Skrzywił się wyraźnie, słysząc jego odpowiedź, ale w sposób w jaki człowiek krzywił się, kiedy miał do czynienia z irytującą muchą. Nie dość, że przerywał mu poranne remonty, to jeszcze próbował być sprytny w tym jakiej odpowiedzi udzielał. Atreus absolutnie nie wstydził się tego, jak go rodzice nazwali. W sumie to nawet bardzo swoje imię lubił, bo gdzieś pomiędzy unikaniem obowiązków nauczył się, co w ogóle znaczyło i bardzo szybko stwierdził że pasowało do niego idealnie. Miało ładne brzmienie, było nietypowe... nie to co taki Alexander, bo tych to było na pęczki i jeden gorszy od drugiego, jak mógł się domyślać. Szacunku natomiast, istotnie miał niewiele. Jego szanowny sąsiad sobie bowiem na ten szacunek niezbyt zasłużył. Ani się wcześniej nie przyszedł kulturalnie przywitać, ani zapoznać, ani powiedzieć że od teraz byli sąsiadami. Nic z tych rzeczy. Zamiast tego stawał dzisiaj na jego progu, wyglądając jakby mu ktoś co najmniej nasrał wcześniej do butów i cedził słowa z właściwą manierą człowieka niezadowolonego.
- Pan się nie martwi o moich majstrów - rzucił z wyższością, mierząc go od stóp do głów, jakby oceniał czy faktycznie był w stanie zaoferować jego pracownikom lepsze sposoby na zarobek. Do jakichkolwiek wniosków doszedł, wyglądał dokładnie tak samo, czyli wciąż był niezadowolony że ktokolwiek mu przeszkadzał i to dodatkowo w taki sposób. - дебила? - powtórzył, pewnie i nawet trochę nieudolnie, ale nie zamierzał przesadnie łamać się nad tym czy właśnie poprawnie wypluwał z siebie obce słówka. - A więc to o to chodzi? Przyjechał pan sobie z... gdziekolwiek tam mówią tymi szlaczkami, ludzki język to na pewno nie jest, i uważa że wszyscy się mają dostosowywać, tak? No więc ja panu powiem na to tak: spierdalaj człowieku i odpierdol się od moich majstrów, bo młotkiem to ja zaraz tobie przefasonuję gębę tak, że żadnego szlaczka więcej nie powiesz.