Norka wiedziała, że nie powinno jej tu być. Wolałaby teraz siedzieć w ciepłym dormitorium, zdecydowanie też nie chciała tu być, wolałaby znaleźć się gdzieś indziej, ale musiała odnaleźć swojego kociego przyjaciela. Było to dla niej sprawą życia i śmierci. Nie przejmowała się tym, że sama mogła nie wrócić z tej wyprawy, trzeba było mieć priorytety. Miała świadomość, że Hogwart był pełen niebezpieczeństw, zdecydowanie lepiej by było gdyby sama nie zapuszczała się w takie dalekie wędrówki, ale jaki miała wybór? Każda minuta była ważna, a przynajmniej tak sobie to tłumaczyła.
Dość szybko trafiła na pierwsze niebezpieczeństwo. Ten wielki typ z miotłą w ręku wyglądał, jakby mógł jej zrobić krzywdę. Zresztą sam wspomniał coś o zabijaniu przed śniadaniem. Miała prawo się wystraszyć, no - na pewno na początku. Później próbowała to sobie jakoś logicznie wytłumaczyć. Nie, na pewno dyrektor nie pozwoliłby, aby ktoś mordował pierwszorocznych, obiecał rodzicom, że dzieci będą tu bezpieczne. Nie mógł sobie pozwolić na nadużycie ich zaufania, bo nikt nie chciałby się tutaj uczyć. To wydawało jej się całkiem rozsądne, chociaż przez chwilę się wahała.
Nie powinna ufać nieznajomym, nie powinna z nimi rozmawiać. Rodzice ją przed tym ostrzegali, wiedziała też, że nie może brać cukierków, czy słodyczy od obcych, ani zgadzać się na oglądanie małych kotków. Tylko w tym wypadku to ona szukała swojego kota, mogła być spokojna o ten scenariusz.
- To dlaczego kłamiesz, co? Po co tak robisz? - Zapytała się jeszcze, bo najpierw sam sugerował, że może kogoś mordować, a teraz próbował odwrócić kota ogonem. - To niemiłe, zachowujesz się jak te wszystkie wredne dzieciaki w zielonych szalikach. - Skrzyżowała sobie ręce w okolicach klatki piersiowej, żeby poczuć się pewniej. Miała starsze rodzeństwo, zdawała sobie sprawę z tego, że często czerpali radość z tego, że wierzyła w ich kłamstwa. Najwyraźniej w szkole działało to podobnie, starsze dzieciaki chciały ponaśmiewać się z tych młodszych, tylko ona naprawdę miała poważny problem, nie mogła tracić czasu.
- Mój brat też jest duży i mój przyjaciel, ale oni nie są jeszcze tak duzi, jak Ty. Nie wiedziałam, że się da być tak dużym, jak drzewo. To nie wygląda normalnie, może wpadłeś do jakiegoś kociołka z eliksirami jak byłeś mały? Czy jak byłeś mały to byłeś mały, czy od razu byłeś duży? Jest szansa na to, że jeszcze urosnę? Czy zawsze będę taka mała? Nie no, chyba urosnę, muszę urosnąć. - Dała się ponieść swojej dziecięcej wyobraźni, nie powinna przestawać skupiać się na problemie, który ją tutaj sprowadził, ale jednak trudno jej było zignorować temat rośnięcia, to było naprawdę interesujące. Nie, żeby ten tutaj wyglądał na jakiegoś specjaliste od wzrostu, ale mógł mieć swoje własne doświadczenie, musiał mieć, skoro przypominał kawał drzewa.
Pokręciła głową, jakby w ogóle nie miał pojęcia o czym mówi. - Nie rozumiesz tego. Nie wiesz nic o moim kocie, to kot inny od wszystkich, fajniejszy, dużo fajniejszy, każdy chciałby mieć takiego kota jak mój i to właśnie jest problem. - Nora zdawała sobie sprawę z tego, że ich koty były wyjątkowe, to znaczy dla niej nie było niczym nowym przebywanie w towarzystwie gadających kotów, jednak dla wszystkich innych... Salem wzbudzał zainteresowanie, i prosiła go, żeby zbyt często się nie odzywał, aby udawał normalnego kota, jednak trochę osób już zauważyło, że mówi, a to mogło być ich zgubą. Takie koty posiadała tylko ich rodzina, może ktoś postanowił go złapać i sobie przywłaszczyć, aby stworzyć własną hodowlę. Rodzice naprawdę ją za to zamordują. Miała się nim opiekować jak najlepiej potrafiła, a ona co? Zgubiła Salema.
- Nie wiesz o jakim kocie mówimy. Jasne, może mnie nie zabiją, ale na pewno będą wkurzeni, będę miała P-R-Z-E-S-R-A-N-E. - Powiedziała jeszcze do niego dużymi literami. - Nie dostanę takiego drugiego kota, a nasze koty to nasi przyjaciele na lata. Nie chcę być jedyną w rodzinie bez kota, wiesz jak to będzie wyglądało? Jakbym była jakaś inna, nienormalna, a ja chcę być normalna! - Nie powinna tyle mówić, zdecydowanie nie wypadało, żeby dzieliła się swoimi obawami, z jakimś wyrośniętym chłopakiem, który miał to gdzieś, ale naprawdę znalazła się w bardzo złym momencie swojego życia. Chciała do mamy, w sumie to nie chciała, bo musiałaby jej powiedzieć, że zgubiła kota. AAA. To był naprawdę fatalny dzień i chociaż pogoda raczej sugerowała, że będzie piękny i słoneczny, przypominający wakacje, to dla niej był to najgorszy dzień w jej całym, jakże długim życiu.
- To nie jest jakiś niewychowany kot, on nie je co popadnie, widać, że nie masz kota i się na nich nie znasz, inaczej byś nie gadał takich głupot. - Przewróciła jeszcze oczami. Serio? Serio myślał, że Salem jak jakiś dziki kocur polowałby na to, co popadnie? Nie miał zielonego pojęcia o tym, jakie ich koty były kulturalne, ale nie powinna się dziwić, mało kto doceniał te stworzenia, widziała to po ludziach, którzy odwiedzali koci azyl w jej rodzinnym domu.
- Ty pewnie wiesz jak myśleć w ten sposób, bo jesteś drapieżnikiem, co nie? - Patrzyła na niego uważnie, był duży i wydawał się być silny, na pewno było mu bliżej do drapieżnika niż jej. - Myślisz, że potrafiłbyś go rozgryźć? Znaczy nie chcę, żebyś go gryzł, ale może wiesz co chciałby w wolnym czasie robić młody, pełen energii kocur? Być może głodny? - Salem też był chłopakiem, mieli coś wspólnego, skoro jej to szło tak fatalnie, to może był to jakiś pomysł. Mimo, że nie sądziła, że znał się na kotach lepiej od niej, to jednak jako młodzi chłopcy mogli mieć podobne zainteresowania... Na szczęście koty nie latały na miotłach, wtedy dopiero martwiłaby się o swojego pupila.
- Staram się patrzeć, ale widzę mniej, bo jestem mała, łatwo Ci mówić takie rzeczy bo wyglądasz jak drzewo, to jasne, że widzisz więcej. - Czego właściwie z tego nie rozumiał? Naprawdę starała się nie wchodzić nikomu w drogę, ale czasem nie było to możliwe.