Nie stała w miejscu. Gdy znalazła się na polanie, łące? Nie do końca umiała to określić, ruszyła przed siebie. To miejsce nie przypominało żadnego z tych, w którychkolwiek się znajdowała. Być może miała szczęście, że tutaj trafiła, mogła podziwiać zupełnie nową okolicę, klimaty wydawał się też być nieco inny od tego brytyjskiego, a może jej się wydawało? Mogło tak być, ostatnie kilka dni rozpieszczało pogodą.
Czuła, że dotyk źdźbeł coraz wyższej trawy stawał się mniej przyjemne. Z początku delikatnie ją łaskotały, teraz zaczynały kuć w gołe nogi. Skrzywiła się nieco, ale nadal brnęła przed siebie. Nie, żeby miała jakiś cel, ale czuła, że chce iść dalej. Miała wrażenie, że gdzieś, zupełnie niedaleko znajduje się jakieś jezioro, być może rzeka? Czuła w powietrzu ten specyficzny zapach, który niósł ze sobą wiatr, kiedy jakiś zbiornik wodny znajdował się w pobliżu.
Udawała, że nie widzi osoby, którą wcześniej dostrzegła. Tak było prościej, czyż nie? Wcale przecież nie musiała zauważyć kogoś kto leżał gdzieś w trawie, mimo, że miała nie najgorsze miejsce do obserwacji. Nie chciała zostać uznana za intruza, przeszkodzić w wypoczynku, wiedziała, że każdy czasem lubił samotność. To, że wybrał takie miejsce wydawało się mówić samo za siebie.
Właśnie dlatego szła dalej, jak gdyby nigdy nic. Niestety, kiedy postawiła kolejny krok, jej stopa nie do końca poprawnie przystanęła na ziemi, powierzchnia była nierówna, niewiele brakowało do tego, aby się wywróciła i wylądowała twarzą na trawie. Udało jej się tego uniknąć, jednak nie do końca ufała tej części łąki, musiała nieco zmienić swój plan. Ścisnęła mocniej w dłoni te kilka stokrotek, jak nic miały bardzo szybko dokonać swojego żywota przez ten bardzo intensywny uścisk, postanowiła mimo wszystko schować je sobie za ucho, były całkiem urocze, a ten dzień był uroczy i lekki, więc idealnie do niego pasowały.
Chcąc nie chcąc na jej drodze znalazła się osoba, która wylegiwała się na łące, starała się iść powoli i cicho, jednak trzeba było być głuchym, aby nie zauważyć obecności kolejnej osoby na tej pustej łące, spodziewała się tego, że nie będzie to zignorowane. Jakby nigdy nic przeszła tuż obok typa, bo kiedy znalazła się bliżej miała już pewność, że to był typ, leżał sobie na trawie i nie robił nic.
- Ups. - Powiedziała cicho, raczej do siebie, niż do niego, kiedy niemalże stanęła na jego dłoni. Nie trafiła stopą tam gdzie chciała, ta wysoka trawa była cholernie zdradliwa. No nic, nie chciała teraz się odwracać, wygodniej byłoby jej go po prostu minąć, chciała dotrzeć do jeziora, czuła podskórnie, że na końcu jej drogi dzisiaj miało znaleźć się jezioro, jeśli byłoby inaczej na pewno okropnie by się rozczarowała. Nie miała pewności, czy tam dotrze, jak widać poruszanie się po łące nie należało do najprostszych, ale musiała spróbować.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control