Naprawdę starała się jak najmniej rzucać w oczy. Oczywiście jej się to nie udało. Im bardziej się starała, tym jej ruchy były bardziej koślawe, jakby coś chciało jej udowodnić, że nie musi być łatwo. To miał być tylko krótki spacer, nic więcej. Nie miało podczas niego dojść do żadnych interakcji z ludźmi, miała nacieszyć się swoim własnym towarzystwem, czasem lubiła zatracać się w swoich myślach i to miał być jeden z takich dni, gdy zamierzała pozwolić im być bardzo głośnym.
Chcąc nie chcąc jednak znalazła się blisko osobnika, który tak jak ona najwyraźniej postanowił spędzić czas w samotności. Nie miała zamiaru zwracać na siebie uwagi, nie chciała niepokoić kogoś, kogo nie znała, jak zawsze wolała trzymać się z boku, tylko nie do końca jej się to udało. Znalazła się zbyt blisko, niemalże nadepnęła na jego dłoń, to nie był do końca jej dzień, chociaż jeszcze chwilę wcześniej myślała zupełnie inaczej. Wszystko zaczęło się sypać w momencie, w którym spotkała tę wyrośniętą wiewiórkę...
Skomentowała pod nosem, to, że prawie nadepnęła na dłoń nieznajomego, nie trzymała języka za zębami, zresztą mogła być już przecież pewna, że zarejestrował jej obecność. Nie dało się tak po prostu zignorować tego, że ktoś zaburzył twoją przestrzeń osobistą. Liczyła jednak na to, że uda jej się przemknąć obok nie doprowadzając do interakcji, gdyby tylko wiedziała, jak bardzo się myliła to pewnie wróciłaby między te drzewa i jednak wybrała spotkanie z nieokrzesaną wiewiórką, czasem jednak nie dało się przewidzieć, że można doprowadzić do nieco gorszych sytuacji, to był właśnie jeden z takich momentów.
Usłyszała to serio, co spowodowało, że zatrzymała się, przystanęła w miejscu. Przeniosła wzrok na nieznajomego, który okazał się być jednak znajomym. Czy naprawdę mogła mieć, aż takiego pecha? Los chciał jej coś udowodnić, pokazać, że nigdy nie może przewidzieć niczego. Westchnęła ciężko, ten dzień jednak miał nie zapisać się do tych najlepszych, jakoś sobie z tym poradzi, zawsze przecież sobie radziła. Na jej twarzy pojawił się grymas, nie zamierzała udawać, że jest zadowolona z tego spotkania, chociaż wcale nie tak łatwo było jej tak po prostu przeskoczyć do tej obojętności. Jeszcze przed chwilą miała całkiem nie najgorszy humor, pogoda była zachwycająca, tak samo jak miejsce w którym się znalazła... towarzystwo, towarzystwo jednak mniej.
Aloysius Rookwood, jej nemezis. Musiała go spotkać podczas tego pięknego dnia? Naprawdę? Jakie były właściwie szanse na to, że wpadłaby właśnie na niego? Bardzo małe, okropnie małe, a jednak do tego doszło. Najwyraźniej nawet podczas wakacji nie była bezpieczna, jasne bywał w jej domu, pojawiał się u Eliasa, tam mogła się go spodziewać, ale tutaj? Pośrodku niczego? No nie była gotowa na takie spotkanie, a nie znosiła znajdować się w sytuacjach nieprzewidzianych.
Miał na głowie ten śmieszny kapelusz, wyglądał dobrze, on zawsze dobrze wyglądał, tego nie mogła mu odmówić, chociaż nie powinna zwracać na to uwagi, nie umiała jednak zupełnie ignorować jego obecności, nigdy, nawet jeśli bardzo tego chciała, było tak od zawsze, szczególnie, że kiedyś miała szansę być blisko i pamiętała jak to jest, a teraz musiała pogodzić się z tym, że zupełnie inaczej to wyglądało.
- Zadaje sobie to samo pytanie. - Naprawdę nie spodziewała się, że będzie musiała stanąć z nim w oko w oko w swoim czasie wolnym, los jednak lubił płatać figle, pokazywać, że nie zawsze powinno się czuć swobodnie i pewnie. Dlaczego trafiła właśnie do tego miejsca? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, może następnym razem powinna pomyśleć o swojej destynacji i wybrać jakieś mało atrakcyjne miejsce do którego nikt nie będzie się zapuszczał, albo, albo po prostu zostać w swoim pokoju, to byłoby chyba najbardziej bezpieczną opcją.
- Zacząłeś do mnie mówić, wiesz, że nie jestem głucha, niby mogłabym udawać, że Cię nie widzę, ale to mogłoby być bardziej niezręczne od tego. - Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie mogła tak po prostu przejść obok, nie kiedy wiedziała, kto leży na tej trawie, nie gdy znalazła się tak blisko i omal nie zdeptała jego dłoni.
- Myślę, że zadziała, bo nie zamierzam się tutaj zatrzymywać, więc baw się dobrze, widzę, że robisz to, co potrafisz najlepiej. - Przeniosła wzrok na butelkę, która leżała na trawie. Czy powinno ją dziwić, że w ten sposób spędzał wolny czas? Wcale. Dokładnie tego się mogła po nim spodziewać. Nie sądziła, że zajmuje się czymś ambitnym w czasie wolnym.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control