Brakowało jej filtrów, ale czego można się było spodziewać po jedenastolatce, w której głowie w tej chwili działo się naprawdę wiele, a że nie umiała tego dusić w sobie, to wszystko zaczęło z niej wychodzić, w tym samym momencie, nie hamowała się zupełnie, bo przecież była bardzo roztrzęsiona tym, co się wydarzyło.
- Tak, czy siak próbujesz mnie oszukać, naginasz rzeczywistość. Tak się nie robi. - Łatwo było jej uwierzyć w to co mówił, bo robił to na poważnie. Wiedziała, że starsi tak mają, rzadko kiedy traktują kogoś młodszego poważnie, nie znosiła tego. Miała prawdziwy problem, a on dokładał jej kolejnych. Nie skupiała się przez to na swoim celu, wkurzało ją to, bo marnowała cenny czas, cenne minuty i sekundy na niego, zamiast skupić się na poszukiwaniach swojego kociego przyjaciela. - Jakbyś nie zauważył, to mam w tej chwili większy problem od zastanawiania się nad tym, czy wyolbrzymiasz, ironizujesz, czy co tam właściwie robisz. - Nie była w stanie skupić się na niczym innym, nie miała czasu na to, by ktoś z nią w tej chwili pogrywał, jakby miała się zastanawiać, czy każdy z kim rozmawia nie rzuca w nią wyłącznie absurdami... to by jej zabrakło czasu. - Ta szkoła jest okropna! - Dodała jeszcze. Dzisiaj wydawała się naprawdę najbardziej paskudnym miejscem na ziemi, co zabawne, bo wczoraj uważała coś zupełnie innego. Jak to jednak dziecko miała prawo do zmiany zdania, bardzo szybkiej. Wystarczyło, że ktoś porwał jej kota i postanowił postawić na jej drodze tego wyrośniętego chłopaka.
- Mówisz? Bo jak dla mnie jesteś wredny, nie jesteś miły. - Skrzywiła się nieco. Być może miał trochę racji, tamci byli jeszcze gorsi, ale to nie zmieniało faktu, że nie był szczególnie przyjemną w obyciu osobą. Dobra, może był obcy, czego powinna się spodziewać? Że jakiś starszy chłopak będzie traktował ją niczym tutejsza maskotkę, no nie, nie była w domu, szkoda, bardzo chciałaby być w domu, tam nie miałaby takich problemów jak tutaj.
- Dobra, niech Ci będzie, skoro Cię to tak zabolało, to nie będę Cię do nich porównywać, ale za to Ty masz więcej nie będziesz do mnie ironizował. - Próbowała negocjować, jakby faktycznie miała taką opcję. Była może dzieciakiem, ale miała rodzeństwo, wiedziała, że można było oczekiwać czegoś za spełnienie jego prośby, całkiem prosta to była dla niej kalkulacja, musiała tego spróbować, przynajmniej nie będzie się musiała za chwilę zastanawiać, czy znowu czegoś jej nie wmawia, to było całkiem niezłym układem, tylko musiał się na niego jeszcze zgodzić.
Widziała, że coś się zmieniło w jego twarzy, na chwilę, ledwie zauważalnie. Naprawdę, aż tak wkurzył się na to, że porównała go do Ślizognów? W sumie nie powinno jej to dziwić. Ledwie miesiąc uczyła się w tej szkole, a wiedziała, że ci, którzy należeli do tego domu byli najbardziej parszywi, naprawdę za nimi nie przepadała, co zdarzało się rzadko, bo Nora raczej lubiła wszystkich, naprawdę wszystkich, tutaj życie zaczęło ją nieco weryfikować, a był to dopiero początek jej drogi w tej szkole.
- To sorka, nie wiedziałam, że jest to, aż tak nie na miejscu, nie jesteś aż taki zły, jak tamci. - Dodała jeszcze, aby nieco rozluźnić atmosferę. Nie chciała się pakować w kłopoty, a miała wrażenie, że brnięcie w to dalej mogłoby faktycznie je na nią sprowadzić.
- Dobra, w to Ci nie uwierzę, nie da się być tak dużym jak wieża zegarowa... - Za to mogła uwierzyć w to, że faktycznie wpadł do kociołka z jakimś eliksirem, nieumyślne wylądowanie w nim musiało nieść za sobą jakieś skutki, przynajmniej tak się wydawało tej jakże roztropnej dziewczynce.
- Myślę, że do tego poziomu to mało kto może sięgnąć. Jesteś większy od wszystkich. Zresztą nie chciałabym być taka duża, musisz zahaczać głową o framugi, to pewnie boli. Fajnie by było jednak być trochę wyższym, obyś miał rację. - Nora była drobnym dzieckiem, łatwo gubiła się w tłumie, liczyła na to, że kiedyś trochę się to zmieni, biedna, gdyby tylko wiedziała, że miała na stałe zostać skrzatem pewnie by się zasmuciła.
