18.03.2026, 14:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2026, 15:11 przez Lorraine Malfoy.)
Lorraine przechyliła delikatnie głowę, z uwagą przysłuchając się słowom Hjalmara. Nie spodziewała się takiej otwartości, a jednak... Była jej miłą. Przypominała czasy, gdy częściej odwiedzała samotne ciotki, których tak wiele odeszło na przestrzeni ostatnich lat. Przechowywała pamięć o nich, kiedy wszyscy inni zdawali się zapominać. Towarzyszyła im, gdy nikt inny nie chciał im towarzyszyć. Młodość jej pozostawała przyjemną dystrakcją wobec ich sędziwego wieku, prowokując do opowieści o czasach dawno minionych. Lorraine słuchała tych opowieści, bo Lorraine umiała słuchać. Może dlaczego ludzie tak chętnie powierzali jej swoje tajemnice. Głęboko skrywane w sercu wypływały na powierzchnię i bez wpływu legilimencji. Wystarczyło, że słuchała ich historii. Słuchała zwierzeń. A czasem słuchała też i spowiedzi. Przyjmowała je wszystkie z tą samą spokojną powagą, z jaką inni przyjmowali kondolencje. Nie dlatego, że były potrzebne, ale dlatego, że miały znaczenie dla tych, którzy je składali. Lorraine wierzyła przecież, że wszyscy zasługują na to, żeby być wysłuchanymi.
Upiła nieco z trzymanego w rękach kubka, nie przerywając opowieści Hjalmara. Nie dopytując więcej. Po prostu... Słuchając.
– Tak jak żyły nasze, krwią wypełnione, zbiegają się w sercu... Tak żyła złota wydobytego z kopalni musi się wytopić wprzódy w ogniu twej kuźni. – Ogień żarzący się powoli pod warsztatem buchnął nagle żywszym płomieniem, aż odbicie jego blasku zaskrzyło w zimnych jak lód oczach półwili. – Piec nie gaśnie. Serce nie przestaje bić. Krew i złoto. Złoto i krew. – Lorraine uśmiechnęła się lekko, uśmiechem tym kwitując rozważania Hjalmara na temat różnic majątkowych między rodziną jego, a rodziną Pandory. – Nie musisz martwić się o krew. Szczęśliwie urodziłeś się we właściwej rodzinie, z właściwym nazwiskiem i tarczą herbową. Martwisz się jednak o złoto. Jak gdybyś nie wiedział, że naturalne samorodki szlachetnego metalu są warte więcej niż ów metal po obróbce...! Nawet blask galeonów w skrytkach Prewettów nie może się równać w swej intensywności z błyskiem żyły surowca drążącej ziemię. A ty... – westchnęła, brodą wskazawszy na stos gotowych do odebrania zamówień, pośród których znalazło się też kilka cieszących oko świecidełek. Nordgesim nie był przecież ubogim, i nie powinien o tym zapominać. – Ty zmieniasz złoto w złoto, Hjalmarze – zauważyła delikatnie Lorraine, która nigdy przecież nie mówiła o rzeczach wprost. A już zwłaszcza, jeżeli były to rzeczy ważne. Nie oferowała Hjalmarowi pochlebstwa, lecz chłodno konstatowała fakt, że miejsce w hierarchii symbolicznej zostało mu już przypisane i nie było ono wcale niższe, niż sam zdawał się sądzić. Nie, Lorraine przemawiała językiem kogoś, kto wychowany został w świecie heraldyki. Kogoś, kto nauczony został sprawnie kluczyć pośród genealogicznych zawiłości, pośród rodowych zależności i wpływów. Nie zamierzała zaprzeczać istnieniu hierarchii krwi. Nie zamierzała udawać przed Hjalmarem, że majątek nie ma znaczenia. Całym swoim życiem mogła przecież dać przykład tego, że pieniądze znaczenie mają, i to duże. Odmawiała jednak wiary w to, że wartość pieniądza jest czymś danym raz na zawsze: to, co niewypracowane, choć mogło olśniewać blaskiem, zawsze było przecież w istocie wtórnym wobec tego, co rodziło się z wysiłku i umiejętności. Oto była przedziwna alchemia sztuki. "Ty zmieniasz złoto w złoto". Podniesienie pracy Hjalmara do rangi aktu twórczego, w którym wartość nie jest tylko zachowana, lecz odnawiana, oczyszczana, i potwierdzana wciąż na nowo.
