18.03.2026, 22:54 ✶
Z Jonathanem, Moną i Hannibalem
Czy Matka doceniłaby humor, gdyby do składania jej ofiar użyto kontrowersyjnych świeczek? Ciężko było powiedzieć, ale jeżeli do wyboru były bezpieczne świeczki w tradycyjnym kształcie i te niepewne, które mogły pomóc, nie zrobić nic albo rozgniewać Matkę, to czy w tym momencie warto było ryzykować?
-Jeżeli masz zamiar tańczyć nago pod gołym niebem, to daj mi wcześniej znać. Przyjdę tam z kocem i herbatą, żebyś nie zamarzł na śmierć - westchnął, a kącik jego ust uniósł się delikatnie.
Czy Hannibal byłby do tego zdolny. Bardzo prawdopodobne, że tak, i może Jessiego powinno to zmartwić, ale Hannibal nie byłby sobą, gdyby nie był takim... Hannibalem.
-Tak, ja... Zazwyczaj się w porządku - odpowiedział wujowi.
Nie chciał opowiadać o tym wśród ludzi, ale nie miał zamiaru mówić, że "wszystko jest w porządku", kiedy jego słowa dały do zrozumienia, że wcale w porządku nie jest. Może powinien był ugryźć się w język... I gdyby chodziło tylko o ten kaszel, to tak dużego problemu by nie było - w końcu było tyle domowych sposobów na złagodzenie kaszlu, dopóki nie przyjrzy się temu lekarz, ale te głosy w głowie, ten strach i słowa, które same wyrywały się z ust... Na całe szczęście było to coś, co zdarzało się zupełnie losowo, a nie za każdym razem, kiedy otwierał usta.
Dłoń Hannibala na jego ramieniu wywołała u niego dreszcz. Nie dreszcz zimna, a jakiś inny dreszcz. Uspokajający. Czy powinien się martwić, że dotyk Hannibala miał na niego taki efekt?
Czy cokolwiek ci pomaga?
Ty mi bardzo pomogłeś.
-...Joga... - odpowiedział bez namysłu.
Na szczęście Hannibal przeniósł swoją uwagę na stoisko z płaszczami i chociaż kotwica emocjonalna w postaci jego dłoni na ramieniu Kelly'ego zniknęła, to jego nienachalna obecność wciąż koiła.
Od płaszczy Han przeskoczył na stoisko z owocami i Jessie na chwilę odpłynął myślami, nawet nie w jakimś konkretnym kierunku. Po prostu wpatrywał się w różne rzeczy, zawieszał na czymś wzrok na kilka sekund, ale myślami był gdzieś daleko. Przynajmniej dopóki usta Hannibala ułożyły się w słowo, które Jessie miał nadzieję, że źle odczytał. Nie był mistrzem czytania z ruchu ust, więc z całą pewnością się pomylił. Bo przecież jego najlepszy przyjaciel nie mógł właśnie powiedzieć sam sobie, że jest Bezsilny, prawda?
-Właśnie, przypomniałem sobie, że miałem cię o coś poprosić. Wróciłem trochę intensywniej do treningów i w sumie przydałoby mi się wsparcie. Wesprzesz kumpla? - podszedł bliżej Hannibala i szturchnął go ramieniem. -Mógłbym niby poprosić Theo, ale, na Merlina, ten dzieciak powinien popracować nad kondycją, a potrzebuję kogoś, kto faktycznie ma siły.
Czy Matka doceniłaby humor, gdyby do składania jej ofiar użyto kontrowersyjnych świeczek? Ciężko było powiedzieć, ale jeżeli do wyboru były bezpieczne świeczki w tradycyjnym kształcie i te niepewne, które mogły pomóc, nie zrobić nic albo rozgniewać Matkę, to czy w tym momencie warto było ryzykować?
-Jeżeli masz zamiar tańczyć nago pod gołym niebem, to daj mi wcześniej znać. Przyjdę tam z kocem i herbatą, żebyś nie zamarzł na śmierć - westchnął, a kącik jego ust uniósł się delikatnie.
Czy Hannibal byłby do tego zdolny. Bardzo prawdopodobne, że tak, i może Jessiego powinno to zmartwić, ale Hannibal nie byłby sobą, gdyby nie był takim... Hannibalem.
-Tak, ja... Zazwyczaj się w porządku - odpowiedział wujowi.
Nie chciał opowiadać o tym wśród ludzi, ale nie miał zamiaru mówić, że "wszystko jest w porządku", kiedy jego słowa dały do zrozumienia, że wcale w porządku nie jest. Może powinien był ugryźć się w język... I gdyby chodziło tylko o ten kaszel, to tak dużego problemu by nie było - w końcu było tyle domowych sposobów na złagodzenie kaszlu, dopóki nie przyjrzy się temu lekarz, ale te głosy w głowie, ten strach i słowa, które same wyrywały się z ust... Na całe szczęście było to coś, co zdarzało się zupełnie losowo, a nie za każdym razem, kiedy otwierał usta.
Dłoń Hannibala na jego ramieniu wywołała u niego dreszcz. Nie dreszcz zimna, a jakiś inny dreszcz. Uspokajający. Czy powinien się martwić, że dotyk Hannibala miał na niego taki efekt?
Czy cokolwiek ci pomaga?
Ty mi bardzo pomogłeś.
-...Joga... - odpowiedział bez namysłu.
Na szczęście Hannibal przeniósł swoją uwagę na stoisko z płaszczami i chociaż kotwica emocjonalna w postaci jego dłoni na ramieniu Kelly'ego zniknęła, to jego nienachalna obecność wciąż koiła.
Od płaszczy Han przeskoczył na stoisko z owocami i Jessie na chwilę odpłynął myślami, nawet nie w jakimś konkretnym kierunku. Po prostu wpatrywał się w różne rzeczy, zawieszał na czymś wzrok na kilka sekund, ale myślami był gdzieś daleko. Przynajmniej dopóki usta Hannibala ułożyły się w słowo, które Jessie miał nadzieję, że źle odczytał. Nie był mistrzem czytania z ruchu ust, więc z całą pewnością się pomylił. Bo przecież jego najlepszy przyjaciel nie mógł właśnie powiedzieć sam sobie, że jest Bezsilny, prawda?
-Właśnie, przypomniałem sobie, że miałem cię o coś poprosić. Wróciłem trochę intensywniej do treningów i w sumie przydałoby mi się wsparcie. Wesprzesz kumpla? - podszedł bliżej Hannibala i szturchnął go ramieniem. -Mógłbym niby poprosić Theo, ale, na Merlina, ten dzieciak powinien popracować nad kondycją, a potrzebuję kogoś, kto faktycznie ma siły.