Powoli szła przed siebie. Nie do końca wiedziała dokąd zmierza i w jakim celu, jednak był to całkiem przyjemny spacer. Być może kilka owadów znalazło się zbyt blisko jej twarzy, ale jeszcze nie zaczęło jej to przeszkadzać - póki co żaden nie podleciał zbyt blisko. Słońce prażyło, był to wyjątkowo ciepły dzień nawet jak na lato, dobrze było jednak czasem poczuć zupełnie inny klimat. Jej ciało było zaczerwienione, ostatnie kilka dni spowodowało, że zaczęła nabierać kolorów, a na skórze pojawiały się drobne piegi. Oby ta sielanka trwała jak najdłużej.
Sukienka, którą miała na sobie była trochę zbyt długa, ale lekka, dzięki czemu nie odczuwała, aż tak temperatury, a ta była wyjątkowo wysoka. Drzewa między którymi się znalazła przynosiły przyjemne ochłodzenie, chociaż na chwilę mogła się między nimi schować przed słońcem.
Lubiła takie dni, kiedy nie musiała się na niczym skupiać, mogła iść przed siebie bez żadnego planu, po prostu się wyciszyć i skorzystać z tego, co oferował świat. Niezbyt często pozwalała sobie na podobne spacery, w zasadzie to nie była największą fanką pieszych wędrówek, ale to miał być tylko i wyłącznie krótki spacer, nic więcej. Korona drzewa się poruszyła, a w jej kierunku wyskoczyła wiewiórka, to chyba była wiewiórka? Spowodowało to, że postanowiła jak najszybciej się stąd oddalić, kto wie, kto lub co jeszcze mieszkało w okolicy. Dość szybko ruszyła przed siebie, tak właściwie to wybiegła spomiędzy tych kilku drzew, jakby tak naprawdę były wielkim zagajnikiem - po prostu nie chciała się natknąć na coś z czym nie mogłaby sobie poradzić. To miał być miły i spokojny spacer, lepiej zapobiegać, niż radzić sobie z zupełnie niepotrzebnymi interakcjami, to było jej podejście.
Wybiegła na polanę, nachyliła się, aby złapać głębszy oddech, nie była szczególnie aktywną osobą, więc ta krótka przebieżka dała jej się we znaki. Chwilę zajęło jej doprowadzenie się do porządku, i uspokojenie swoich płuc, które nie przywykły do wysiłku. Gdy w końcu udało jej się to zrobić uniosła wzrok, rozejrzała się po okolicy, była całkiem malownicza, tylko, że w oddali dostrzegła sylwetkę. Ktoś leżał sobie na trawie, nie miała pojęcia, czy ją usłyszał, czy nie. Oby nie - wolałaby nie zostać przyłapana na obserwacji kogoś obcego, nie wiedziała bowiem z tak daleka, czy to może być ktoś znajomy, raczej nie powinien być znajomy, bo nie miała zbyt wielu znajomych, a znajdowała się... sama nie do końca wiedziała, gdzie się znajdowała.
Postanowiła jednak unieść wysoko głowę, jakby wcale nie była intruzem, tylko doskonale znała powód swojej wizyty w tym miejscu, dostrzegła kilka stokrotek, które rosły w trawie i nie mogła powstrzymać się przed tym, aby je zerwać, nachyliła się więc, aby to zrobić. W jej dłoni znalazło się kilka kwiatów, postanowiła kontynuować spacer, jednak trzymając się w odpowiedniej odległości od osobnika, którego zdążyła zauważyć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control