19.03.2026, 18:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2026, 15:26 przez Brenna Longbottom.)
– Kiedyś z nią o tym rozmawiałam, ale podejrzewam, że po Spalonej Nocy mają masę zamówień, a nie chciałabym zwracać uwagi naszym. A jeśli chodzi o taki lokalizator… szukałam kiedyś informacji, zamawiałam jeszcze przed Spaloną u znajomego wisiorki, które mogłyby zmieniać na sobie cyfry… ale nie znalazłam niczego o czymś, co pozwalałoby lokalizować ludzi. Dlatego chcę ogarniać jak najwięcej kontaktu, żebyśmy mogli dawać sobie znać, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Ale może warto do tego wrócić? Jakaś forma namiaru?
Z trudem powstrzymała westchnienie, bo nakładanie na ludzi namiaru wydawało się jej już daleko idącą ingerencją, no i problem polegał na tym, że z tego, co wiedziała, dało się to załatwić tylko przez Ministerstwo Magii. Ale przecież to nie tak, że znała każdy amulet z każdej strony świata, każde zaklęcie, jakie kiedykolwiek rzucił czarodziej i nie dałaby radę przejrzeć sama za każdą sprawą tysięcy ksiąg: jeśli Millie chciała działać właśnie w tym kierunku, dlaczego nie spróbować?
Przecież między innymi dlatego siedziały na ławce, wśród zgliszczy spalonego przez niedawny pożar labiryntu Juliusów. Dlatego opuszczony Księżycowy Staw znów wypełnił się głosami i ruchem. Bo próbowali na przekór wszystkiemu.
– Jeśli raz ściągnęlibyśmy ludzi do Stawu, nie mógłby być już naszą kryjówką, Miles. Mam kamienicę w Londynie, którą chcę przygotować pod coś takiego… – Dumbledore kazał jej latem zacząć to przygotowywać, więc wzięła się do pracy, Księżycowy Staw i Zakątek były tego pokłosiem, ogarniała z Olivią miejsce do życia i pracy dla niej, ale Spalona Noc opóźniła plany odnośnie kontynuowania tego przygotowania całej sieci. – W piwnicach też będą pracownice, alchemiczna i dla mechanizmów, myślę, że eksperymenty i ranni to złe połączenie. Ale można spróbować zorganizować coś pod Londynem, żeby transport był łatwy albo… myślałam o tym, żeby kupić też ten dom, który został po naszej wiedźmie.
Z tego co się orientowała dom należał teraz do jakiegoś bardzo dalekiego krewnego, który absolutnie nie chciał zamieszkać w miejscu należącym do podejrzanej czarownicy, a kto kupi dom, przy którym znaleziono trupa? Był na tyle daleko, że gdyby go użyli, nikt nawet nie wiedziałby o Stawie, jeśli nie wyprawiłby się na spacer konkretnie w tę stronę (a nawet jeśli, zobaczyłby ot bardzo zniszczone mury), a na tyle blisko, że łatwo mogliby przerzucić pewne rzeczy.
– Chciałabyś się tym zająć?
Z jednej strony nie chciała zrzucić na Millie zbyt wiele. Z drugiej sądziła, że jeśli ta bez pracy w Brygadzie nie będzie miała zajęcia, energia zacznie roznosić jej ciało i będzie miała zbyt wiele czasu na myślenie. Millie działała często bez namysłu, bezpieczniej było pokazywać jej kierunek i wyznaczać ramy, ale jednocześnie była w to działanie zaangażowana i bez niego… Jakoś ciężko było ją sobie wyobrazić bezczynną.
– Mówiąc szczerze nie mam pojęcia, zobaczymy, jakie uda się zrobić na nim wrażenie i jeśli nie wywali mnie z tym obrazem za próg się o tym pogada? – To nie był jej znajomy, a jeszcze trzeba było go przekonać, by zaangażował się w projekt trochę bardziej niż robił to zwykle. Czy uda się z nim dogadać na tyle, aby zgodził się przyjąć parę monet w zamian za Miles? – Wiem, że Isaac znał się na tym trochę, ale no… niestety chyba ostatnio wyjechał.
Zdołała powstrzymać odruch przygryzienia wargi, gdy Moody wspomniała o Olivii. Brenna rozmawiała z nią niedługo po Spalonej i ciężko było nie dostrzec w niej gniewu. Desperacji. Może nawet nienawiści. Brenna widziała to i miała nadzieję, że zdoła ukierunkować to wszystko w sensowną stronę. Ku działaniu na korzyść Zakonu. Brak możliwości działania i poczucie beznadziei mogły doprowadzić do złego miejsca. Ale nie znały się z Quirke aż tak mocno, aby mogła być pewna: wielu rzeczy co najwyżej się domyślała, i chyba wśród domysłów nie było tego, że słodka Olivia tak szybko zwróci się ku czarnej magii.
Millie i Olivia znały się lepiej.
