22.03.2026, 00:49 ✶
Będzie cudem, jeżeli po tym nie dostanie migreny.
Dom zmienił się niemal nie do poznania w ciągu sekundy. Wyglądał... paskudnie. Oczywiście, wcześniej Jessie może nie użyłby tego słowa - w końcu każdy miał swój gust odnośnie do wystroju wnętrz, a jeśli komuś pasował bałagan i wszędobylska żałość, to Jessie wcale nie musiał go odwiedzać - ale dodając do tego jeszcze tę karykaturę, która udawała jego wujka, faceta z wąsem, który niby był bratem Electry, to słowo samo cisnęło się na usta.
No właśnie... Anthony...
Jessie ogromnie szanował swojego wujka i nawet kiedy Shafiq pokazał mu się w swoim słabszym momencie, Jessie widział w nim człowieka silnego. Anthonego nie było łatwo złamać, a jedna chwila nie ważyła na całości, bo wuj zdołał się podnieść. Nie zamknął się w swoich czterech ścianach i nie otoczył się żałością i smutkiem.
Anthony, który wywyższał się teraz przed nimi... Jessie nie podejrzewał, że kiedykolwiek miałby wobec Shafiqa takie odczucia, ale w tym momencie miał ochotę mu przypierdolić. Może pięść w nos przywróciłaby klepki na swoje miejsce i polityk - czy tam muzyk, jeśli chce - przestanie się w końcu zachowywać, jak stary wampir z tandetnego romansu dla mugolskich nastolatek. Potem mógłby Anthonego przeprosić, jeśli to rozwiązanie by zadziałało.
-Electra! - zawołał, próbując złapać przyjaciółkę, ale jej pseudo-brat zdążył ją odciągnąć.
Zimna dłoń, przez którą jego kręgosłup przeszyła igła zimna, chwyciła jego brodę, zanim zdążył zrobić cokolwiek innego. Jessie zacisnął zęby, krzywiąc się na nieludzki chłód anthonowej skóry, a jego dłonie same zwinęły się w pięści.
-Przyjrzyj się dobrze. Jestem od Charlotty - syknął, kiedy Shafiq oglądał jego twarz z prawej i lewej strony, jak zwierzę na targu. -Jedyne kłamstwo, jakie ode mnie w tym momencie usłyszysz, to że pasują ci długie włosy.
Jego podbródek został uwolniony z uścisku zimnych palców i sam zaczął pocierać swoją skórę, żeby pozbyć się tego odczucia.
Co robić? Nie mogli tak po prostu wyjść - i to w piżamach - bez rozwiązania, jak przywrócić wszystko do normalności. Nie mogli zostać... Teoretycznie by mogli, ale Anthony i Basilius by im z pewnością nie pozwolili i gdyby Jessie był sam, to pewnie podjąłby ryzyko zapuszczenia się w głąb domu i zamknięcia się w pokoju, który zajmował od pożaru, ale był tu z Electrą i nie mógł pozwolić na to, żeby przez niego jej stała się krzywda. A niewątpliwie krzywda by się stała. Musiał pozbierać myśli, a tym momencie szło mu to gorzej, niż źle.
-Ta... Wyjdziemy stąd - chociaż nie do końca w sposób, w jaki od nich oczekiwano.
Zbliżył się do rodzeństwa Prewett, żeby złapać Electrę za nadgarstek i pociągnąć ją w stronę łazienki, z której dziewczyna wcześniej wyszła. Plan był prosty - wrócić do łazienki, zamknąć drzwi i w końcu pomyśleć.
Dom zmienił się niemal nie do poznania w ciągu sekundy. Wyglądał... paskudnie. Oczywiście, wcześniej Jessie może nie użyłby tego słowa - w końcu każdy miał swój gust odnośnie do wystroju wnętrz, a jeśli komuś pasował bałagan i wszędobylska żałość, to Jessie wcale nie musiał go odwiedzać - ale dodając do tego jeszcze tę karykaturę, która udawała jego wujka, faceta z wąsem, który niby był bratem Electry, to słowo samo cisnęło się na usta.
No właśnie... Anthony...
Jessie ogromnie szanował swojego wujka i nawet kiedy Shafiq pokazał mu się w swoim słabszym momencie, Jessie widział w nim człowieka silnego. Anthonego nie było łatwo złamać, a jedna chwila nie ważyła na całości, bo wuj zdołał się podnieść. Nie zamknął się w swoich czterech ścianach i nie otoczył się żałością i smutkiem.
Anthony, który wywyższał się teraz przed nimi... Jessie nie podejrzewał, że kiedykolwiek miałby wobec Shafiqa takie odczucia, ale w tym momencie miał ochotę mu przypierdolić. Może pięść w nos przywróciłaby klepki na swoje miejsce i polityk - czy tam muzyk, jeśli chce - przestanie się w końcu zachowywać, jak stary wampir z tandetnego romansu dla mugolskich nastolatek. Potem mógłby Anthonego przeprosić, jeśli to rozwiązanie by zadziałało.
-Electra! - zawołał, próbując złapać przyjaciółkę, ale jej pseudo-brat zdążył ją odciągnąć.
Zimna dłoń, przez którą jego kręgosłup przeszyła igła zimna, chwyciła jego brodę, zanim zdążył zrobić cokolwiek innego. Jessie zacisnął zęby, krzywiąc się na nieludzki chłód anthonowej skóry, a jego dłonie same zwinęły się w pięści.
-Przyjrzyj się dobrze. Jestem od Charlotty - syknął, kiedy Shafiq oglądał jego twarz z prawej i lewej strony, jak zwierzę na targu. -Jedyne kłamstwo, jakie ode mnie w tym momencie usłyszysz, to że pasują ci długie włosy.
Jego podbródek został uwolniony z uścisku zimnych palców i sam zaczął pocierać swoją skórę, żeby pozbyć się tego odczucia.
Co robić? Nie mogli tak po prostu wyjść - i to w piżamach - bez rozwiązania, jak przywrócić wszystko do normalności. Nie mogli zostać... Teoretycznie by mogli, ale Anthony i Basilius by im z pewnością nie pozwolili i gdyby Jessie był sam, to pewnie podjąłby ryzyko zapuszczenia się w głąb domu i zamknięcia się w pokoju, który zajmował od pożaru, ale był tu z Electrą i nie mógł pozwolić na to, żeby przez niego jej stała się krzywda. A niewątpliwie krzywda by się stała. Musiał pozbierać myśli, a tym momencie szło mu to gorzej, niż źle.
-Ta... Wyjdziemy stąd - chociaż nie do końca w sposób, w jaki od nich oczekiwano.
Zbliżył się do rodzeństwa Prewett, żeby złapać Electrę za nadgarstek i pociągnąć ją w stronę łazienki, z której dziewczyna wcześniej wyszła. Plan był prosty - wrócić do łazienki, zamknąć drzwi i w końcu pomyśleć.