18.03.2026, 01:40 ✶
Jonathan był świecie przekonany, że Morpheus się mylił i zdecydowanie dało się ściąć trzy głowy jedną magiczną szablą.
– Oczywiście, że to jest możliwe – prychnął, odsuwając się nieco od swojego bałwana. – A jeśli nawet nie jest to tylko dlatego, że świat czekał na mnie abym tego dokonał. Zresztą skąd wiesz? Próbowałeś – Nie że koniecznie planował ścinać trzy głowy, ale gdyby już musiał... To na pewno by mu się udało. W końcu w jego głowie nie brzmiało to, aż tak trudno no i przecież chodziło o magiczną szablę. Magiczną. A magiczne szable miały to do siebie, że działały lepiej niż zwykła broń biała, już nie wspominając o tym że ta magiczna szabla byłaby władana przez niego samego, a przecież wszyscy mówili mu że był magiczny. No... Może nie magiczny, a czarujący, ale przecież to było niemal to samo.
Zlapał czapkę od Morpheusa, ale zanim założył ją na głowę jednemu z bałwanów, jeszcze zerknął na Anthony'ego.
– Miny z szyszek to naprawdę dobry pomysł. Możemy zrobić im dzięki temu takie wkurzone brwi– przyznał drugiemu Krukonowi rację. – I nie przejmuj się ich głowami. W końcu to czarnoksiężniczy. Oni już i tak stracili głowę dla czarnej magii – powiedział wesoło po czym nieco spoważniał. – No chyba że nie chcesz. To nie musimy.
Nie zdążył jednak zdecydować, czy ostatecznie oszczędzić lodowych zwolenników czarnej magii, czy też wydać na nich wyrok, bo Morpheus wspomniał coś o gwieździe i to na tyle przekonująco, że sam Selwyn zatrzymał się i spojrzał w niebo. Absolutnie nie znał się na badaniu nieboskłonu, ale musiał przyznać, że gwiazdy wyglądały dzisiaj naprawdę świątecznie. Uśmiechnął się słysząc jak Anthony wypowiada wiersz nawet jeśli nie rozumiał jego słów i przez chwilę pomyślał, że gdyby tak miało być zawsze to w sumie mógłby już każde Yule spędzać z przyjaciółmi.
– Ładny wiersz. O czym mówi? – spytał, ale w tym momencie został okrutnie zdradzony przez przyjaciela.
Śnieżka Morpheusa, lodowaty pocisk zdrady trafiła go w prawię ramię, a Jonathan niewiele myśląc tak dramatycznie złapał się za nie i wydał zmuszony krzyk.
– Et tu, brute? – wymamrotał ochrypłym tonem. – Anthony! Pomścij mnie! – wykrzyczał jeszcze, po czym zatoczył się padł w śnieg udając martwego, szybko żałując że przed swoją śmiercią nie zdążył wygłosić dramatycznego monologu.
– Oczywiście, że to jest możliwe – prychnął, odsuwając się nieco od swojego bałwana. – A jeśli nawet nie jest to tylko dlatego, że świat czekał na mnie abym tego dokonał. Zresztą skąd wiesz? Próbowałeś – Nie że koniecznie planował ścinać trzy głowy, ale gdyby już musiał... To na pewno by mu się udało. W końcu w jego głowie nie brzmiało to, aż tak trudno no i przecież chodziło o magiczną szablę. Magiczną. A magiczne szable miały to do siebie, że działały lepiej niż zwykła broń biała, już nie wspominając o tym że ta magiczna szabla byłaby władana przez niego samego, a przecież wszyscy mówili mu że był magiczny. No... Może nie magiczny, a czarujący, ale przecież to było niemal to samo.
Zlapał czapkę od Morpheusa, ale zanim założył ją na głowę jednemu z bałwanów, jeszcze zerknął na Anthony'ego.
– Miny z szyszek to naprawdę dobry pomysł. Możemy zrobić im dzięki temu takie wkurzone brwi– przyznał drugiemu Krukonowi rację. – I nie przejmuj się ich głowami. W końcu to czarnoksiężniczy. Oni już i tak stracili głowę dla czarnej magii – powiedział wesoło po czym nieco spoważniał. – No chyba że nie chcesz. To nie musimy.
Nie zdążył jednak zdecydować, czy ostatecznie oszczędzić lodowych zwolenników czarnej magii, czy też wydać na nich wyrok, bo Morpheus wspomniał coś o gwieździe i to na tyle przekonująco, że sam Selwyn zatrzymał się i spojrzał w niebo. Absolutnie nie znał się na badaniu nieboskłonu, ale musiał przyznać, że gwiazdy wyglądały dzisiaj naprawdę świątecznie. Uśmiechnął się słysząc jak Anthony wypowiada wiersz nawet jeśli nie rozumiał jego słów i przez chwilę pomyślał, że gdyby tak miało być zawsze to w sumie mógłby już każde Yule spędzać z przyjaciółmi.
– Ładny wiersz. O czym mówi? – spytał, ale w tym momencie został okrutnie zdradzony przez przyjaciela.
Śnieżka Morpheusa, lodowaty pocisk zdrady trafiła go w prawię ramię, a Jonathan niewiele myśląc tak dramatycznie złapał się za nie i wydał zmuszony krzyk.
– Et tu, brute? – wymamrotał ochrypłym tonem. – Anthony! Pomścij mnie! – wykrzyczał jeszcze, po czym zatoczył się padł w śnieg udając martwego, szybko żałując że przed swoją śmiercią nie zdążył wygłosić dramatycznego monologu.