13.03.2023, 10:45 ✶
Od czterech lat każdy dzień wyglądał niemal tak samo. Od czterech lat ten dom stawał się więzieniem za każdym razem, gdy Roger znikał na dłużej. Rhea nawet nie wiedziała, gdzie udał się tym razem. W sprawach służbowych powiązanych z Ministerstwem Magii, czy gdzieś ze swoimi kompanami z Yaxleyem na czele? Lubiła Theona, ale miała wrażenie, że jej mąż w ostatnim czasie poświęcał mu więcej uwagi niż jej samej. A gdy go nie było, jego matka nie czuła żadnych oporów przed ciągłą krytyką synowej, wiedząc, że ta nie odwdzięczy jej się tym samym. Gesty języka migowego, których Theresa nauczyła się, by jakkolwiek się z nią porozumieć, gdy sama nie posiadała umiejętności posługiwania się falami telepatycznymi, nijak nie dawały takiego samego efektu jak krzyk. Kłócąc się z nią, wyglądała bardziej, jakby tańczyła z miną godną legendarnego bazyliszka.
Parkinson nie przejmowała się zatem tym, że dom zdawał się dzisiejszego dnia opustoszały. Cisza była błoga, zdawała się dawać zalążek wolności. Skrzaty uwijały się z porządkami, jednocześnie starając przygotować kolację dla gospodarzy i musiała naprawdę się skupiać, żeby w ogóle je zauważać. Nigdy nie wiedziała, jakim sposobem tak łatwo wtapiały się w tło, ale czasami im tego zazdrościła. Zwłaszcza w chwilach, gdy chciała zniknąć Theresie z oczu. W przeciwieństwie do Richarda potrafiła być naprawdę okrutna, mimo że to oni oboje w towarzystwie jej rodziców zdecydowali o tym ślubie, gdy sama uczęszczała jeszcze do Hogwartu. Miała zaplanowane całe życie, w tym wieku już dawno powinna opiekować się synem, ale choroba wszystko zniweczyła. Sprawiła, że plany pani Parkinson na idealne małżeństwo jej syna wymknęły się jej spod kontroli – wymsknęły między palcami niczym dym.
Drgnęła, usłyszawszy poruszenie w korytarzu i dwa męskie głosy, z których rozpoznała tylko jeden. Sądząc po temacie ich rozmowy, gość musiał pojawić się z córką lub inną podopieczną. Już nawet podejrzewała propozycję Richarda, by to Rhea zabawiła się w przedszkolankę dla bliżej nieokreślonej dziewczyny, ale drugi mężczyzna przerwał mu w pół słowa. Z salonu miała perfekcyjny widok na gabinet pana Parkinsona, ale nie widziała niestety długiego korytarza, który prowadził do tych pomieszczeń od drzwi wejściowych. Musiała poczekać, skupiając swój wzrok na papierach, którymi akurat się zajmowała. Zamierzali wykupić od Bagshotów stare egzemplarze map, by trafiły do księgozbioru Maeve, ale spotykało się to – ku niezadowoleniu Parkinsonów – z dość sporym oporem.
Zerknęła ponownie na drzwi gabinetu, dostrzegając jedynie tył głowy gościa i Richarda zapraszającego go gestem do środka, gdzie już czekała Theresa. Na zewnątrz pozostała jedynie mizernie wyglądająca dziewczyna, na pierwszy rzut oka Rhei dość zaniedbana i zastraszona. Na jej miejscu sama jednak czułaby się nieswojo w takim otoczeniu. Będąc szczerą sama ze sobą, czuła się w ten sposób nawet teraz. Pstryknęła palcami, przywołując do siebie jednego ze skrzatów domowych, po czym wskazała mu kręcącą się pod drzwiami nastolatkę. Jakimś sposobem nauczyła się komunikować ze służącymi jej stworami praktycznie bez słów. W międzyczasie zaczęła pisać coś na czystym kawałku pergaminu, z góry uznając, że to jedyna możliwość na przekazanie czegokolwiek tej dziewczynie.
- Pani Rhea prosi, by panienka przeszła do salonu – usłyszała z korytarza piskliwy głos skrzata domowego, który po chwili wprowadził gościa do pomieszczenia, wskazując jej wolne krzesło. Parkinson podsunęła jej przez nos wiadomość, którą zdążyła napisać równym, eleganckim pismem. Rodzice już dawno zadbali o to, by wszystko, co tworzyła, było idealne. I chociaż wiązało się to głównie z irytacją i godzinami pracy, teraz doceniała ten fakt.
Richard nie lubi, gdy ktoś podsłuchuje jego rozmowy. O ile nie zostałaś skrzatem domowym w ludzkiej postaci, nie kręć się pod jego drzwiami. Nie powinnaś być teraz w szkole?
