21.03.2026, 20:42 ✶
To był smutny widok. Ale widok który dla niego nie wiązał się z żadną osobistą utratą, z żadnym cennym wspomnieniem, ze złością, że obrano go na cel czy z obawą, że to zrobiono. Victoria nie musiała więc być w żaden sposób dla niego silna. Christopher Rosier nie był ideałem, i w jego zachowaniach czasem powiewały zielone flagi, a czasem załopotała pośród nich jakaś czerwona, ale na pewno nie należał do osób, które potrzebowały, by ktoś był dla nich silny.
– Może należałoby spróbować to usunąć? Nie próbowaliby szukać wiatru w polu. Magia… magia może bywa problematyczna w tworzeniu, ale jest doskonała w niszczeniu – mruknął Christopher. Czy zamierzali to sprzedać czy odbudować, i tak należało rozebrać wszystko do fundamentów, a jeśli miało po prostu czekać, mogli też uprzątnąć teren, choćby po to, by nie kusiło głupców i oportunistów. I by widok nie ranił tak w serca Lestrangów.
Sam używał magii do tworzenia swoich kreacji i wiedział, że była ona niedoskonała i nietrwała. By nasycić materiał konkretnymi właściwościami, potrzebowałeś rzemieślniczek obróbki. Transmutacja i translokacja pomagały w przymiarkach, projekcie, dobraniu rozwiązań do osoby, ale efekt przemijał. Nie dało się machnąć różdżką i odbudować tego wszystkiego. Ale odpowiednio silne zaklęcia z kształtowania mogły do końca rozbić w pył ściany.
Jeśli stworzyłeś coś magią, to się rozpadało.
Jeśli coś magią zniszczyłeś, pozostawało zniszczone.
Pewnie nie dałaby rady sama, ale na pewno były osoby, które mogły w tym pomóc, niekoniecznie rzemieślnicy…
– Podobno z czasem robi się łatwiej – powiedział po chwili milczenia. Czas leczył rany, tak mówili. Choć jego ciotka wciąż opłakiwała syna i zdawała się równie źle to znosić, co w dniu śmierci chłopaka, zdawało się, że inni wokół niego po prostu w pewnym momencie wrócili do zwykłego życia… – Tak, to nie brzmi dobrze – przyznał, krzywiąc się lekko, bo mógł domyśleć się, że jeśli nawet ogień Spalonej Nocy nie wystarczyłby, aby ten dom spłonął doszczętnie, to gdy gorąc mógł dotrzeć do pracowni… zdecydowanie nie było co zbierać. – Zaczynam mieć wrażenie, że w dzisiejszych czasach posiadanie dwóch bardzo oddalonych od siebie lokacji i trzymanie w każdej części rzeczy to najlepsza inwestycja, jaką może zrobić człowiek.
Niewiele dotąd myślał o inwestycjach. Ani o własnym bezpieczeństwie. Po co miałby to robić, skoro zawsze uważał, że jego projekty są najlepszą inwestycją? Ale kto będzie nosił jego kolorowe, śmiałe projekty w świecie, w którym rządzą strach i na którym leży popiół? Pod władzą Voldemorta?
– Może to zły moment, ale właśnie pomyślałem, że jeśli… on przejmie władzę, to chyba wszyscy będą nosić tylko czarne szaty. Ewentualnie zielone – stwierdził, z trudem powstrzymując jeszcze mocniejsze skrzywienie. A potem umilkł, czekając na rezultat czaru Lestrange.
– Może należałoby spróbować to usunąć? Nie próbowaliby szukać wiatru w polu. Magia… magia może bywa problematyczna w tworzeniu, ale jest doskonała w niszczeniu – mruknął Christopher. Czy zamierzali to sprzedać czy odbudować, i tak należało rozebrać wszystko do fundamentów, a jeśli miało po prostu czekać, mogli też uprzątnąć teren, choćby po to, by nie kusiło głupców i oportunistów. I by widok nie ranił tak w serca Lestrangów.
Sam używał magii do tworzenia swoich kreacji i wiedział, że była ona niedoskonała i nietrwała. By nasycić materiał konkretnymi właściwościami, potrzebowałeś rzemieślniczek obróbki. Transmutacja i translokacja pomagały w przymiarkach, projekcie, dobraniu rozwiązań do osoby, ale efekt przemijał. Nie dało się machnąć różdżką i odbudować tego wszystkiego. Ale odpowiednio silne zaklęcia z kształtowania mogły do końca rozbić w pył ściany.
Jeśli stworzyłeś coś magią, to się rozpadało.
Jeśli coś magią zniszczyłeś, pozostawało zniszczone.
Pewnie nie dałaby rady sama, ale na pewno były osoby, które mogły w tym pomóc, niekoniecznie rzemieślnicy…
– Podobno z czasem robi się łatwiej – powiedział po chwili milczenia. Czas leczył rany, tak mówili. Choć jego ciotka wciąż opłakiwała syna i zdawała się równie źle to znosić, co w dniu śmierci chłopaka, zdawało się, że inni wokół niego po prostu w pewnym momencie wrócili do zwykłego życia… – Tak, to nie brzmi dobrze – przyznał, krzywiąc się lekko, bo mógł domyśleć się, że jeśli nawet ogień Spalonej Nocy nie wystarczyłby, aby ten dom spłonął doszczętnie, to gdy gorąc mógł dotrzeć do pracowni… zdecydowanie nie było co zbierać. – Zaczynam mieć wrażenie, że w dzisiejszych czasach posiadanie dwóch bardzo oddalonych od siebie lokacji i trzymanie w każdej części rzeczy to najlepsza inwestycja, jaką może zrobić człowiek.
Niewiele dotąd myślał o inwestycjach. Ani o własnym bezpieczeństwie. Po co miałby to robić, skoro zawsze uważał, że jego projekty są najlepszą inwestycją? Ale kto będzie nosił jego kolorowe, śmiałe projekty w świecie, w którym rządzą strach i na którym leży popiół? Pod władzą Voldemorta?
– Może to zły moment, ale właśnie pomyślałem, że jeśli… on przejmie władzę, to chyba wszyscy będą nosić tylko czarne szaty. Ewentualnie zielone – stwierdził, z trudem powstrzymując jeszcze mocniejsze skrzywienie. A potem umilkł, czekając na rezultat czaru Lestrange.