18.03.2026, 02:51 ✶
Spokój, o którym mówiła, nie był dla niej pojęciem mglistym ani pustym słowem rzuconym w przestrzeń. Nie był abstrakcją, którą można rozważać bez większego zaangażowania. Dla Astorii był czymś niemal namacalnym, jak oddech, którego czasem brakowało jej najbardziej. Był marzeniem, choć wielu nie było w stanie tego zrozumieć. Od dzieciństwa przecież uczyła się funkcjonować w świecie, w którym emocje należało kontrolować, wygładzać, przycinać do akceptowalnych form. Uśmiech był jednym z jej najdoskonalszych narzędzi - wyuczonym, precyzyjnym, zawsze odpowiednim do sytuacji. Potrafiła nim rozbroić napięcie, zamaskować irytację, ukryć smutek. Kłamała bez zawahania, ale były to kłamstwa subtelne, niemal eleganckie. Tyle że emocje, których nie wypowiadała, nie znikały. Osiadały gdzieś głęboko, warstwa po warstwie, tworząc ciężar, którego nie dało się tak łatwo zignorować. Były jak cichy szum w tle - nieustanny, uporczywy, czasem ledwie słyszalny, a czasem przybierający na sile w najmniej odpowiednich momentach. Zamiast znaleźć ujście, krążyły w niej, zataczając zamknięte kręgi, aż zaczynały ją męczyć od środka. Zdarzały się chwile, kiedy czuła je fizycznie: napięcie w klatce piersiowej, płytki oddech, zmęczenie. Mimo że brała eliksiry na włochatość serca, to wciąż przestrzegano ją przed nadmiernym stresem. Jednak coś w niej nieustannie było w stanie gotowości, jakby jej własny organizm nie ufał temu spokojowi, który tak skrupulatnie odgrywała przed światem. Była zbyt dumna, zbyt świadoma siebie, by pozwolić, by emocje przejęły nad nią władzę. Jej powściągliwość była tarczą, ale też fundamentem pozwalającym jej funkcjonować, podejmować decyzje i iść naprzód. A przynajmniej tak lubiła o sobie myśleć, starała się tak postępować, co nie zmienia faktu, że popełniała błędy jak każdy.
I czasem zastanawiała się, czy relacja z Atreusem nie okaże się błędem, bo jej dotychczasowe doświadczenia z mężczyznami nie były zbyt pozytywne. Poza tym wciąż zmagała się żałobą, a natrętne myśli podpowiadały jej, że może wcale nie jest gotowa na relacje i tylko się oszukuje. Ale potem mężczyzna wykonywał w jej stronę czuły gest, a to przecież przynosiło jej wiele radości. Trwała więc w przekonaniu, że jej też należą się chwile szczęścia.
Nie cofnęła się, kiedy przyciągnął ją bliżej, przeciwnie, rozluźniła się w jego ramionach. W tej bliskości nie było pośpiechu ani niezręczności, tylko cicha zgoda na to, by trwać jeszcze moment dłużej. Gdy spróbowała się odsunąć, a on zatrzymał ją kolejnym, krótkim pocałunkiem, na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. Słysząc jego propozycję, przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z błyskiem w oku - coś pomiędzy rozbawieniem a wyzwaniem, które nigdy nie było całkowicie niewinne.
- Hmm, może nie wszystko stracone i jeszcze kiedyś mnie zaprosisz - rzuciła lekko, przeciągając słowa odrobinę bardziej, niż było to konieczne, jakby chciała nadać im dodatkowego znaczenia. W jej tonie pobrzmiewała zadziorność, ale złagodzona czymś cieplejszym - obietnicą ukrytą pod warstwą eleganckiej swobody.
Biblioteka wydawała jej się teraz bardzo kuszącą alternatywą po miłej, ale jednak oficjalnej kolacji. Na moment zmrużyła oczy, jakby rozważała jego propozycję z przesadną powagą, która zupełnie nie pasowała do błysku rozbawienia czającego się w jej spojrzeniu. Jej palce, lekkie i pewne, przesunęły się powoli wzdłuż jego ramienia, kreśląc leniwe, niemal rozproszone linie po materiale, jakby robiła to od niechcenia, a jednocześnie z pełną świadomością tego gestu.
- Fenomenalna mówisz? - mruknęła z udawaną powagą. Przez krótką chwilę jeszcze mu się przyglądała, jakby się jeszcze wahała, choć w rzeczywistości decyzję podjęła niemal od razu. - Cóż, twoja mama i tak mnie nie lubi... prowadź. - powiedziała w końcu, cicho, zaciskając palce na jego dłoni. Dopasowała się do niego, pozwalając, by to on wyznaczał kierunek, podczas gdy ona podążała tuż obok.
I czasem zastanawiała się, czy relacja z Atreusem nie okaże się błędem, bo jej dotychczasowe doświadczenia z mężczyznami nie były zbyt pozytywne. Poza tym wciąż zmagała się żałobą, a natrętne myśli podpowiadały jej, że może wcale nie jest gotowa na relacje i tylko się oszukuje. Ale potem mężczyzna wykonywał w jej stronę czuły gest, a to przecież przynosiło jej wiele radości. Trwała więc w przekonaniu, że jej też należą się chwile szczęścia.
Nie cofnęła się, kiedy przyciągnął ją bliżej, przeciwnie, rozluźniła się w jego ramionach. W tej bliskości nie było pośpiechu ani niezręczności, tylko cicha zgoda na to, by trwać jeszcze moment dłużej. Gdy spróbowała się odsunąć, a on zatrzymał ją kolejnym, krótkim pocałunkiem, na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. Słysząc jego propozycję, przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z błyskiem w oku - coś pomiędzy rozbawieniem a wyzwaniem, które nigdy nie było całkowicie niewinne.
- Hmm, może nie wszystko stracone i jeszcze kiedyś mnie zaprosisz - rzuciła lekko, przeciągając słowa odrobinę bardziej, niż było to konieczne, jakby chciała nadać im dodatkowego znaczenia. W jej tonie pobrzmiewała zadziorność, ale złagodzona czymś cieplejszym - obietnicą ukrytą pod warstwą eleganckiej swobody.
Biblioteka wydawała jej się teraz bardzo kuszącą alternatywą po miłej, ale jednak oficjalnej kolacji. Na moment zmrużyła oczy, jakby rozważała jego propozycję z przesadną powagą, która zupełnie nie pasowała do błysku rozbawienia czającego się w jej spojrzeniu. Jej palce, lekkie i pewne, przesunęły się powoli wzdłuż jego ramienia, kreśląc leniwe, niemal rozproszone linie po materiale, jakby robiła to od niechcenia, a jednocześnie z pełną świadomością tego gestu.
- Fenomenalna mówisz? - mruknęła z udawaną powagą. Przez krótką chwilę jeszcze mu się przyglądała, jakby się jeszcze wahała, choć w rzeczywistości decyzję podjęła niemal od razu. - Cóż, twoja mama i tak mnie nie lubi... prowadź. - powiedziała w końcu, cicho, zaciskając palce na jego dłoni. Dopasowała się do niego, pozwalając, by to on wyznaczał kierunek, podczas gdy ona podążała tuż obok.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some