18.03.2026, 20:34 ✶
– Myslę, że to świetny pomysł, wiesz, że ja mogę teleportować czy przewieźć na miotle kogo tylko będziesz chciała. W ogóle, przydadzą nam się większe miotły do przewożenia ludzi - całe szczęście że podczas spalonej od Tessy zabrałam kilka bo już np nasz słodki Eryczek ledwie się mieścił, jak kogoś jeszcze wzięliśmy ze sobą. Może Heather wydębi coś od swojej rodziny? – zaproponowała.
Burza trwała.
Burza mózgów.
Lubiła to.
– Tak myślę nad tym sufitem i myślę i kurwa wiesz najbardziej mnie martwi taki aspekt, że nawet jak komuś coś się zadzieje, to sufit nie pokaże Ci gdzie. ALE jakby tak na przykład mieć zaklęty sekstans. Wiesz... to śmieszne narzędzie nie od ruchania tylko od patrzenia na gwiazdy i wytyczanie szlaku, więc no pomyśl jakby mieć taki sekstans albo kompas połączony z sufitem. Wtedy przytykasz kompas i on Ci ustawia igę na osobę która jest przypisana do gwiazdozbioru i wiesz gdzie zapierdalać w jakim kierunku, żeby ją znaleźć jak ona ma problem... – zmarszczyła nos. – To chyba jest za bardzo przekombinowane? Ughr... tak bym chciała wiesz... tak bym chciała, żeby to miało sens, żeby się na coś przydało choć kurwa módlmy się żeby nie przydało się nigdy[b]– Cóż, działanie nieboskłonu zakładało, że komuś coś się dzieje. A bardzo by nie chciała żeby komukolwiek się coś działo niedobrego.
[b]– I w ogóle myślałam jeszcze o Stawie, wiesz że może w piwnicach byśmy ogarnęli lazaret dla poturbowanych? Nie wiem, jakiś taki bez okien żeby nie wiedizeli że to tutaj? W czasie Spalonej zabrakło mi takiego super bezpiecznego miejsca, żeby przerzucać ludzi. Może poza Londynem nawet. Teraz Livce w ogóle mój stary udostępnił jedno z mieszkań rodziny Moody, ale to nadal Londyn. A tutaj? Byliby bezpieczni. – dopytywała, przy okazji - nieco nieświadomie - raportując sytuację.
– Zajebiście, może mógłby mnie nauczyć też tego zaklinania? Wiesz, że ćwicze wytrwale, nawet mi się udaje czasami zakląć obraz że czujesz spokój w głowie. Jest całkiem śmiesznie, bo to niebieski kwadrat, no ale wolę ćwiczyć nawet na takiej abstrakcji, niż pejzażu. Ale no... te twarze oczywiście, że Ci ogarnę. Wszystko mam jeszcze od urodzin co potrzeba, bo mnie ukochaliście płótnami i farbami i rozpuszczalnikami i pędzlami... – zaczęła wymieniać entuzjastycznie.
Dzisiaj ewidentnie był jeden z jej lepszych dni.
– A w ogóle, to martwie się o Olivię. Mówiłam Ci? Jak się z nią widziałam. Była... była mocno wstrząśnięta Spaloną. Próbowałam ją podnieść na duchu, ale coś w jej spojrzeniu nie daje mi spokoju. Taki mrok. Mrok który usprawiedliwia... sama wiesz co. – przyznała o wiele poważniej.
Burza trwała.
Burza mózgów.
Lubiła to.
– Tak myślę nad tym sufitem i myślę i kurwa wiesz najbardziej mnie martwi taki aspekt, że nawet jak komuś coś się zadzieje, to sufit nie pokaże Ci gdzie. ALE jakby tak na przykład mieć zaklęty sekstans. Wiesz... to śmieszne narzędzie nie od ruchania tylko od patrzenia na gwiazdy i wytyczanie szlaku, więc no pomyśl jakby mieć taki sekstans albo kompas połączony z sufitem. Wtedy przytykasz kompas i on Ci ustawia igę na osobę która jest przypisana do gwiazdozbioru i wiesz gdzie zapierdalać w jakim kierunku, żeby ją znaleźć jak ona ma problem... – zmarszczyła nos. – To chyba jest za bardzo przekombinowane? Ughr... tak bym chciała wiesz... tak bym chciała, żeby to miało sens, żeby się na coś przydało choć kurwa módlmy się żeby nie przydało się nigdy[b]– Cóż, działanie nieboskłonu zakładało, że komuś coś się dzieje. A bardzo by nie chciała żeby komukolwiek się coś działo niedobrego.
[b]– I w ogóle myślałam jeszcze o Stawie, wiesz że może w piwnicach byśmy ogarnęli lazaret dla poturbowanych? Nie wiem, jakiś taki bez okien żeby nie wiedizeli że to tutaj? W czasie Spalonej zabrakło mi takiego super bezpiecznego miejsca, żeby przerzucać ludzi. Może poza Londynem nawet. Teraz Livce w ogóle mój stary udostępnił jedno z mieszkań rodziny Moody, ale to nadal Londyn. A tutaj? Byliby bezpieczni. – dopytywała, przy okazji - nieco nieświadomie - raportując sytuację.
– Zajebiście, może mógłby mnie nauczyć też tego zaklinania? Wiesz, że ćwicze wytrwale, nawet mi się udaje czasami zakląć obraz że czujesz spokój w głowie. Jest całkiem śmiesznie, bo to niebieski kwadrat, no ale wolę ćwiczyć nawet na takiej abstrakcji, niż pejzażu. Ale no... te twarze oczywiście, że Ci ogarnę. Wszystko mam jeszcze od urodzin co potrzeba, bo mnie ukochaliście płótnami i farbami i rozpuszczalnikami i pędzlami... – zaczęła wymieniać entuzjastycznie.
Dzisiaj ewidentnie był jeden z jej lepszych dni.
– A w ogóle, to martwie się o Olivię. Mówiłam Ci? Jak się z nią widziałam. Była... była mocno wstrząśnięta Spaloną. Próbowałam ją podnieść na duchu, ale coś w jej spojrzeniu nie daje mi spokoju. Taki mrok. Mrok który usprawiedliwia... sama wiesz co. – przyznała o wiele poważniej.