– Spytaj Pandorę, czy będzie ci przychylna. Choć trudno w jej przychylność wątpić, skoro przekonany jesteś, że zależy jej na wspólnym życiu z tobą. Poproś, żeby wstawiła się za tobą u rodziców. Jeżeli chcą dla swojej córki jak najlepiej, zobaczą, że starasz się zabiegać o jej względy. Być może nie takiego kawalera sobie dla niej wymarzyli. A jednak wierzę, że mamy pewną decyzyjność co do tego, w kim pokładamy swoje uczucia. Pandora wydaje się... Wydaje się być obdarzona nie tylko wielką siłą charakteru, ale i pociągiem ku niezależności. – Co Lorraine niespecjalnie pochwalała, ale znów, urodziła się, żeby być hipokrytką. Sama nie wyobrażała sobie sprzeciwić się decyzji rodziców, gdyby ojciec zdecydował o jej zamążpójściu... Ale znów, jej ojciec instytucji małżeństwa nie pochwalał, więc decyzję o wstąpieniu w takowe zostawił w uznaniu córki. Znaczyło to, że Lorraine rozporządzać swoją ręką mogła jak żywnie jej się podobało. Znaczyło to, że za mąż wychodzić nie musiała wcale. Nie przeszkadzało jej to patrzeć powątpiewająco na perypetie uczuciowe innych szlachetnie urodzonych panien. – Skoro nie jest zamężna w tym wieku – nie mogłaś się powstrzymać, prawda, Lorraine? – rodzice jej muszą na tę niezależność udzielać przyzwolenia. Zapewne wiedzą, że czeka na wyjątkowego mężczyznę. Pomyśl, jak wielu względy zdążyła odrzucić! Widać żaden nie zawrócił jej w głowie tak jak zrobiłeś to ty, mój drogi – zakończyła lekkim tonem Lorraine, starając się mimo wszystko dodać Hjalmarowi otuchy.
A jeżeli o ołtarz chodziło...
– Kwiatami się zajmę z ochotą, na tym znam się dobrze, poproszę zresztą o pomoc moją najdroższą przyjaciółkę, Maeve. A może jeszcze i moją kuzynkę, Helloise, która mieszka nieopodal, na obrzeżach Kniei! Niesłychanie bogobojna z niej dama. W przeciwieństwie do mnie posiada również cenne zdolności manualne, bo pięknie rzeźbi w drewnie. Wcześniej mówiłeś bowiem, że przygotowanie kamienia mogłoby być naszą wspólną pracą, ale obawiam się, że akurat że mnie marna będzie w tym polu pomocnica. Ale Baldwin z pewnością pomoże z budową ołtarza! Z nakreśleniem właściwych run, wydobyciem wizerunku bóstwa z nieociosanego kamienia. Baldwin jest mistrzem. Sama bogini prowadzi jego rękę. Obrazy, które maluje są... – urwała, choć nie dlatego, że brakowało jej słów. Urwała dlatego, bo miała ich tak wiele. Jak wybrać jedno, które w pełni odda naturę dzieł brata? – Żywe – powiedziała w końcu. – Na wszystkie moje pochwały zasłużył. Byłabym więc grzeszyła, przeceniając własne możliwości. I nie jest to fałszywa skromność, wiem bowiem dobrze, że sztuka wymaga poświęcenia. Ciężkiej pracy, żeby osiągnąć mistrzostwo. Tak jak wszystko, co jest coś warte w tym życiu. Nie mów więc o smutku jako o cenie za miłość, bo obnażasz tym gorszą biedę. Biedę duchową! – dodała żywo, nawiazując do wcześniejszych, tchnących smutkiem słów mężczyzny. Uśmiechnęła się do niego życzliwie. – Nie będziesz żałował chyba pracy włożonej w przygotowanie ołtarza ku chwale Matki, gdy przyjdzie ci zachwycać się jego pięknem, prawda? Czemu więc żałować chwil smutku, skoro służą, aby przypominać nam o tym, jak szczęśliwą może być miłość?
Upiła nieco z trzymanego w rękach kubka, nie przerywając opowieści Hjalmara. Nie dopytując więcej. Po prostu... Słuchając.
– Tak jak żyły nasze, krwią wypełnione, zbiegają się w sercu... Tak żyła złota wydobytego z kopalni musi się wytopić wprzódy w ogniu twej kuźni. – Ogień żarzący się powoli pod warsztatem buchnął nagle żywszym płomieniem, aż odbicie jego blasku zaskrzyło w zimnych jak lód oczach półwili. – Piec nie gaśnie. Serce nie przestaje bić. Krew i złoto. Złoto i krew. – Lorraine uśmiechnęła się lekko, uśmiechem tym kwitując rozważania Hjalmara na temat różnic majątkowych między rodziną jego, a rodziną Pandory. – Nie musisz martwić się o krew. Szczęśliwie urodziłeś się we właściwej rodzinie, z właściwym nazwiskiem i tarczą herbową. Martwisz się jednak o złoto. Jak gdybyś nie wiedział, że naturalne samorodki szlachetnego metalu są warte więcej niż ów metal po obróbce...! Nawet blask galeonów w skrytkach Prewettów nie może się równać w swej intensywności z błyskiem żyły surowca drążącej ziemię. A ty... – westchnęła, brodą wskazawszy na stos gotowych do odebrania zamówień, pośród których znalazło się też kilka cieszących oko świecidełek. Nordgesim nie był przecież ubogim, i nie powinien o tym zapominać. – Ty zmieniasz złoto w złoto, Hjalmarze – zauważyła delikatnie Lorraine, która nigdy przecież nie mówiła o rzeczach wprost. A już zwłaszcza, jeżeli były to rzeczy ważne. Nie oferowała Hjalmarowi pochlebstwa, lecz chłodno konstatowała fakt, że miejsce w hierarchii symbolicznej zostało mu już przypisane i nie było ono wcale niższe, niż sam zdawał się sądzić. Nie, Lorraine przemawiała językiem kogoś, kto wychowany został w świecie heraldyki. Kogoś, kto nauczony został sprawnie kluczyć pośród genealogicznych zawiłości, pośród rodowych zależności i wpływów. Nie zamierzała zaprzeczać istnieniu hierarchii krwi. Nie zamierzała udawać przed Hjalmarem, że majątek nie ma znaczenia. Całym swoim życiem mogła przecież dać przykład tego, że pieniądze znaczenie mają, i to duże. Odmawiała jednak wiary w to, że wartość pieniądza jest czymś danym raz na zawsze: to, co niewypracowane, choć mogło olśniewać blaskiem, zawsze było przecież w istocie wtórnym wobec tego, co rodziło się z wysiłku i umiejętności. Oto była przedziwna alchemia sztuki. "Ty zmieniasz złoto w złoto". Podniesienie pracy Hjalmara do rangi aktu twórczego, w którym wartość nie jest tylko zachowana, lecz odnawiana, oczyszczana, i potwierdzana wciąż na nowo.
