— Ciekawie? Cóż, zdecydowanie coś nietypowego dla mnie, ale biorąc pod uwagę Beltane, sądziłem, że ta szata pozwoli mi zniknąć w tłumie — odparł.
Wiedział, że Ger lubi Jonathana, bo jakże by inaczej? Wspaniale dorównywał jej tempa, szczególnie w spożywaniu alkoholu.
Roześmiał się na odpowiedź przyjaciółki w sprawie plakatu. Następnie przyjrzał się swojej nagrodzie. Kajdanki. Bardzo użyteczne nie ma co.
— Nawet ich nie otworzę, bo hasło do otwarcia jest zamazane... Chociaż i na to są zaklęcia...
Porwany na stoisko Sary odłożył rozważania kajdankowe na późniejszy czas. Wrzucił metalowe obręcze do kieszeni i skupił uwagę na niesamowity ezoteryczny klimat stoiska panny Macmillan. Niczego innego by się po nim nie spodziewał, ale i tak był pod dużym wrażeniem. Znał się z kilkoma przedstawicielami tej rodziny, nie mogło być inaczej zważywszy na jego zainteresowania. Sary jeszcze nie miał okazji poznać.
— Dobry wieczór — przywitał się, chociaż pora wieczorna jeszcze przed nimi. Spojrzał na menu napojów. Z ulgą stwierdził, że oprócz herbaty z prądem była też korzenna i taką zamówił.
— Oh, Ger, spójrz, gargulki! Jak ja dawno w to nie grałem! Nie masz nic przeciwko, że rozegram rundkę lub dwie? — Zamachał kubkiem herbaty z wrażenia, prawie wylewając zawartość, ale dostrzegł to i upił spory łyk. Dobra. Niestety nie miał pojęcia, że przyjaciółce trafiła się jeszcze lepsza herbatka.
Przywitał się przyjaźnie z duchami. Absolutnie nie nastawiał się na wygraną. Duchy były z pewnością niesamowicie doświadczone, a sam grał w gargulki ostatni raz kilka lat temu z siostrzenicą.
!herbata korzenna!gram w gargulki