Jednego dnia ich nie było. Kolejnego dnia oplotły cały ogród. Oranżerię, rozarium, dąb. Tak jak pamiętał z listu, jak ponownie usłyszał od kuzynki. Przyglądając się roślinie, jakby badał ją także pod kątem podstawowej znajomości roślin, nie widział w róży niczego dziwnego, innego, niewyjaśnionego. Roślina była po prostu różą, tylko w barwie czerni. Powiódł wzrokiem na ich zasięg. Jak wysoko się pięły, jak daleko w swojej szerokości objęły ich ogród. Ruszył powolnym krokiem, słuchając wyjaśnień Victorii, skupiając wzrok na roślinie. Szukając w ziemi początku miejsca, z którego się wybiła. Zadając przy okazji pytanie, czy róże rozrastają się bardziej.
Gdy Victoria odpowiadała na pytanie, Laurence skupił na niej swój wzrok, okazując tym samym zainteresowanie i chęć dowiedzenia się więcej na ten temat. W tym o dziwnych zjawiskach, o których wspomniano przy stole. Wzrokiem także podążył we wskazane miejsce, gdzie mowa była o doniczce. Nie ukrywał przy tym zdziwienia.
- Po tym, jak zobaczyłaś tutaj ponownie tę doniczkę, sprawdziłaś czy zabrana wcześniej, wciąż znajduje się w domu? Nie zwiędła po zmianie miejsca?Zapytał, jakby chciał potwierdzić, albo wykluczyć działanie magii, która powodowałaby "wrócenie” przedmiotu na swoje miejsce, po jego zabraniu. Także to, czy zmiana środowiska, miała jakiś na nią wpływ. Zareagowała inaczej?
Ogród to jedno. Niby innym roślinom te róże nie szkodziły, ale Elfy zamieszkujące to miejsce miały swoje obawy. Laurence postanowił także sprawdzić miejsca, które posiadały wodę. Fontanna, staw. Czy rośliny nie zapuściły się korzeniami w nich, chcąc pobierać wodę.
- Czy miały miejsce jeszcze inne niewyjaśnione, niespodziewane zdarzenia po pojawieniu się tych róż?Dopytał szanowną kuzynkę, w drodze spaceru na staw. Może ktoś jeszcze w ich rodzinie doświadczył czegoś podobnego, co zaskoczyło samą Victorię i podzielił się tą wiedzą?