20.03.2026, 13:48 ✶
Gdzieś w duszy Charlotte przez moment ścierały się dwa wilki. Jeden pod wpływem słów Jaspera był bardzo oburzony całą sytuacją, że w ogóle Electra Prewett mogłaby nie być zainteresowana i absolutnie gotowy iść pomóc mu zdobywać dziewczynę. Drugi wył, że tak naprawdę to matka chętniej widziałaby w roli synowej jakąś spokojniejszą dziewczynę i, choć sama się tym nie przejmowała, jednak wolałaby taką, która nie uczyni z jej syna celu. Och, umiałaby się takiej pozbyć znacznie wdzięcznej niż te matki z opowieści, rzucające wybrance w twarz kopertę z pieniędzmi…
Ostatecznie jednak Charlotte Kelly zdołała uciszyć je oba. Przynajmniej na razie. Bo nie nosiłaby nazwiska, które figurowało w jej papierach, gdyby swego czasu nie postanowiła decydować sama. O wszystkim. Nie przejmować się tym, co myślą rodzice i świat. Podejmując decyzję inną niż kiedyś podjęła choćby mugolska księżniczka Małgorzata, która uznała, że te wszystkie sukienki, biżuteria i przywileje więcej są warte niż swoboda… i może nie byłaby pewna, czy to był dobry wybór, gdyby nie kochała swoich dzieci. Ach i gdyby nie wierzyła, że ona nie popełnia błędów.
Mogła do pewnych rzeczy swoje dzieci popychać, ale nie chciała naciskać na nich zbyt mocno. I nie chciała, by następnym razem Jessie milczał, bo nie spodobała się mu reakcja matki na szczerość.
– Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś – powiedziała więc jedynie, zduszając w zarodku wszystkie rodzące się w głowie plany (które miałyby doprowadzić do zupełnie przeciwnych rezultatów). Powstrzymała też kolejne słowa, cisnące się na usta, czyli no jak to tak, jakbyś się jej nie podobał, to jak nic znaczy, że dziewczyna nie ma ani trochę gustu! – Gdybyś potrzebował mojej pomocy w jakiejkolwiek sprawie, nie wahaj się – dodała jeszcze. Nie sięgnęła po kolejnego pierniczka. Chyba miała ochotę teraz się napić i zapalić, nie jeść słodycze i postanowiła to zrobić, gdy tylko Jessie pójdzie do siebie. – Och, nie wątpię, że Anthony zachowuje się lepiej niż wampir – powiedziała, bo rzeczywiście, nie mogła sobie wyobrazić, żeby było inaczej. Tony był dżentelmenem i przebiegłą jednostką. A taki wampir? Był… był wampirem. Po prostu. Nie umywał się. – Mam nadzieję, że będziesz go w przyszłości unikał. Wampira, oczywiście, nie wujka. Miejsce trupów jest na stole sekcyjnym.
Ostatecznie jednak Charlotte Kelly zdołała uciszyć je oba. Przynajmniej na razie. Bo nie nosiłaby nazwiska, które figurowało w jej papierach, gdyby swego czasu nie postanowiła decydować sama. O wszystkim. Nie przejmować się tym, co myślą rodzice i świat. Podejmując decyzję inną niż kiedyś podjęła choćby mugolska księżniczka Małgorzata, która uznała, że te wszystkie sukienki, biżuteria i przywileje więcej są warte niż swoboda… i może nie byłaby pewna, czy to był dobry wybór, gdyby nie kochała swoich dzieci. Ach i gdyby nie wierzyła, że ona nie popełnia błędów.
Mogła do pewnych rzeczy swoje dzieci popychać, ale nie chciała naciskać na nich zbyt mocno. I nie chciała, by następnym razem Jessie milczał, bo nie spodobała się mu reakcja matki na szczerość.
– Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś – powiedziała więc jedynie, zduszając w zarodku wszystkie rodzące się w głowie plany (które miałyby doprowadzić do zupełnie przeciwnych rezultatów). Powstrzymała też kolejne słowa, cisnące się na usta, czyli no jak to tak, jakbyś się jej nie podobał, to jak nic znaczy, że dziewczyna nie ma ani trochę gustu! – Gdybyś potrzebował mojej pomocy w jakiejkolwiek sprawie, nie wahaj się – dodała jeszcze. Nie sięgnęła po kolejnego pierniczka. Chyba miała ochotę teraz się napić i zapalić, nie jeść słodycze i postanowiła to zrobić, gdy tylko Jessie pójdzie do siebie. – Och, nie wątpię, że Anthony zachowuje się lepiej niż wampir – powiedziała, bo rzeczywiście, nie mogła sobie wyobrazić, żeby było inaczej. Tony był dżentelmenem i przebiegłą jednostką. A taki wampir? Był… był wampirem. Po prostu. Nie umywał się. – Mam nadzieję, że będziesz go w przyszłości unikał. Wampira, oczywiście, nie wujka. Miejsce trupów jest na stole sekcyjnym.