– Spytaj Pandorę, czy będzie ci przychylna. Choć trudno w jej przychylność wątpić, skoro przekonany jesteś, że zależy jej na wspólnym życiu z tobą. Poproś, żeby wstawiła się za tobą u rodziców. Jeżeli chcą dla swojej córki jak najlepiej, zobaczą, że starasz się zabiegać o jej względy. Być może nie takiego kawalera sobie dla niej wymarzyli. A jednak wierzę, że mamy pewną decyzyjność co do tego, w kim pokładamy swoje uczucia. Pandora wydaje się... Wydaje się być obdarzona nie tylko wielką siłą charakteru, ale i pociągiem ku niezależności. – Co Lorraine niespecjalnie pochwalała, ale znów, urodziła się, żeby być hipokrytką. Sama nie wyobrażała sobie sprzeciwić się decyzji rodziców, gdyby ojciec zdecydował o jej zamążpójściu... Ale znów, jej ojciec instytucji małżeństwa nie pochwalał, więc decyzję o wstąpieniu w takowe zostawił w uznaniu córki. Znaczyło to, że Lorraine rozporządzać swoją ręką mogła jak żywnie jej się podobało. Znaczyło to, że za mąż wychodzić nie musiała wcale. Nie przeszkadzało jej to patrzeć powątpiewająco na perypetie uczuciowe innych szlachetnie urodzonych panien. – Skoro nie jest zamężna w tym wieku – nie mogłaś się powstrzymać, prawda, Lorraine? – rodzice jej muszą na tę niezależność udzielać przyzwolenia. Zapewne wiedzą, że czeka na wyjątkowego mężczyznę. Pomyśl, jak wielu względy zdążyła odrzucić! Widać żaden nie zawrócił jej w głowie tak jak zrobiłeś to ty, mój drogi – zakończyła lekkim tonem Lorraine, starając się mimo wszystko dodać Hjalmarowi otuchy.
A jeżeli o ołtarz chodziło...
– Kwiatami się zajmę z ochotą, na tym znam się dobrze, poproszę zresztą o pomoc moją najdroższą przyjaciółkę, Maeve. A może jeszcze i moją kuzynkę, Helloise, która mieszka nieopodal, na obrzeżach Kniei! Niesłychanie bogobojna z niej dama. W przeciwieństwie do mnie posiada również cenne zdolności manualne, bo pięknie rzeźbi w drewnie. Wcześniej mówiłeś bowiem, że przygotowanie kamienia mogłoby być naszą wspólną pracą, ale obawiam się, że akurat że mnie marna będzie w tym polu pomocnica. Ale Baldwin z pewnością pomoże z budową ołtarza! Z nakreśleniem właściwych run, wydobyciem wizerunku bóstwa z nieociosanego kamienia. Baldwin jest mistrzem. Sama bogini prowadzi jego rękę. Obrazy, które maluje są... – urwała, choć nie dlatego, że brakowało jej słów. Urwała dlatego, bo miała ich tak wiele. Jak wybrać jedno, które w pełni odda naturę dzieł brata? – Żywe – powiedziała w końcu. – Na wszystkie moje pochwały zasłużył. Byłabym więc grzeszyła, przeceniając własne możliwości. I nie jest to fałszywa skromność, wiem bowiem dobrze, że sztuka wymaga poświęcenia. Ciężkiej pracy, żeby osiągnąć mistrzostwo. Tak jak wszystko, co jest coś warte w tym życiu. Nie mów więc o smutku jako o cenie za miłość, bo obnażasz tym gorszą biedę. Biedę duchową! – dodała żywo, nawiazując do wcześniejszych, tchnących smutkiem słów mężczyzny. Uśmiechnęła się do niego życzliwie. – Nie będziesz żałował chyba pracy włożonej w przygotowanie ołtarza ku chwale Matki, gdy przyjdzie ci zachwycać się jego pięknem, prawda? Czemu więc żałować chwil smutku, skoro służą, aby przypominać nam o tym, jak szczęśliwą może być miłość?