich momentach, zawsze czuła satysfakcję.
– Bywali gorsi – powiedziała, stawiając na niewielkim stoliczku pudełko z makaronikami, które jedna z ciotek JJa wcisnęła im w prezencie. – Ale przynajmniej winny nie miał przerośniętego ego i nie bronił się za bardzo. – I przynajmniej mieli makaroniki. Lucy naprawdę lubiła makaroniki.
Wampirzyca spojrzała na swojego towarzysza rozważając jego propozycję. Miała dobry humor i no cóż… W końcu to on doprowadził śledztwo do końca więc chyba należało mu się wspólne świętowanie.
– Tak. Dzisiaj świętujemy – powiedziała w końcu zdejmując płaszcz i zmieniając buty na wygodniejsze pantofle.