Nic specjalnego brzmiało całkiem obiecująco, chociaż Atreus wcale nie uważał, że faktycznie nic ciekawego nie kryło się za tym całym grafomaństwem, które zostało zawarte w korespondencji. Bo kiedy Brenna wreszcie przeczytała swój liścik i położyła go na stole, spojrzenie Bulstrode'a samo jakby uciekło w tamtą stronę, przesuwając się po linijkach tekstu, na co jego brwi coraz bardziej i bardziej zbliżały się ku sobie. W tym samym czasie ręce pracowały powoli, otwierając klatkę przy której stał, w niesamowicie wręcz ślamazarny sposób, jakby chciał chociaż udawać że tego nie czytał. Ale pewnie gdyby go otwarcie zapytała, czy ładnie to tak czytać cudze listy, to zaraz zrzuciłby wszystko na to, że sama tę kartkę tak położyła. Specjalnie.
Nott był w swoim tonie całkiem grzeczny i nawet niekoniecznie bezczelny, ale gdzieś między tymi dwoma miesiącami wyjazdowymi na meczach, tkwiła odrobina zbyt dużej jowialności i przejęcia. To nie był jakiś Patrick czy Figg, do których obecności w jej okolicy można było się przyzwyczaić. To był jakiś inny czystokrwisty dupek, którego nazwiska Atreus bardzo nie lubił, bo nosił je też ten przeklęty Philipek.
Nigdy nie uważał siebie za osobę przesadnie zazdrosną. Nie, on w ogóle nie bywał zazdrosny. Był na to zbyt pewny siebie, a może i miał zbyt wysokie mniemanie o swojej osobie, żeby roztrząsać się nad czymś takim. To o niego zwykle inni byli zazdrośni, ale mimo tego w tym momencie poczuł jakiś niesmak. Nie chodziło o to, że Brenna jeszcze gotowa rzucić się w ramiona Theodore'a Notta i wyjść za niego pośpiesznie za mąż, byleby tylko uciszyć nieprzychylne głosy od strony Aristy Black. Patrzył na to ładnie nakreślone nazwisko na kopercie i mimowolnie słyszał w głowie echo słów Laurenta i widział jego zapłakaną twarz. I pomyślał sobie, że jeśli wszyscy Nottowie są tacy sami, a na pewno byli, to bardzo by nie chciał by Longbottom przytrafiło się coś podobnego.
- Jak się tak przejął, to niech wyda na antenie specjalne oświadczenie, potępiając ten cały burdel - mruknął, a drzwiczki klatki szczęknęły wreszcie, otwierając się przed nim. Jego propozycja była oczywiście czymś, co nigdy nie miało prawa się wydarzyć. Jawne zakrzyknięcie Aristy wariatką raczej nie miało racji bytu, podobnie z resztą jak potępienie działań Spalonej Nocy w aż tak odważny sposób. Nie kiedy troszczyło się o swoją karierę, zdrowie, a może i nawet życie. - A, tak. Myślałem o tym, że nie ma co się z nim teleportować. Chyba nigdy nie próbowałem tego z ptakiem - przyznał bez bicia, bo do wniosku że był to zły pomysł, zdążył już dojść sam. Przeniósł więc pisklaka do nowego lokum i zebrał swoje rzeczy, razem z resztą ekwipunku kupionego w zoologicznym. Kiedy już miał wszystko, pocałował Brennę na pożegnanie i poszedł łapać Błędnego.