19.03.2026, 16:11 ✶
– Zdaje się, że o tym też jest parę opowieści, legend i ballad – stwierdził Christopher, uśmiechając się lekko. Niejedna baśń miała uczyć, by nie oceniać księgi po okładce: inna sprawa, że zdaniem Rosiera te książki o okładce nieciekawej bardzo często zostawały na półkach, mając po prostu dużą konkurencję. On pewnie nie pocałowałby żaby ani żebraczki, by potem odkryć, że oto książę albo księżniczka zaklęci przez okrutnego czarnoksiężnika. Chociaż prawdopodobnie po chwili namysłu mógłby uznać, że rozumie, dlaczego dziewczyna wolała włochatą bestię z magicznym zamkiem niż jakiegoś przystojnego i umięśnionego mugola bez mózgu, i, przede wszystkim, bez wspaniałego zamku.
W pewnych sprawach mógł być romantykiem, w innych jednak ten jego romantyzm zmieściłby się niestety w naparstku.
– To byłoby doskonałe – ożywił się, całkiem zaintrygowany opcją posiadania tego niesamowitego stworzenia, wykluwanego w ściółce leśnej. Czy przyszło mu do głowy, że właściwie to świetnie się składa i przy okazji będzie musiał zgłosić się potem po jego odbiór? Być może. Rosier raczej rzadko czekał aż los załatwi sprawy za niego, czy chodziło o organizację pokazu, czy sprawy międzyludzkie. – Czyli musi leżeć w tej ściółce jeden dzień? Jeśli znajdziesz czas, żeby jutro się tu po nie pojawił albo żeby je podrzucić, możemy to załatwić od razu.
Herbata została wypita, przekąski wprawdzie ledwo ruszył, ale przecież i tak nie przyszedł tutaj jeść, a sama herbatka stanowiła może nie tyleż pretekst, by został dłużej, ile zwykłą grzeczność, coś co podawało się, kiedy kogoś przyjmowałeś w swoim domu. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby się po tym lesie przeszli, zwłaszcza że o, przy okazji zrealizuje zalecenia uzdrowiciela co do spacerów po lesie i na świeżym powietrzu, to przecież też absolutnie się liczyło, przynajmniej zdaniem Christophera.
– No chyba że nie powinniśmy zostawiać tego małego potworka sam na sam z akwariami? – rzucił jeszcze, spoglądając ku Lunie, bo jeśli szło o niego, to był gotowy do drogi: najpierw do lasu, zostawić tam w miękkiej ściółce przedziwne jajo, a potem zobaczyć, kto taki kręcił się wokół ruin rodzinnego domu Victorii w Dolinie Godryka.
W pewnych sprawach mógł być romantykiem, w innych jednak ten jego romantyzm zmieściłby się niestety w naparstku.
– To byłoby doskonałe – ożywił się, całkiem zaintrygowany opcją posiadania tego niesamowitego stworzenia, wykluwanego w ściółce leśnej. Czy przyszło mu do głowy, że właściwie to świetnie się składa i przy okazji będzie musiał zgłosić się potem po jego odbiór? Być może. Rosier raczej rzadko czekał aż los załatwi sprawy za niego, czy chodziło o organizację pokazu, czy sprawy międzyludzkie. – Czyli musi leżeć w tej ściółce jeden dzień? Jeśli znajdziesz czas, żeby jutro się tu po nie pojawił albo żeby je podrzucić, możemy to załatwić od razu.
Herbata została wypita, przekąski wprawdzie ledwo ruszył, ale przecież i tak nie przyszedł tutaj jeść, a sama herbatka stanowiła może nie tyleż pretekst, by został dłużej, ile zwykłą grzeczność, coś co podawało się, kiedy kogoś przyjmowałeś w swoim domu. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby się po tym lesie przeszli, zwłaszcza że o, przy okazji zrealizuje zalecenia uzdrowiciela co do spacerów po lesie i na świeżym powietrzu, to przecież też absolutnie się liczyło, przynajmniej zdaniem Christophera.
– No chyba że nie powinniśmy zostawiać tego małego potworka sam na sam z akwariami? – rzucił jeszcze, spoglądając ku Lunie, bo jeśli szło o niego, to był gotowy do drogi: najpierw do lasu, zostawić tam w miękkiej ściółce przedziwne jajo, a potem zobaczyć, kto taki kręcił się wokół ruin rodzinnego domu Victorii w Dolinie Godryka.