Zabicie śmierciożercy? Oczywiście, że Brenna mogłaby to zrozumieć. Byli na wojnie. Ale czy mogli sobie pozwolić na to, by po prostu ot tak dążyć do mordowania…?
– Sądzisz, że może zdecydować się na bardzo drastyczne posunięcia nawet jeśli będzie działać z nami? – spytała, unosząc spojrzenie ku niebu, już pojaśniałemu. Ranek minął na dobre.
Z trudem powstrzymała westchnienie, bo nakładanie na ludzi namiaru wydawało się jej już daleko idącą ingerencją, no i problem polegał na tym, że z tego, co wiedziała, dało się to załatwić tylko przez Ministerstwo Magii. Ale przecież to nie tak, że znała każdy amulet z każdej strony świata, każde zaklęcie, jakie kiedykolwiek rzucił czarodziej i nie dałaby radę przejrzeć sama za każdą sprawą tysięcy ksiąg: jeśli Millie chciała działać właśnie w tym kierunku, dlaczego nie spróbować?
Przecież między innymi dlatego siedziały na ławce, wśród zgliszczy spalonego przez niedawny pożar labiryntu Juliusów. Dlatego opuszczony Księżycowy Staw znów wypełnił się głosami i ruchem. Bo próbowali na przekór wszystkiemu.
– Jeśli raz ściągnęlibyśmy ludzi do Stawu, nie mógłby być już naszą kryjówką, Miles. Mam kamienicę w Londynie, którą chcę przygotować pod coś takiego… – Dumbledore kazał jej latem zacząć to przygotowywać, więc wzięła się do pracy, Księżycowy Staw i Zakątek były tego pokłosiem, ogarniała z Olivią miejsce do życia i pracy dla niej, ale Spalona Noc opóźniła plany odnośnie kontynuowania tego przygotowania całej sieci. – W piwnicach też będą pracownice, alchemiczna i dla mechanizmów, myślę, że eksperymenty i ranni to złe połączenie. Ale można spróbować zorganizować coś pod Londynem, żeby transport był łatwy albo… myślałam o tym, żeby kupić też ten dom, który został po naszej wiedźmie.
Z tego co się orientowała dom należał teraz do jakiegoś bardzo dalekiego krewnego, który absolutnie nie chciał zamieszkać w miejscu należącym do podejrzanej czarownicy, a kto kupi dom, przy którym znaleziono trupa? Był na tyle daleko, że gdyby go użyli, nikt nawet nie wiedziałby o Stawie, jeśli nie wyprawiłby się na spacer konkretnie w tę stronę (a nawet jeśli, zobaczyłby ot bardzo zniszczone mury), a na tyle blisko, że łatwo mogliby przerzucić pewne rzeczy.
– Chciałabyś się tym zająć?
Z jednej strony nie chciała zrzucić na Millie zbyt wiele. Z drugiej sądziła, że jeśli ta bez pracy w Brygadzie nie będzie miała zajęcia, energia zacznie roznosić jej ciało i będzie miała zbyt wiele czasu na myślenie. Millie działała często bez namysłu, bezpieczniej było pokazywać jej kierunek i wyznaczać ramy, ale jednocześnie była w to działanie zaangażowana i bez niego… Jakoś ciężko było ją sobie wyobrazić bezczynną.
– Mówiąc szczerze nie mam pojęcia, zobaczymy, jakie uda się zrobić na nim wrażenie i jeśli nie wywali mnie z tym obrazem za próg się o tym pogada? – To nie był jej znajomy, a jeszcze trzeba było go przekonać, by zaangażował się w projekt trochę bardziej niż robił to zwykle. Czy uda się z nim dogadać na tyle, aby zgodził się przyjąć parę monet w zamian za Miles? – Wiem, że Isaac znał się na tym trochę, ale no… niestety chyba ostatnio wyjechał.
Zdołała powstrzymać odruch przygryzienia wargi, gdy Moody wspomniała o Olivii. Brenna rozmawiała z nią niedługo po Spalonej i ciężko było nie dostrzec w niej gniewu. Desperacji. Może nawet nienawiści. Brenna widziała to i miała nadzieję, że zdoła ukierunkować to wszystko w sensowną stronę. Ku działaniu na korzyść Zakonu. Brak możliwości działania i poczucie beznadziei mogły doprowadzić do złego miejsca. Ale nie znały się z Quirke aż tak mocno, aby mogła być pewna: wielu rzeczy co najwyżej się domyślała, i chyba wśród domysłów nie było tego, że słodka Olivia tak szybko zwróci się ku czarnej magii.
Millie i Olivia znały się lepiej.
Zabicie śmierciożercy? Oczywiście, że Brenna mogłaby to zrozumieć. Byli na wojnie. Ale czy mogli sobie pozwolić na to, by po prostu ot tak dążyć do mordowania…?
– Sądzisz, że może zdecydować się na bardzo drastyczne posunięcia nawet jeśli będzie działać z nami? – spytała, unosząc spojrzenie ku niebu, już pojaśniałemu. Ranek minął na dobre.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.