Dora nie była tak wielką plotkarą, by samej garnąć się do wyciągania z ludzi siłą czegokolwiek. Brakowało jej też jakiegoś obycia czy zrozumienia ludzkiej natury, by zauważyć bez problemu że może komuś coś chodziło po głowie, albo coś zmieniło się w jego zachowaniu. A Brenna? No była przecież taka sama. Jej trzymanie języka za zębami w pewnym tematach, nie naruszało świata Crawleyówny w żaden sposób i nie odkształcało go. Tematy sercowe Brenny i codzienność jej przyjaciółki były jak dwa osobne zbiory, które nie pokrywały się na ten moment w żaden sposób. Oczywiście, kiedy tylko ktoś zaczynał być bardziej oczywisty, albo wręcz sam wysypywał się z chowanych informacji, o wtedy to Dora mogła być i do plotkowania pierwsza. Gotowa była służyć radą, wszelkimi ohami i ahami, byleby tylko nadać rozmowie odpowiedni rytm i emocjonalny poziom. Ale teraz rozmowy o fabułach książek i prawdziwym życiu nie niosły za sobą wiele więcej w jej przypadku.
- Wybrańcem? - zapytała z pewnym zastanowieniem, uciekając myślami gdzieś dalej. - W sumie chyba racja, takiego wybrańca zawsze los ciągnie na wszystkie możliwe sposoby. Ma do podjęcia bardzo trudne decyzje, a jeśli nie ma to no cóż, książka zwykle nie jest wtedy zbyt dobrze napisana i na takim wybrańcu nikomu nie zależy. A co jeśli ten wybraniec znałby jakąś wersję przyszłości i musiałby wybrać czy nią podążyć? Jak Paul w Diunie... znaczy on tam chyba znał wszystkie, albo prawie wszystkie, ale ja nie rozumiem jak można w ogóle znać aż tyle wersji przyszłości i się w tym wszystkim nie pogubić. Ja bym nie dała rady, ale może dlatego nie jestem, no... Wybrańcem - odetchnęła, bo nagle wielki kamień spadł jej z serca, że wcale nie musiała rozprawiać nad takimi dylematami jak losy świata, które spoczywałyby w jej rękach. Zamiast tego była tylko Dorą i mogła siedzieć w ogródku, grzebiąc w nim całymi dniami, albo stojąc nad kociołkiem w piwnicy Księżycowego Stawu. Pomijając już fakt, że rodzina wystawiła za nią list gończy.
- Do Manchesteru? - dziewczyna wyprostowała się w pewnej ekscytacji, co samo w sobie mogło dać Brannie odpowiedź na zadane pytanie. Czy chciała? Oczywiście, że chciała. Wycieczka do innego miasta brzmiała wręcz bajecznie, bo dzięki temu nie musiała się czaić albo z zakątku, albo w Księżycowym Stanie. Co prawda była już bardzo wyraźnie zielona i tego nie była w stanie ukryć magia Longbottom, ale miała wrażenie że przez to nawet Borginowie nie zwracaliby na nią aż takiej uwagi. Głównie dlatego że szukali człowieka który nie wyglądał jak genetyczna igraszka z rośliną albo wiedźma z mugolskich książek. Do tego przecież to było zupełnie inne miasto, a zupełnie inne miasta miały to do siebie, że nie zwracały aż takiej uwagi na przejezdnych. Do tego Borginowie chyba lubili Londyn, swój Nokturn i mieszczący się na nim sklep, więc po co mieliby się zapędzać aż tyle kilometrów dalej? Kolor jej skóry też nie powinien być jakimkolwiek problemem w magicznych lokalach i dzielnicach, więc miała szczerą nadzieję że knajpka nie zmieniła się na dostępną i dla czarodziejów, i mugoli. Jeśli więc Crawley mogła mieć przed chwilą jakiekolwiek wątpliwości do tego czy się zgodzić, to bardzo szybko się ich pozbyła metodą eliminacji. Kolejne leciały do kosza zmniejszając listę wprost proporcjonalnie do tego, jak poszerzał się jej uśmiech.
- Oczywiście, że bym chciała - oznajmiła wreszcie, gdyby Brenna miała mieć jakiekolwiek wątpliwości co do jej chęci. Czy chciała jeszcze coś zrobić? Uważnie rozejrzała się dookoła, jakby chcąc połapać myśli które mogły jej gdzieś umknąć i sprawić że o czymś zapomniała, ale nic w pokoju nie chciało jej przypomnieć o ewentualnych planach. - Nie, chyba nie. Tylko zapakujmy lusterka i tyle - rzuciła wesoło, chowając niepasujące komplety, by przypadkiem się nie potłukły. Zrobiła to ostrożnie, oczywiście, bo głupio było żeby do Finnegana zgłosiły się z jakimś wybrakowanym elementem. Oprócz tego upewniła się jeszcze, że jej nowy podopieczny posiadał odpowiednią ilość nasypanego ziarna, żeby podczas ich nieobecności niczego mu nie brakowało, a do tego uzupełniła mu wodę. I chyba w tym momencie faktycznie były już gotowe
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.