Westchnęła ciężko. Naprawdę do niego to nie docierało. Nie miał pojęcia o czym mówiła. Był ignorantem, możliwe, że nie słyszał o ich kotach, w sumie to przecież nie wszyscy musieli wiedzieć, jakie były wyjątkowe. Nie każdy miał przyjemność trafić do ich azylu, a jeszcze mniej osób odwiedzało ich w domu, a to w domu głównie kręciły się gadające koty.
- Pokaże Ci Salema, jak go znajdziemy, zobaczysz, że to nie jest zwykły kot, wtedy mi uwierzysz, zrozumiesz o czym mówię, tylko najpierw muszę go znaleźć. Mam nadzieję, że przyznasz mi rację. - O tak, liczyła na to, że dostrzeże wyjątkowość jej kociego towarzysza, szczególnie, że Salem był naprawdę elokwentnym kocurem i wyśmienitym rozmówcą, był czymś więcej niż zwykłym kotem, które posiadała większość ludzi. Trudno było to jednak wytłumaczyć bez prezentacji tego niesamowitego egzemplarza.
- Tyle, że ja nie chcę być tą inną, ja lubię moją rodzinę, oni lubią mnie. NIE CHCE BYĆ INNA. - Ton jej głosu przeszedł w nieco wyższy rejestr. Dla niej to byłby koniec świata. Nie mogła do tego dopuścić, musiała znaleźć kocura, aby nie dać członkom swojej rodziny powodu do wykreślenia siebie z niej. Nie poradziłaby sobie z tym.
- Jak to możliwe, że jesteś taki duży i nie wiesz, jak funkcjonują koty, pod kamieniem mieszkałeś, czy o co chodzi? - Nie mogła się powstrzymać od zadania kolejnego pytania. Nie były to przecież unikatowe stworzenia, przynajmniej większość, jak już ustalili ten jej był wyjątkowy, co nie zmieniało faktu, że powinien mieć o tym jakieś pojęcie, w tym wieku chyba wypadałoby znać chociaż podstawy.
- Przecież nie mówię o tym wszystkim, powiedziałam to Tobie, bo zacząłeś do mnie gadać, inaczej bym nikomu tego nie mówiła, tu trochę nie miałam wyjścia. - Nie była przecież, aż taka nierozsądna, aby rozpowiadać wszystkim naokoło o tym, jaki jej kot jest niesamowity. Nie była problemem, naprawdę nie była, jednak przez to co mówił skłonna była uwierzyć, że może to nie do końca prawda. Co jeśli sama to na siebie sprowadziła? Jeśli zaufała komuś, komu nie powinna. Nie byłaby w stanie się z tym pogodzić.
- Kim jest ścigający? - Spojrzała na niego mrużąc oczy, nie do końca wiedziała o czym mówi. Co miał na myśli? Jaki ścigający, co ścigał, kogo ścigał? Quidditch raczej jej nie interesował, nie była przecież chłopakiem. - Mecze są nudne, latanie na miotle też jest nudne, ale faktycznie to może być powód do uznania Cię za drapieżnika, nikt normalny nie miałby frajdy z tego o czym mówisz. - Pokiwała jeszcze twierdząco głową przyznając rację samej sobie. - Nie lubię ptaków, wolę kotki, koty są fajniejsze. - Dodała jeszcze na jego porównanie do jastrzębia i orła. - Lwy i tygrysy to prawdziwe drapieżniki, nie jakieś ptaszory. - Przynajmniej w jej opinii.
- Myślisz, że się ze mną nudził? Dlatego szukał wrażeń? - Skoro o tym wspomniał może faktycznie tak było. W końcu należał do drapieżników, nie wyssał tej wiedzy z palca. Trochę się zasmuciła, bo poczuła się winna za tę ucieczkę Salema, może była słabym kompanem dla tego kocura, chciał od życia czegoś więcej, miał inne marzenia. Nie mogła się rozpłakać, naprawdę starała się być dzielna.
- Nie mogę teraz myśleć, martwię się o niego, nie da się i myśleć i martwić jednocześnie. - Przynajmniej tak się wydawało Norze, mózg był w stanie zająć się jedną czynnością jednocześnie, chyba? Czuła, że to nie jest jej dzień, sprawy zaczynały się komplikować, zamiast upraszczać, nie przewidywała szybkiego sukcesu jeśli miało pójść tak dalej.
- Pójdziesz ze mną? - Zapytała, chociaż przecież sam jej to zaproponował, ale nie do końca mogła uwierzyć w to, że ten chłopak drapieżnik postanowił pomóc jej szukać Salema, ruszyła się niemalże od razu, żeby przypadkiem się nie rozmyślił. Nie mogła czekać. Szła za nim, nawet gdyby chciała nie dałaby rady plątać mu się pod nogami, bo ledwie za nim nadążała, miał nogi pewnie z dwa razy, albo i więcej dłuższe od tych jej. - Spoko, jasna sprawa, bez włażenia pod nogi. - Potwierdziła jeszcze to, co powiedział.