18.03.2026, 17:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2026, 21:53 przez Urd Nordgesim.)
- To nie ja jestem uparta - obruszyła się Urd, już zabierając się do łaskotania swojej małej księżniczki. - To nasza krew Brie, to morze w naszej krwi. Nie możesz zmienić morza, ono słucha tylko swojego książyca. - Cmoknęła małą w czółko i porwała do kuchni…
…a te ciasteczka to był doskonały pomysł. Serce Urd topiło się gdy dostawała kolejne produkcje małej Nordgersim do oceny, zupełnie jakby Brenka była jej własną córeczką. A tej foki to NIGDY nie zjem, zawsze będę nosić ją przy sobie pomyślała z czułością, dotulając tę myśl do serca nim zorientowała się, że odgryzła jej głowę.
- Szlag! - poderwała się gwałtownie przypatrując się bezgłowej foce w nagłej panice, że może to zaburzyć uzyskany spokój i szczęśliwość wspólnej aktywności kuchennej. Nie było sensu wypluwać tego co już i tak zamoczyłą skutecznie ślina. Zamiast tego zmyślna dziewczyna… oderwała głowę innej foce, umazała ją w lukrze i rozpaczliwie próbowała przyczepić główkę na tułowia.
A wtedy im przeszkodzono.
- Na co? Na litość Lokiego? Kobieto! Jakby on miał nam litość okazywać, to by tu wszystko było uwalone mąką z kości jego wrogów! - parsknęła lekceważąco, bo nie raz od kucharek obrywała ścierą gdy była mniejsza. Teraz nie dawała się tak „wychowywać” teraz by z pewnością oddała. Albo nasłała do skrzydła dla służby wyjątkowo złośliwego poltergeista i dwa bogini. Chyba nawet miała taki asortyment w swojej magicznej torbie… – Poza tym Bryndzy nic nie będzie, jutro długa droga, więc nawet dobrze jak połowę prześpi! Przecież doskonale wiem co dla mojej siostrzyczki jest najlepsze! – Już dawno skończyły się czasy, kiedy kucharki mogły przepędzać Urd razami wymierzonymi ścierkami. Skończył się czasy, gdy mogły szeptać o jej unikatowym wyglądzie jak na geny po mieczu czy kądzieli, tak, że niby tego nie słyszała, a jednak... Skończył się czasy. Urd została wypalona w kuźniach Durmstrangu i nie dała sobie w kaszę dmuchać. Dlatego właśnie dla swojej słodziutkiej małej foczuszki wychodziła u męża swojej matki właściwą decyzję, a teraz miała zamiar absolutnie zrezygnować ze swojej części umowy. Elsa... to brzmiało jak świetna ksywka. Aż miała sobie ochotę zrobić dobieranego warkocza.
…a te ciasteczka to był doskonały pomysł. Serce Urd topiło się gdy dostawała kolejne produkcje małej Nordgersim do oceny, zupełnie jakby Brenka była jej własną córeczką. A tej foki to NIGDY nie zjem, zawsze będę nosić ją przy sobie pomyślała z czułością, dotulając tę myśl do serca nim zorientowała się, że odgryzła jej głowę.
- Szlag! - poderwała się gwałtownie przypatrując się bezgłowej foce w nagłej panice, że może to zaburzyć uzyskany spokój i szczęśliwość wspólnej aktywności kuchennej. Nie było sensu wypluwać tego co już i tak zamoczyłą skutecznie ślina. Zamiast tego zmyślna dziewczyna… oderwała głowę innej foce, umazała ją w lukrze i rozpaczliwie próbowała przyczepić główkę na tułowia.
A wtedy im przeszkodzono.
- Na co? Na litość Lokiego? Kobieto! Jakby on miał nam litość okazywać, to by tu wszystko było uwalone mąką z kości jego wrogów! - parsknęła lekceważąco, bo nie raz od kucharek obrywała ścierą gdy była mniejsza. Teraz nie dawała się tak „wychowywać” teraz by z pewnością oddała. Albo nasłała do skrzydła dla służby wyjątkowo złośliwego poltergeista i dwa bogini. Chyba nawet miała taki asortyment w swojej magicznej torbie… – Poza tym Bryndzy nic nie będzie, jutro długa droga, więc nawet dobrze jak połowę prześpi! Przecież doskonale wiem co dla mojej siostrzyczki jest najlepsze! – Już dawno skończyły się czasy, kiedy kucharki mogły przepędzać Urd razami wymierzonymi ścierkami. Skończył się czasy, gdy mogły szeptać o jej unikatowym wyglądzie jak na geny po mieczu czy kądzieli, tak, że niby tego nie słyszała, a jednak... Skończył się czasy. Urd została wypalona w kuźniach Durmstrangu i nie dała sobie w kaszę dmuchać. Dlatego właśnie dla swojej słodziutkiej małej foczuszki wychodziła u męża swojej matki właściwą decyzję, a teraz miała zamiar absolutnie zrezygnować ze swojej części umowy. Elsa... to brzmiało jak świetna ksywka. Aż miała sobie ochotę zrobić dobieranego warkocza.