19.03.2026, 21:44 ✶
Nie wątpiła, że Atreus miał jakiś pomysł: nawet jeśli tym pomysłem było to, żeby się zastanawiała. Chwilowo jednak postanowiła go nie pytać, pozwalając mu trwać w tym zadowoleniu, że znaczenie kamienia pozostawało tajemnicą, zwłaszcza że zajęła się sprawdzaniem, czy ktoś się do niej nie włamał. Może przechodząc przez ścianę, była w stanie uwierzyć już w niemal wszystko. Możliwe, że cała sprawa zdjęć wytrąciła ją z równowagi, a może trochę za dużo czasu spędzała z Alastorem i jego „stała czujność” za mocno wbiła się Brennie w głowę.
Na całe szczęście, kiedy rozerwała kopertę, przekonała się, że obawy były niepotrzebne.
– Nic specjalnego – stwierdziła, przesuwając wzrokiem po liście, niemal natychmiast ze stanu gotowości do ewentualnej bitki wracając do spokoju. Nie ma z kim walczyć, nie ma co się denerwować, a Theo nie pisał, żeby ją poinformować, że śmierciożercy siedzą mu na ogonie czy coś takiego. – Był ostatnie dwa miesiące na meczach wyjazdowych i przejął się Spaloną i tym całym artykułem – wyjaśniła, rzucając pergamin na stolik, obok pudełka z prezentem. Oczywiście, planowała otworzyć upominek i odpisać, że tak, spokojnie, żyje i nie planuje rzucać się w najbliższym czasie z mostu ani płacić jakiemuś upadłemu arystokracje pod sześćdziesiątkę za małżeństwo, ale nie musiała siadać do tego natychmiast, kiedy pakunki czekały na ogarnięcie, ptaka należało przenieść ostrożnie do nowego legowiska, a i był u niej Atreus.
– Weźmiesz go Błędnym Rycerzem? – spytała więc, zgarniając kamień, który na razie miał służyć jako przycisk do papieru, książki, które położyła na niedawno zamontowanej i jeszcze nie wypełnionej do końca półce. Pozytywka póki co miała trafić do sypialni, chociaż pomyślała, że może zabierze ją ze sobą do Księżycowego Stawu.
Nie dodała, że tak lepiej, żeby tego pisklaka nie teleportował, bo jeszcze go rozszczepi. Pewnie gdyby wygłosiła tę myśl na głos, mógłby rozważyć dokonanie teleportacji tylko po to, żeby jej udowodnić, że nic takiego mu nie grozi. Ot więc całkiem niewinne pytanie…
tak jeszcze rzucę, na ile bezczelny jest list
Na całe szczęście, kiedy rozerwała kopertę, przekonała się, że obawy były niepotrzebne.
– Nic specjalnego – stwierdziła, przesuwając wzrokiem po liście, niemal natychmiast ze stanu gotowości do ewentualnej bitki wracając do spokoju. Nie ma z kim walczyć, nie ma co się denerwować, a Theo nie pisał, żeby ją poinformować, że śmierciożercy siedzą mu na ogonie czy coś takiego. – Był ostatnie dwa miesiące na meczach wyjazdowych i przejął się Spaloną i tym całym artykułem – wyjaśniła, rzucając pergamin na stolik, obok pudełka z prezentem. Oczywiście, planowała otworzyć upominek i odpisać, że tak, spokojnie, żyje i nie planuje rzucać się w najbliższym czasie z mostu ani płacić jakiemuś upadłemu arystokracje pod sześćdziesiątkę za małżeństwo, ale nie musiała siadać do tego natychmiast, kiedy pakunki czekały na ogarnięcie, ptaka należało przenieść ostrożnie do nowego legowiska, a i był u niej Atreus.
– Weźmiesz go Błędnym Rycerzem? – spytała więc, zgarniając kamień, który na razie miał służyć jako przycisk do papieru, książki, które położyła na niedawno zamontowanej i jeszcze nie wypełnionej do końca półce. Pozytywka póki co miała trafić do sypialni, chociaż pomyślała, że może zabierze ją ze sobą do Księżycowego Stawu.
Nie dodała, że tak lepiej, żeby tego pisklaka nie teleportował, bo jeszcze go rozszczepi. Pewnie gdyby wygłosiła tę myśl na głos, mógłby rozważyć dokonanie teleportacji tylko po to, żeby jej udowodnić, że nic takiego mu nie grozi. Ot więc całkiem niewinne pytanie…
tak jeszcze rzucę, na ile bezczelny jest list
Rzut 1d100 - 37
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.