Zmierzyła ją uważnym spojrzeniem, gdy czytała jej wiadomość. Nie lubiła tej formy komunikacji, męczyła ją dwukrotnie bardziej niż język migowy. Za niczym nigdy tak bardzo nie tęskniła, jak za swoim własnym głosem.
Pstryknęła jeszcze raz palcami, a skrzat postawił między dwoma kobietami dzbanek herbaty i dwie filiżanki. Rhea nalała ciepłego napoju do jednej z nich i podsunęła dziewczynie. Chyba jednak będzie zmuszona pobawić się przez chwilę w przedszkole.
@Ornella Borgin
Parkinson nie przejmowała się zatem tym, że dom zdawał się dzisiejszego dnia opustoszały. Cisza była błoga, zdawała się dawać zalążek wolności. Skrzaty uwijały się z porządkami, jednocześnie starając przygotować kolację dla gospodarzy i musiała naprawdę się skupiać, żeby w ogóle je zauważać. Nigdy nie wiedziała, jakim sposobem tak łatwo wtapiały się w tło, ale czasami im tego zazdrościła. Zwłaszcza w chwilach, gdy chciała zniknąć Theresie z oczu. W przeciwieństwie do Richarda potrafiła być naprawdę okrutna, mimo że to oni oboje w towarzystwie jej rodziców zdecydowali o tym ślubie, gdy sama uczęszczała jeszcze do Hogwartu. Miała zaplanowane całe życie, w tym wieku już dawno powinna opiekować się synem, ale choroba wszystko zniweczyła. Sprawiła, że plany pani Parkinson na idealne małżeństwo jej syna wymknęły się jej spod kontroli – wymsknęły między palcami niczym dym.
Drgnęła, usłyszawszy poruszenie w korytarzu i dwa męskie głosy, z których rozpoznała tylko jeden. Sądząc po temacie ich rozmowy, gość musiał pojawić się z córką lub inną podopieczną. Już nawet podejrzewała propozycję Richarda, by to Rhea zabawiła się w przedszkolankę dla bliżej nieokreślonej dziewczyny, ale drugi mężczyzna przerwał mu w pół słowa. Z salonu miała perfekcyjny widok na gabinet pana Parkinsona, ale nie widziała niestety długiego korytarza, który prowadził do tych pomieszczeń od drzwi wejściowych. Musiała poczekać, skupiając swój wzrok na papierach, którymi akurat się zajmowała. Zamierzali wykupić od Bagshotów stare egzemplarze map, by trafiły do księgozbioru Maeve, ale spotykało się to – ku niezadowoleniu Parkinsonów – z dość sporym oporem.
Zerknęła ponownie na drzwi gabinetu, dostrzegając jedynie tył głowy gościa i Richarda zapraszającego go gestem do środka, gdzie już czekała Theresa. Na zewnątrz pozostała jedynie mizernie wyglądająca dziewczyna, na pierwszy rzut oka Rhei dość zaniedbana i zastraszona. Na jej miejscu sama jednak czułaby się nieswojo w takim otoczeniu. Będąc szczerą sama ze sobą, czuła się w ten sposób nawet teraz. Pstryknęła palcami, przywołując do siebie jednego ze skrzatów domowych, po czym wskazała mu kręcącą się pod drzwiami nastolatkę. Jakimś sposobem nauczyła się komunikować ze służącymi jej stworami praktycznie bez słów. W międzyczasie zaczęła pisać coś na czystym kawałku pergaminu, z góry uznając, że to jedyna możliwość na przekazanie czegokolwiek tej dziewczynie.
- Pani Rhea prosi, by panienka przeszła do salonu – usłyszała z korytarza piskliwy głos skrzata domowego, który po chwili wprowadził gościa do pomieszczenia, wskazując jej wolne krzesło. Parkinson podsunęła jej przez nos wiadomość, którą zdążyła napisać równym, eleganckim pismem. Rodzice już dawno zadbali o to, by wszystko, co tworzyła, było idealne. I chociaż wiązało się to głównie z irytacją i godzinami pracy, teraz doceniała ten fakt.
Richard nie lubi, gdy ktoś podsłuchuje jego rozmowy. O ile nie zostałaś skrzatem domowym w ludzkiej postaci, nie kręć się pod jego drzwiami. Nie powinnaś być teraz w szkole?
Zmierzyła ją uważnym spojrzeniem, gdy czytała jej wiadomość. Nie lubiła tej formy komunikacji, męczyła ją dwukrotnie bardziej niż język migowy. Za niczym nigdy tak bardzo nie tęskniła, jak za swoim własnym głosem.
Pstryknęła jeszcze raz palcami, a skrzat postawił między dwoma kobietami dzbanek herbaty i dwie filiżanki. Rhea nalała ciepłego napoju do jednej z nich i podsunęła dziewczynie. Chyba jednak będzie zmuszona pobawić się przez chwilę w przedszkole.
@Ornella Borgin